Szukając w sobotnie popołudnie miejsca w Gliwicach, gdzie mógłbym zjeść coś dobrego i posłuchać muzyki na żywo, nie spodziewałem się, iż trafię na adres, którego karty dań głównych nie znajdę w internecie. Zamiast sprawdzić menu na telefonie, postanowiłem zaryzykować i przekroczyć próg lokalu przy Bytomskiej. Oprócz świetnych koncertów i kuchni latynoskiej czekała tam na mnie niespodzianka, o której pisały choćby międzynarodowe magazyny technologiczne.
Kilka minut spacerem z Rynku na Mały Rynek
Zaczynam pod ratuszem. Skręcam w Bytomską i po kilku minutach spaceru staję na niewielkim placu przed Locoloro. Właściciele restauracji nazywają go Małym Rynkiem. Chcą, żeby stał się kameralną przeciwwagą dla dużego Rynku, miejscem, w którym można się spotkać ze znajomymi, posłuchać dobrej muzyki na żywo i zjeść.
Mały Rynek leży przy ul. Bytomskiej, która zyskała znaczenie dla historii miast ajuż w średniowieczu. Niedaleko, przy Basztowej, stała Brama Biała, zwana też Bytomską, jedna z dwóch bram w średniowiecznych murach miasta. Rozebrano ją w połowie XIX wieku, a jej fundamenty odsłonięto podczas prac na starówce w 2016 roku.
Papuga na Bytomskiej zagaduje przechodniów
Zanim dochodzę do drzwi, mój wzrok skupia całkiem oryginalna hostessa lokalu. Na słupku przed wejściem siedzi papuga, którą można zagadać słowami “Hola Locoloro!”. Postanowiłem zapytać ją czy dzisiaj realizowane są w lokalu koncerty muzyki na żywo. Jak się okazało, całkiem płynnie i gwałtownie opowiedziała mi o tym, iż muzyka na żywo gra w lokalu w każdy weekend po godzinie 16:00.
Papuga jest oczywiście sztuczna i stoi tu od ponad roku. Przetrwała zimę i tegoroczne upały, a codziennie rozmawia z nią około 30 osób. Działa na komputerze Raspberry Pi, a w październiku 2025 roku opisał ją Raspberry Pi Official Magazine, międzynarodowy miesięcznik poświęcony tym komputerom.
Muzyka na żywo w lokalu i na Małym Rynku
Kilka minut po czwartej przy pianinie siada pianista. Gra spokojne aranżacje znanych melodii, na tyle cicho, iż przy stolikach da się rozmawiać, i na tyle wyraźnie, iż po każdym utworze ktoś bije brawo. Część gości przyszła specjalnie posłuchać, inni weszli na kakao i zostali dłużej.
Grają tu w każdy weekend po 16:00, a w okresie koncerty przenoszą się na świeże powietrze. To tej pory grali tu młodzi aspirujący artyści na pianinie, a także Tomasz Mucha, lokalny skrzypek jazzowy z zespołu Four for Jazz. Wstęp jest wolny. Zapowiedzi kolejnych występów restauracja publikuje na profilu Locoloro na Facebooku.
Co można zjeść w latynoskiej restauracji Locoloro?
Locoloro działa w formacie Cocoa Bar & Latin Street Food. W stałej karcie są arepas, empanadas, quesadille, kanapki bocadillo i deski do dzielenia. Dania główne kuchnia przygotowuje w Menú del momento, krótkiej liście autorskich pozycji, która zmienia się co kilka tygodni. Tej karty nie ma na stronie ani w mediach społecznościowych, więc jej jesienną wersję poznaję dopiero od obsługi.
Zamawiam Salmón coco y lima. Łosoś trafia na talerz usmażony na skórze, która chrupie jak cienki krakers, a mięso pod nią zostaje soczyste. Aksamitny sos kokosowo-limonkowy jest jednocześnie łagodnie słodki i orzeźwiająco kwaśny, a zielony ryż basmati dobrze go zbiera. Całość przełamuje curtido, salwadorskie marynowane pikle z młodych warzyw, jędrne i wyraźnie kwaśne.
Jeśli ten opis was przekonuje, mam jednocześnie dobrą i złą wiadomość. Kiedy czytacie ten artykuł, Salmón coco y lima już nie jest dostępny w karcie lokalu. Nic jednak straconego, bo na jego miejsce w Menú del momento prawdopodobnie wskoczyło coś równie pysznego. To cały urok zmiennego, sezonowego menu, dania zmieniają się tu co tydzień lub dwa. Wcześniej w tej karcie pojawiały się na przykład papryczki piquillo faszerowane queso fresco z pomarańczą i miętą, podane w pistacjowym vinaigrette. Niektóre dania zostają na dłużej. Quesadilla roja y cabra z chorizo barbacoa, kozim serem i pieczonym batatem cieszyło się tak dużą popularnością, iż dziś jest dostępne w stałej karcie.

Do podziału biorę empanadas za 43 zł. W zestawie jest sześć kruchych pierożków z wołowiną, kurczakiem i fasolą, a do nich guacamole, sour cream i sos mango-chilli. Najlepiej sprawdza się wołowina maczana w mango-chilli, bo owocowa słodycz gwałtownie ustępuje przyjemnej ostrości. Wersja z fasolą jest łagodniejsza i lepiej smakuje z kwaśnawym sour cream.
Na deser zamawiam kakao karmelowe za 32 zł. Lokal przygotowuje je ze stuprocentowej pasty kakaowej z masłem migdałowym, napojem migdałowym i panelą, czyli nierafinowanym cukrem trzcinowym. Jest gęste jak roztopiona czekolada, a karmelowa nuta paneli łagodzi goryczkę kakao. Do tego można dobrać coś z gabloty z deserami, które zmieniają się regularnie i kosztują od 15 do 30 zł.
Na sobotni koncert z Zabrza, Katowic albo Knurowa
Z dworca PKP do Rynku idzie się około 15 minut, a stamtąd na Bytomską kilka kolejnych. Pociągiem z Katowic jedzie się około pół godziny, z Zabrza kilkanaście minut. Samochodem z obu miast najszybciej dojedziecie Drogową Trasą Średnicową, w 20–30 minut. Z Knurowa droga zajmuje około 25 minut.
Restauracja jest czynna od wtorku do soboty w godzinach 11:00–21:00, a w niedzielę od 10:00 do 20:00. W poniedziałki jest zamknięta. Występy zaczynają się w soboty i niedziele po 16:00, więc po nich zostaje sporo czasu w kolację.
Po dobrej kolacji i świetnym występie pozostaje tylko powrót do domu. Wychodzę już po zmroku i nie żałuje ani minuty spędzonej w tym lokalu. Gdy następnym razem ktoś zapyta mnie o dobre jedzenie w Gliwicach na weekend, wyślę go na Mały Rynek.
Materiał partnera







