wraz ze wzrostem temperatury
kąt postrzegania rozszerza się i w oku,
co jest jak kula gorącej tkaniny, zostaje
wytworzony obraz. wojny. stawiam czoła trudnym
do zdefiniowania wrogom, daję odpór.
nagle przyplątuje się przerażony chudoadiutant,
krzyczy z przerażeniem, iż markietankę zabiło,
markietankę zabiło! lecę cały w nerwach. leży.
krew na chlebie i w nim, czerwień wżarta
głęboko w świetliste bochny. okruchy
w odłamkach, paznokcie i włosy na skórce.
z zamkniętymi oczami wskakuję w głąb leju.
próbuję nie myśleć o tym, co jem.
następny obraz: supermarket, dział mięsny.
nie wiem, co brała pracownica, jaki drag
wywołał u niej niepowstrzymywalne chichotki.
śmiech jest perlisty, odchlastane tasakiem
palce – niczym (tak mi się, głupio skojarzyły)...
niedopałki papierosów, które jakiś maniak
palenia wciągnął w głąb płuc. i wykasłał.
podbiegam do nie kontaktującej zdragowczyni,
próbuję dokleić, wcisnąć jej utracone fragmenty
ciała. nie trafiam we adekwatne miejsca.
palce w nozdrzach, jeden w uchu,
dwa pod wargami.
straszne wizje. próba opisania bólu, jaki
jest moim udziałem, gdy próbuję scalić na siłę,
po szczeniacku i bez wyczucia.
wybaczaj mi te nieudolne próby.
tak bardzo cię kocham, Dostarczycielko.


![Najmłodsi mieszkańcy przywitali lato z Zielonogórskim Ośrodkiem Kultury [ZDJĘCIA]](https://rzg.pl/wp-content/uploads/2026/06/a099a5112124b8f9360a8b03538ec391_xl.jpg)







