Teściowa, która stała się moją najlepszą przyjaciółką

twojacena.pl 5 godzin temu

Jak możesz tak mówić o mojej matce! Olgierd uderzył pięścią w stół, aż podskoczyły filiżanki. Całe życie dla nas się stara!

Stara? Hanna odwróciła się od kuchenki, wymachując chochlą. Twoja mamunia znowu zabrała klucze i wpadła bez zapowiedzi! Byłam w szlafroku, włosy nieuczesane! A ona tu wygłasza mi wykłady o porządku w domu!

Co się z tobą dzieje? Przecież zawsze lubiłaś Elżbietę…

Bo wcześniej byłam naiwną durnicą! Głos Hanny drżał ze złości. Myślałam: jaka cudowna teściowa mi się trafiła. A okazała się, iż tylko śledzi każdy mój krok!

Elżbieta zatrzymała się w progu kuchni, słysząc tę rozmowę. Trzymała torbę z pierogami upiekła je rano, myśląc iż ucieszy dzieci. Ścisnęło ją w sercu. Czyżby rzeczywiście przeszkadzała? Czy Hania naprawdę tak jej nienawidzi?

Mamo? Olgierd odwrócił się, zobaczywszy matkę w drzwiach. Dawno stoisz?

Ja… Elżbieta zmieszana spojrzała na synową, potem na syna. Przyniosłam pierogi. Z kapustą, wasze ulubione.

Hanna odwróciła się do kuchenki, jej ramiona zesztywniały. Zawisła ciężka, niezręczna cisza.

Mamo, wchodź Olgierd sięgnął po krzesło. Napijemy się herbaty.

Nie, lepiej… wrócę do domu cicho powiedziała Elżbieta, stawiając torbę na stole. Widzę, iż przyszłam nie w porę.

Odwróciła się i gwałtownie wyszła, starając się nie pokazać, jak bardzo boli. Za sobą słyszała stłumione głosy syna i synowej, ale nie chciała rozróżniać słów.
W domu Elżbieta usiadła przy oknie z kubkiem wystygłej herbaty. Jak się to stało? Kiedy Olgierd przyprowadził Hanię na spotkanie, od razu polubiła dziewczynę. Taka miła, skromna, z dobrymi oczami. I Hanna wydawała się wtedy szczera, nazywała ją mamą, radziła się w sprawach domowych.
A teraz co? Czyżby rzeczywiście wtrącała się nie w swoje sprawy? Może za często do nich zagląda? Ale mieszkają w sąsiednim domu, wystarczy przejść przez podwórko. I chce zobaczyć wnuka, swojego Danielka.
Telefon zadzwonił wieczorem. Hanna.
Elżbieto, mogę do was wpaść? Samotna…
Jasne, kochanie, wpadaj.
Hanna przyszła zapłakana, z czerwonymi oczami. Usiadła naprzeciw teściowej, zaciśnięte dłonie oparła na kolanach.
Chciałam przeprosić zaczęła spiesznie. Za to, iż rano… Przy Olku… Nie powinnam tak.
Haniu, a co się stało? Elżbieta pochyliła się ku synowej. Ciężki dzień?
Wszystko jakoś się na mnie zwaliło Hanna otarła oczy rękawem. W pracy zwolnienia, nie wiem, czy mnie zostawią. Daniel choruje trzeci tydzień, lekarze nic konkretnego nie mówią. A Olek… on przecież nie widzi, iż jestem na skraju. Praca, dom, dziecko… A tu pani wpada, a ja nie przygotowana, kurcze nie posprzątane…
Och, córciu Elżbieta przysunęła się bliżej, objęła Hanię za ramiona. Co ty się przejmujesz sprzątaniem? Przecież nie jestem obcą ciotką, tylko rodziną.
Właśnie o to chodzi łkała Hanna. Pani taka perfekcyjna gospodyni, u pani zawsze idealny porządek, gotuje pani przepysznie. A ja przy pani czuję się jak nic nie warta.
Elżbieta spojrzała na synową ze zdziwieniem.
Haniu, co ty opowiadasz? Jaka nie warta? Jesteś wspaniałą żoną i matką. A dom… Co za dom, kiedy dziecko chore i praca się wali.
Naprawdę nie pani ocenia? Hanna podniosła zapłakane oczy.
Ależ co ty, złotko. Sama przez to przechodziłam, jak Olek był mały. Pamiętam, jak zachorował na ospę, gorączka pod czterdzieści, tydzień nie spałam. A moja teściowa wpadła, widzi brudne naczynia i zaczyna mnie gderać. Do dziś pamiętam.
Hanna po raz pierwszy od dawna się uśmiechnęła.
A ja myślałam, iż pani mnie ocenia. Patrzy, jak ona żyje, dom zaniedbany, męża nie karmi…
Mój Boże pokręciła głową Elżbieta. Chciałam po prostu pomóc. Pierogi upiekę, żebyście nie musieli gotować. Danielka przypilnuję, jak wyjedziecie. A wychodzi, iż tylko przeszkadzam.
Nie przeszkadza pani cicho powiedziała Hanna. To ja głupia. Nakręciłam się i wyżyłam na pani.
Wiesz co Elżbieta wstała, poszła do kuchni. Zróbmy porządną herbatę, z kawałkiem tortu. I opowiedz mi o tej pracy. Może coś wymyślimy.
Posiedziały do północy. Hanna opowiadała o trudnościach w pracy, o swoich obawach o Daniela, o zmęczeniu niekończącą się bieganiną. Elżbieta słuchała, kiwała głową, czasem wtrącała słowo.
A w
I tak właśnie skończyły się niedomówienia, a narodziło się głębokie pokrewieństwo dusz, które przetrwa każdą burzę.

Idź do oryginalnego materiału