Smażyłam naleśniki w swoim domu, gdy nagle wszedł do środka obcy mężczyzna – tak teraz opowiada wszystkim pani Jadwiga Wiktorowna.

twojacena.pl 3 dni temu

– Piekłam naleśniki w swoim mieszkaniu, kiedy nagle wszedł tam obcy mężczyzna opowiada dziś wszystkim Bogumiła Stanisława.
Wtedy wcale nie było jej do śmiechu. Wyobraźcie sobie: siedzisz sama, w mieszkaniu nie powinno być żywej duszy, a tu ni stąd, ni zowąd pojawia się ktoś obcy! Tak właśnie się stało.

Z mężem Zdzisławem rozwiodła się już pięć lat temu. Sama prawie sześćdziesiątka na karku. O nowych związkach choćby nie myślała. Dzieci pouciekały w świat.

Żyła sobie spokojnie. Z sąsiadami zgodnie, śmiechy, rozmowy na klatce. Dlatego, choć czasy niespokojne, miała taki nawyk, iż drzwi wejściowe czasem zamykała tylko na klamkę. Bo kto wie, może Zocha z naprzeciwka wpadnie po szklankę cukru. Tym razem jednak Zochy się nie spodziewała. Poszła wyrzucić śmieci, potem myła ręce, nakarmiła swoją kotkę Lucynkę i w końcu zapomniała o wszystkim, również o zamku. Zresztą, przecież była środek dnia. Blok pełen ludzi, to nie leśna głusza!

Postanowiła usmażyć naleśniki. I właśnie, gdy przewracała kolejnego placka na talerz, zobaczyła w kuchni nieznajomego. Jakby z powietrza się wyłonił!

Całe życie mi przeleciało przed oczami od przedszkola aż po dzisiaj. Naprawdę, można tak mieć, wierzcie mi. Myślę sobie: No to koniec, scena jak z filmu. W mieszkaniu nie ma czego kraść, ale telewizor nowy dopiero kupiłam, komputer, wypłatę przyniosłam. A pieniądze w torebce w korytarzu. Pewnie już wszystko zabrał i teraz szuka czegoś więcej. Wyszeptałam tylko: Weź pan wszystko, byle mnie nie ruszaj, wnuki mam, chciałabym jeszcze z nimi się pobawić. Nikomu o panu nie powiem!. A on zaczął przepraszać. Coś tłumaczyć. W głowie miałam watę, ledwo słyszałam. Powiedział, żebym lepiej wyłączyła gaz. Zrobiłam to odruchowo. Usiadłam na stołku, a on naprzeciw.

Opowiadał, iż szedł ulicą, nikomu nie wadził. Aż zaczepiła go rozbawiona grupka. Prosili o pieniądze. Nie chciał się wdać w awanturę, ruszył biegiem. Właśnie wtedy ktoś wychodził z mojego bloku, więc wbiegł do klatki, ci za nim. Nie było czasu w nic. Stukał do drzwi, nikt nie otworzył. Szarpał za klamki i moja akurat puściła. Oczywiście bo jej nie zamknęłam. Poprosił, żebym zerknęła przez okno. Popatrzyłam faktycznie, pod blokiem tłoczą się jakieś podejrzane typki. Postali i poszli opowiada dziś Bogumiła Stanisława.

Mężczyzna przedstawił się: Anatol Franciszek. Kiedy strach minął, przyjrzała mu się duży, trochę nieporadny, ale oczy życzliwe. Do brody Mikołaja brakowało tylko kaftana.

A, przepraszam, częstuje się pani naleśnikiem? Sto lat nie jadłem. Odkąd żona odeszła powiedział Anatol.

Buty już zdjął. W kurtce siedział na krześle.

I co? Naprawdę go poczęstowałaś? Odważna głowa z ciebie! Ja bym go przegoniła! zachwycała się potem sąsiadka Zocha.

Ale Bogumiła Stanisława postanowiła zaryzykować. Poprosiła tylko, żeby umył ręce. Poszedł do łazienki w mig. Potem długo pili herbatę. Opowiedział o sobie: wdowiec, dzieci nie mieli, ot żyje sam.

Potem się pożegnał. Przeprosił jeszcze raz i wyszedł.

Bogumiła czuła się jak bohaterka serialu z TVP. Aż ją rozpierało. Kiedy ze wszystkimi już się podzieliła wrażeniami, nagadała przez telefon, poczuła pustkę. Może Może powinna była zaprosić go jeszcze raz? Upiec ciasto? Z grzybami, albo jabłeczniki, no słynne jej są!

No, ale co teraz? Pociąg odjechał. Następnego dnia upiekła jednak placki. Nagle stukanie delikatne, nieśmiałe. Myślała, iż to Zocha. Zagląda przez wizjer i zaczyna biegać po mieszkaniu. Prędko rozczesała włosy, zrzuciła stary szlafrok, wskoczyła w spodnie i bluzkę z dzianiny. Skropiła się perfumami, o których już zresztą zapomniała. Otwiera drzwi.

Anatol stał na progu. W ręku miał kwiaty.

Przepraszam Przyszedłem, żeby wynagrodzić. Przestraszyłem panią wtedy. Proszę, i pójdę już wymamrotał.

Gdzie tam pójdziesz? Placków narobiłam zapraszam na poczęstunek! uśmiechnęła się Bogumiła.

Idąc po schodach aż poczułem pachnie, jak w cukierni! Od razu pomyślałem: to u pani. Komuś szczęście sprzyja rozmarzył się Anatol.

Ale ja nie mam męża. Proszę, niech pan siada! odpowiedziała Bogumiła.

I od tej pory żyją razem. On jest teraz pierwszym pomocnikiem w jej ogródku. Dzieci zaakceptowały, wnuki już mówią na niego dziadek Tolek. Bawi się z nimi jak z własnymi.

Przeżył swoje samotnie, odtajał w nowej rodzinie. Tak obcy Anatol stał się najbliższym.

Koleżanki Bogumiły aż zazdroszczą.

No trzeba mieć szczęście znaleźć porządnego faceta na stare lata! I to w taki sposób sam przyszedł, jak z bajki! mówią.

Bogumiła się zgadza. Ale od tamtej pory drzwi zawsze zamyka na trzy spusty.

Idź do oryginalnego materiału