Teściowa do kwadratu – No to ładnie! – rzucił Edek na powitanie, widząc w drzwiach niewysoką, żwawą staruszkę w dżinsach, z chytrym uśmiechem na ustach. Przez zmrużone powieki wesoło błyskały figlarne oczy. „Babcia Kasi, pani Walentyna – rozpoznał ją. – Ale jak to tak – bez uprzedzenia, choćby bez telefonu…” – Cześć, wnuczku! – zaśmiała się staruszka. – Wpuścisz mnie do środka? – Tak, oczywiście! – zakrzątał się Edek. – Proszę bardzo. Pani Walentyna wciągnęła za sobą walizeczkę na kółkach. Gdy Edek częstował ją herbatą, wydała pierwsze polecenie: – To mnie zalej mocniejszą! Katarzyna w pracy, Ola w przedszkolu, a ty co tak siedzisz bezczynnie? – Wysłało mnie szefostwo na dwutygodniowy urlop „służbowy”, – odparł przygnębiony. Wizja wakacji topniała mu w oczach. Zerknął pytająco na gościa: – Na długo zatrzyma się pani u nas? – Na długo – odpaliła, rozwiewając resztki nadziei. Edek znowu westchnął. Z panią Walentyną dotąd prawie się nie znał – widział ją tylko na ślubie z Kasią, gdy przyjechała z innego miasta. O jej charakterze słyszał sporo od swojego teścia. Tamten opowiadał o niej szeptem, rozglądając się z bojaźnią, jakby miał szacunek drżący aż po kolana. – No, zmywaj naczynia i szykuj się, – zarządziła babcia. – Oprowadzisz mnie po mieście! Tonem przypominała mu kiedyś sierżanta Przybylskiego z wojska – lepiej się nie sprzeciwiać. – Pokazuj mi nadwiślańskie bulwary! – rozkazała energicznie. – Jak najprościej tam dotrzeć? – Wsunęła Edekowi rękę pod ramię i dziarsko ruszyła, rozglądając się z ciekawością. – Taksówką, – stwierdził Edek. Nagle pani Walentyna wsunęła palce między wargi i zagwizdała przenikliwie. Taxi zatrzymało się z piskiem opon. – Po co tak gwizdać? Co ludzie o pani pomyślą? – tłumaczył jej Edek, pomagając wsiąść na przednie siedzenie. – Nic sobie nie pomyślą – zaśmiała się cicho babcia. – Pomyślą najwyżej, iż to twój pomysł. Kierowca wybuchnął śmiechem razem z panią Walentyną, obaj z Edkiem przybili sobie piątkę. – Edek, jesteś chłopak kulturalny i spokojny, – mówiła po bulwarach. – Twoja babcia pewnie z tych statecznych, a ja? Ja zawsze byłam trochę wariatka. Mój mąż – dziadek Kasi – był spokojnym bibliofilem… póki ja mu w życiu nie narozrabiałam! W góry go wciągałam, nauczyłam skakać ze spadochronem. Tylko na lotnię nie dał się namówić – bał się straszliwie, a z córką czekał, gdy ja krążyłam nad ich głowami. Edek słuchał z fascynacją – Kasia nic mu o babci nie opowiadała. Jej życie wyglądało na pasmo przygód – i nagle zrozumiał wszystko. Pani Walentyna przypatrywała mu się przenikliwie: – A sam z czasów wojska spadochroniarz? – No, czternaście skoków! – pochwalił się dumnie. – Brawo! – pokiwała głową. – Szacunek. I zanuciła wojskową piosenkę. Edek podchwycił melodię i już poczuł się z babcią jak z dobrym kumplem. – No, czas na przerwę i coś na ząb, – zarządziła. – Chodźmy tam do budki – wąchasz ten zapach? Szaszłyki pierwsza klasa! Przy straganie, gdzie gruziński szaszłyk nadziewał na szpikulce barczysty właściciel, pani Walentyna rozbłysła oczami i czystym głosem zanuciła: – Gamarjoba, genacvale, miło byłoby zaśpiewać na weselu… Szaszłykowy mistrz uśmiechnął się pogodnie i odśpiewał refren razem z nią. – Proszę się częstować, szanowna pani! – położył talerze z szaszłykami, cienki chleb i zieloną natkę. Przyniósł dwa chłodne kieliszki wyśmienitego wina. Na zapach mięsa przydreptał spod krzaków bury kociak. Babcia uśmiechnęła się serdecznie: – Och, właśnie ciebie nam brakowało, maluchu. Batońku, podaj kotkowi świeżutkie mięso, tylko drobno pokrój! Podczas gdy kotek jadł, pani Walentyna zgromiła Edka: – Macie w domu dziewczynkę, a kota brak! Jakże chcesz nauczyć dziecka dobroci, czułości? Ten maluch zostaje wasz – nie ma dyskusji. Po powrocie do domu babcia umyła zwierzaka, a Edka pogoniła po cały sprzęt: żwirek, miski, drapak i ciepłe legowisko. Wrócił obładowany, a w domu euforia i harmider: Kasia i Ola przytulały babcię, a kotek – ochrzczony imieniem Leon – zaskoczony patrzył na nową rodzinę. – To dla ciebie, Olu, letni komplecik z szortami – rozdawała prezenty babcia. – A to dla ciebie, Kasiu – nic tak nie cieszy męża, jak koronkowe majteczki… Przez cały tydzień Ola nie chodziła do przedszkola – z babcią znikały z rana i wracały tuż przed obiadem, zmęczone, ale szczęśliwe i rozchichotane. W domu już czekał Edek z Leonem. Wieczorami dołączała Kasia i cała piątka ruszała na wspólny spacer po bulwarach. – Muszę z tobą porozmawiać, Edku – powiedziała pewnego wieczoru babcia, z powagą w głosie. – Jutro wracam, już czas. A to, po moim wyjeździe, przekażesz Kasi. – Wręczyła mu dokument w przezroczystej koszulce. – To moje testament: mieszkanie i cały majątek dla niej, tobie kolekcja książek, którą mąż zbierał całe życie. Bardzo cenna, są choćby rarytasy z autografami wielkich ludzi… – Po co to wszystko, pani Walentyno!? – przerwał Edek, ale babcia uciszyła go gestem. – Kasi nie mówiłam, ale tobie powiem – z sercem kiepsko. Może się wszystko skończyć nagle. Trzeba się przygotować. – Ale jak to? Sama będzie pani mieszkać? – Nie sama – zawsze ktoś jest obok. Córka w sąsiednim mieście, ty strzeż Kasi i wychowuj Olę jak najlepiej. Dobry z ciebie chłopak. W sumie jestem dla ciebie… teściową do kwadratu! – zaśmiała się serdecznie, klepiąc go po ramieniu. – Może by pani została jeszcze? – spytał błagalnie Edek. Babcia podziękowała uśmiechem i pokręciła głową. Pożegnał ją cały dom, choćby Leon na rękach Oli wyglądał na smutnego. Pani Walentyna znowu zagwizdała, taxi zatrzymało się momentalnie. – No, zięciu, odstaw mnie na dworzec! – rozkazała, pożegnała rodzinę uściskami i usiadła na przednim siedzeniu. Kierowca spojrzał zdumiony na tę nietuzinkową pasażerkę. – Co się pan tak patrzy? – burknął Edek. – Porządnej kobiety nigdy nie widział? Siwiuteńka babcia, potrząsając lokami, zaśmiała się dźwięcznie i przybiła piątkę z Edkiem. TEŚCIOWA DO KWADRATU

naszkraj.online 9 godzin temu
8 czerwca Oj, dziś wydarzyło się coś, co na długo zostanie mi w pamięci. Wracam do domu i widzę w drzwiach starszą, szczupłą panią w dżinsach, z figlarnym błyskiem w oku i szerokim uśmiechem, który nie wróżył niczego dobrego. Przez sekundę nie mogłem skojarzyć potem mnie olśniło. Babcia Zosi Pani Wiesława Borowska! Bez zapowiedzi, bez […]
Idź do oryginalnego materiału