Tata była szczęśliwa. Obudziła się z błogim uśmiechem na twarzy. Poczuła, jak obok chrapie Włodek, oddychający jej w szyję, i znowu się uśmiechnęła.

newsempire24.com 1 tydzień temu

Jola była szczęśliwa. Obudziła się z lekko rozpromienioną twarzą, a obok niej szeleścił Wojtek, oddech mu przyklejał się do karku, i znów uśmiechnęła się szerzej. Na wymarzoną podróż poślubną już odłożyła trochę złotówek wczoraj jeszcze z dumą opowiadała Wojtkowi, jak to ma świetny gust i iż nie pomylił się przy wyborze.

Jeszcze kilka tygodni temu Jola wahała się, czy podjęła dobrą decyzję. Wojtek przedstawił jej swoją rodzinę, a ona poczuła, iż nie do końca pasuje do tych obcych ludzi. Przełomowy moment nastąpił, gdy odkryła, iż jest bogatą panną młodą, a małżonkiem jest mała, stara Fiata 126p, którą zostawiła jej babcia. To właśnie w tym mieszkaniu z Wojtkiem żyli.

Jedna z pokoi była zamknięta na klucz pokój babci. Jola zostawiła tam wszystko tak, jak było za życia starszej pani: starą komodę, bujany fotel, biurko i półki pełne kolorowych kłębków wełny. Oczywiście po weselu pokój miał przybrać nowy wygląd, ale na razie wszystko pozostało niezmienione.

Czasem Jola wchodziła tam wieczorami, siadała w fotelu, zapalała stary kinkiet i rozmyślała o swoim życiu. Wojtek nie lubił tych jej chwil, nazywał je kaprysem i melancholią, ale nie mógł nic zrobić. Nie wchodził do pokoju, tylko jęczał, iż tak dużo miejsca leci na marne.

W swojej rodzinie Jola była najstarsza. Rodzice gwałtownie zrozumieli, iż mogą ją wykorzystać jako nianię, i w krótkim czasie przerzucili wszystkie obowiązki za młodszych siostry i brata na jej szczupłe ramiona. Nie było to wcale przyjemne ciągle ją krytykowano: nie tak posprzątałaś, nie tak wyprałaś, nie tak ubrałaś Siostra i brat przyzwyczaili się, iż zawsze jest ona w błędzie, i korzystali z sytuacji. Dlatego po ukończeniu szkoły Jola spakowała swoje skromne rzeczy i wyprowadziła się do babci.

Babcia kochała Jola. Nazywała ją skowronkiem, piekła domowe bułeczki i uczyła żyć po Bożemu. Pewnego ranka Jola wyciągnęła się spod ciepłej kołdry i pobiegła do kuchni przygotować serniczki na śniadanie. Niedługo, przeciągając się i ziewając, do kuchni wpadł Wojtek. Usiadł przy stole, podsunął sobie talerz gorących serniczków i z zadowoleniem maczał je w gęstej śmietanie.

Słuchaj, Jolu zaczął po zjedzeniu piątego serniczka pomyślałem, iż ta podróż poślubna to strata pieniędzy. Lepiej kupmy samochód! Trochę dodatkowych funduszy potrzebujemy, ale kredyt da się wziąć, nie ma sprawy!

Jola spojrzała zaskoczona na lśniące od śmietany oblicze Wojtka, ale nie odpowiedziała usłyszała, jak w zamku przednich drzwi kręci się klucz. Zanim zdążyła się przestraszyć, w przedpokoju wpadła mała horda: przyszła teściowa, jej córka i nastoletni syn, a obok sterta trzech walizek i jednej torby.

Witaj, panna młoda, przyjmij gości! zawołała z progu Lidia Żurawska postanowiliśmy od razu wprowadzić się, bo wczoraj rozmawialiśmy z Wojtkiem i nie ma sensu czekać.

Jola ponownie spojrzała na Wojtka, który energicznie wyładowywał walizki z przedpokoju i nosił je do drzwi pokoju babci.

Jola, otwórz drzwi rzekł Wojtek. Trzeba jeszcze posprzątać, fotel przeniesiemy na balkon, przykryjemy folią, nie stanie mu nic. Resztę mebli zostawimy, trochę miejsca zostanie. A te stare kłębki wełny? Wyrzuć je gdzieś, niech leżą.

Co to za zostanie miejsce? I dlaczego mam coś wyrzucać? Skąd Lidia ma klucze do mieszkania? wyszeptała Jola, ledwo słyszalnie, powoli rozumiejąc, co się dzieje.

No właśnie wtrąciła przyszła teściowa. Wasze mieszkanie jest wolne, dopóki nie będziecie mieli dzieci. W pokoju będzie mieszkał nasz wnuczek, bo do uczelni dojeżdża pięć minut od was.

A co z naszym bratem? Nie przyjmie się go na jakiś czas? Ten stary grat trzeba już wyrzucić, bo planujemy w pokoju zrobić pokój dziecięcy dodał Wojtek, szeroko się uśmiechając i demonstrując swoją męską sprawność.

A już widzę samochód wtrąciła energiczna Świetlana, siostra Wojtka. Mój znajomy sprzedaje świetny samochód, weźmy kredyt, nie ma co się martwić o podróż poślubną, kupmy auto i jedźmy po morza!

Dobra, Jolu, poszukaj kluczy do pokoju, a ja przyrzeknę rodzinie serniczki odpowiedział Wojtek i odszedł, zostawiając Jola w korytarzu.

Jola weszła do pokoju, usiadła na rozrzuconym przez Wojtka kanapie i zamyśliła się. To, iż nie ma już śniadania, było już jasne. Ich przyszła rodzina jak natrętna sarna zdąży wyłowić wszystko z lodówki i stołu, a ona znowu będzie przeciągać torby z zakupami wieczorem.

W dodatku musiała wkręcić się w wesele z ukrytym skarbem, bo od Wojtka nie było pomocy gdy się przeprowadził, od razu zadeklarował, iż będą żyć z jej pensji, a on sam odłoży na powiększenie lokum.

Nie chcesz żyć w starej chruszczowce na przedmieściach? wytłumaczył Wojtek.

Jola nie sprzeciwiła się, zwłaszcza iż za pół roku miał się odbyć ślub… I nagle kolejne niespodzianki. Okazało się, iż Wojtek już zrobił klucze do jej mieszkania i postanowili, iż ich wnuk Witek będzie u nich mieszkał. Skąd ten szok? Dlaczego ma znosić w cudzym domu? Ostatnią kroplą był słynny samochód…

Jola od dziecka marzyła o morzu. Rodzice jeździli nad Bałtyk dwukrotnie, gdy była mała, ale nigdy nie wzięli jej ze sobą. Postanowiła, iż jej podróż poślubna będzie niezapomniana morze, Grecja, dobry hotel, wycieczka na Sycylię, starożytne świątynie, wytrawne greckie wino na tarasie, pokój z oknem na morze.

Jola zapłakała, cicho, jak dziecko. Przed jej oczami pojawiła się babcia, siedząca w ukochanym fotelu, dobre oczy patrzyły na płaczącą wnuczkę.

Nic nie szkodzi, skowronku mój, małżeństwo to nie zaraza. Pamiętaj tylko, żeby nie stało się twoją zgubą! Szukaj tego, kto będzie cię kochał. A kto kocha, ten dba. Tego szukaj i nie pomylisz się!

Decyzja zapadła szybko. Z kuchni dochodziły wesołe głosy krewnych, którzy nie zostali już krewnymi. I mężczyzny, który nie stał się jej mężem. Najpierw zadzwoniła do pracy, poprosiła o dwa tygodnie urlopu przed ślubem. Potem zadzwoniła do Marzenki, swojej koleżanki z uczelni, i poprosiła, by pilnowała mieszkania, żeby krewni nie zrobili nic w bożym gniewie. Marzenka mieszkała dwa bloki dalej i od razu się zgodziła.

Nie martw się, gwałtownie je przyprowadzę na miejsce! Zobacz, co wymyślili!

Po ogarnięciu mieszkania Jola zadzwoniła do biura podróży, które już przed dniem poprzednim przygotowało dla niej ofertę. gwałtownie wybrano gorącą wycieczkę, walizka była już spakowana. Marzyła o morzu od tak dawna, iż spakowała wszystko wcześniej, nie czekając na wesele…

Po piętnastu minutach wyszła z mieszkania, cicho zamykając drzwi i zostawiając notatkę: Wesele odwołane. Klucze oddajcie Marence. Samochód kupi sam. Nie jestem już twoją Jola.

Już podjeżdżając na lotnisko, Jola wyciągnęła wibrujący telefon z setką nieodebranych połączeń i szalonymi wiadomościami: Coś ci się zeszło?! I wyłączyła go ponownie.

Tak! Zwariowałam! zaśpiewało w jej głowie coś dawno z dzieciństwa. Jaka to dopiero przygoda!

A gdzieś w głębi pamięci uśmiechała się babcia swoimi dobrymi oczami

Idź do oryginalnego materiału