Dawno temu, w czasach, do których wracam dziś myślami z melancholią, żył sobie młody chłopak o imieniu Szymon Wojnicki. Pamiętam, jak to było, gdy Szymon kupił najpiękniejszy bukiet kwiatów na randkę, na którą czekał od tygodni. Serce mu biło mocniej, gdy stał przy fontannie przy Rynku w Kielcach, ściskając starannie wybrany bukiet. Marysi nigdzie nie było widać. Rozejrzał się, zaczął niecierpliwie wybierać numer jej telefonu. Nikt jednak nie odbierał.
Może się spóźnia pocieszał się i raz jeszcze wybrał numer. Tym razem Marysia podniosła słuchawkę.
Jestem już na miejscu, gdzie jesteś? zapytał od razu Szymon drżącym głosem.
Wszystko między nami skończone! wyrzuciła z siebie nagle dziewczyna.
Co? Dlaczego? Szymon aż zastygł w bezruchu.
To przez ten bukiet! usłyszał całkiem niespodziewanie.
Ale co z nim nie tak? zdumiał się, nie rozumiejąc niczego.
Pamiętam jak Szymon błąkał się wtedy po pachnącym kwiaciarni przy ulicy Sienkiewicza. Czerwone róże, żółte żonkile, białe lilie, kwiaty w doniczkach i wazonach, ułożone w bogate, finezyjnie zdobione bukiety, gotowe oczarować każdego. A nasz bohater stał zdezorientowany, szukając w głowie wskazówek.
Coś mu dzwoniło, czy Marysia nie mówiła na początku znajomości o swoich ulubionych kwiatach? Z pewnością wspominała, których nie cierpi, a które podziwia bez końca Ale wtedy przy pierwszym spotkaniu mówiła wiele, a Szymon był oczarowany jej uśmiechem, prostymi, jasnymi włosami i wdziękiem, jaki miała tylko ona. Może to właśnie było zakochanie?
Myślał wtedy: „I cóż za różnica, co mówiła Przecież ten wieczór i tak będzie cudowny!”
A teraz, stojąc wśród tylu pięknych bukietów, za nic nie mógł przypomnieć sobie jej preferencji.
Proszę spojrzeć na te gerbery! Nigdzie pan takich nie znajdzie to bardzo rzadki, letni gatunek! ponowiła zachętę ekspedientka.
Szymon czuł już presję, musiał w końcu coś wybrać.
I wtedy właśnie zadzwoniła mama. Ostatnio dzwoniła często, a Szymona narastało podenerwowanie.
No to co, Szymonku, wciąż nie możesz się zdecydować? Przecież piątek, może byś przyjechał na wieś do nas z babcią?
Mamo, mam trochę spraw
Babcia już od rana wygląda przez okno, pyta o ciebie, mówi, iż znowu nie przyjedziesz…
Przepraszam, naprawdę dużo pracy
Rozłączył się szybko, bo spieszył na randkę i nie chciał kolejnych dłuższych tłumaczeń. Mama mieszkała z babcią niedaleko, w rodzinnej wiosce pod Opatowem, i rzeczywiście często wspominała, jak tęsknią. Ale Szymon myślał już tylko o tym dniu, w którym miał wszystko się rozstrzygnąć.
Jeśli randka się uda, już następnego dnia mógłby zaprosić Marysię za miasto, może nad Świętokrzyskie Jeziora, gdzie znał przytulne miejsce w starym gospodarstwie agroturystycznym. Mama od dawna wspominała, iż pragnie wnuczki, więc Szymon czuł się gotowy zadbać o swoje serce.
Tylko jeszcze te kwiaty! Jak to możliwe, iż nie pamiętał, co Marysia lubiła?
Coś mówiła o kolcach róż Pewnie więc róż nie wybierać myślał, szukając rozwiązania. Wybrał bukiet z dużych, różowo-białych gerberów. Przecież to tylko znak sympatii!
Ustalili spotkanie przy nowym, miejskim fontannie na Placu Stefana Żeromskiego. Szymon, opóźniony przez niezapowiedziane spotkanie z szefem, trzymał telefone w dłoni i powiadomił Marysię o spóźnieniu, wyciszając dźwięk, by nie przeszkadzano mu na zebraniu. Wtedy właśnie dzwoniła mama, ale nie odebrał, nie mógł.
Potem już pędził do centrum przez zatłoczone ulice, i z bukietem w dłoni prawie biegł przez rynek. ale Marysi dalej nie było. Krążył napięty, dzwonił, ale bezskutecznie.
Usiadł na ławce, zerkając co chwilę na telefon. W końcu postanowił napisać, a zaraz potem sam zadzwonił.
Marysiu, gdzie jesteś? Czekam.
Wiem. Jestem w kawiarni naprzeciwko, z drugiego piętra od dawna cię widzę.
Serio? Szymon zaczął szukać wzrokiem jej sylwetki w oknach. Nie widzę cię. Może zejdziesz? Albo…
Spóźniłeś się, Szymonie przerwała mu.
Przepraszam, ale przecież dzwoniłem, szef mnie zatrzymał
I te kwiaty!
Co z nimi? nie rozumiał.
choćby nie pamiętasz, które lubię!
Przecież nie było ich w kwiaciarni
Róże? Róże są wszędzie! Ile ci o nich mówiłam… A ty…
Naprawię to, zaraz po ciebie przyjdę!
Wszedł do kawiarni, Marysia siedziała w końcu sali, plecami do niego, patrząc w okno. Podszedł cicho, nie śmiejąc wręczać już bukietu, położył go niepewnie na stole. Marysia choćby nie spojrzała.
Szymon, choć zwykle wygadany, teraz próbował ratować sytuację skromnym żartem, uruchamiając całą swą serdeczność. Wydawało się, iż jest lepiej. Marysia w końcu się uśmiechnęła.
Wypili kawę i już chcieli wychodzić, gdy Marysia ani razu nie zerknęła na kwiaty.
Zostawił pan bukiet zawołała za nimi młoda, miła kelnerka.
To dla pani odpowiedział Szymon z serdecznym uśmiechem.
Dziękuję! rozpromieniła się dziewczyna.
A Marysia znów się markotna zrobiła.
Marysiu, zaraz kupię ci jeszcze większy bukiet róż!
Nie trzeba, dziękuję. Dziś mam dosyć kwiatów
Szli po marmurowych schodach, Szymon za obrażoną dziewczyną. I nagle znowu dzwonek.
Przepraszam, chyba znów dzwonię w niewłaściwej chwili? odezwała się mama.
Marysia nie słyszała.
Nie, mamo, bardzo w porę. Jutro przyjadę.
Tego wieczoru rozeszli się z Marysią bez słowa nadziei. Szymon już wiedział dalszych spotkań nie będzie.
Już następnego ranka jechał autem dobrze znaną drogą przez pola. Wyszedł z samochodu, spojrzał na rozległe, zbudzone wiatrem łany aż po horyzont wachlarz barw. Utonął w tym oceanie polnych kwiatów, jak dziecko w krainie baśni.
Wybierał je z uwagą, jak sprzedawczyni w kwiaciarni, dopasowując jeden do drugiego, by sprawić euforia tym, do których zmierzał. Tym razem wiedział na pewno się nie pomyli.
Gdy tylko przekroczył próg domu, rozdzielił bukiet na dwie części. Mama uśmiechnęła się szeroko, całując go w oba policzki. A babcia…
Babci pomogły wstać. Drżącymi dłońmi przyjęła kwiaty, głaszcząc je, ledwie dotykając wzrok już nie ten, co dawniej. Jak dawno nikt nie podarował jej kwiatów!
Przytuliła bukiet do twarzy i cały jej świat w jednej chwili wypełnił się znanymi z młodości zapachami łąk i pól. Zapachy te, tak głęboko zakorzenione w pamięci, wydobyły się na powierzchnię i poruszyły duszę.
Przypominały nie tylko wspomnienia, ale także to szczególne uczucie oczekiwania na wszystko, co dopiero przyjdzie na jasny, dobry dzień.
Dobrze! Życie trwa, życie trwa w jej wnuku.
Szymon przysiadł obok babci, położył głowę na jej kolanach. Ona głaskała go, jednocześnie uważając, by nie zgnieść bukietu trzymanego troskliwie na kolanach
Leżąc tak, Szymon myślał, iż na pewno jeszcze spotka dziewczynę podobną do tych dwóch ukochanych kobiet mamę i babcię. Że pokochają się, jak dziadek z babcią przed laty, rodzice Trzeba tylko na czas to uczucie rozpoznać.
Babcia długo nie chciała dzielić się kwiatami z mamą Szymka.
Poczekaj Nalej najpierw wody tej ze studni weź dużą wazę, postaw tu, na stole chcę je widzieć
Wnuk podarował kwiaty.
Kwiaty, których pełno wokół, ale akurat te… Te były najpiękniejsze. Bo te podarował wnuk.

![Blisko 60 par z medalami za pożycie małżeńskie uhonorowane w gorzowskiej Filharmonii [GALERIA ZDJĘĆ]](https://zachod.pl/wp-content/uploads/2026/05/169969c6f38064660c9be3bb03d6d198_xl.jpg)






