Teściowa postanowiła zamieszkać w moim mieszkaniu i oddać swoje mieszkanie mojej córce – chociaż to …

polregion.pl 1 dzień temu

Moja teściowa postanowiła zamieszkać w moim mieszkaniu i oddać swoje własne córce.

Mój mąż, Marcin, pochodzi z naprawdę licznej rodziny. Teściowa rodziła dzieci na okrągło, aż w końcu doczekała się swojej ukochanej córeczki. Sposób na życie trochę niecodzienny, ale nie mnie to oceniać. Ot, polskie rodzinne klimaty.

Gdy wyszłam za Marcina, myślałam, iż złapałam Pana Boga za nogi. Wydawał się odpowiedzialny, odważny i silny. Wiedział, czym jest rodzina, ale zupełnie nie potrafił się odciąć od swojej mamy i dużo młodszej siostry. Teściowa nie była szczególnie wylewna wobec synów, za to dobro córki zawsze stawiała na pierwszym miejscu.

Basia, bo tak nazywa się jej oczko w głowie, miała dziesięć lat, gdy się poznaliśmy. Początkowo nie przeszkadzała mi wcale, ale pięć lat później przestało mi być do śmiechu. Nauka jej nie interesowała, trzymała się szemranych chłopaków, a za każdym razem ratować ją musiał mój mąż. Moja szwagierka potrafiła zadzwonić do Marcina choćby w środku nocy po błahostce.

Miałam nadzieję, iż Basia w końcu dorośnie, wyjdzie za mąż i wszystko jakoś się ułoży. Ale gdzie tam! Jak już postanowiła wyjść za mąż, teściowa natychmiast zasugerowała, żeby jej synowie złożyli się na wesele, bo sama nie miała ani grosza (złotówki!). Pan młody też, kofany, ledwo wiązał koniec z końcem, więc młodzi musieli zamieszkać oczywiście u teściowej.

Dziecko, jeszcze jedno… i nagle teściowa uznała, iż tak dalej żyć się nie da. Wymyśliła więc plan doskonały: przeniesie się do nas, a swoje mieszkanie odda córce. Szkopuł w tym, iż mieszkanie, do którego miałaby się wprowadzić, kupiłam sama za swoje pieniądze, a mój szanowny mąż nie dołożył choćby pięciu groszy! Najciekawsze, iż on jest z tej sytuacji zadowolony mówi tylko: Mama na pewno będzie pomocna.

Mieszkamy w dwupokojowym mieszkaniu. Szczerze mówiąc, nie zamierzam rezygnować z własnej wygody i dzielić przestrzeni z kimkolwiek. Teściowa jest święcie przekonana, iż musimy ją ugościć, bo Marcin, jako najstarszy syn, powinien dbać o dobro rodziców.

Kochać męża kocham, rozwód nie wchodzi w grę, ale jak go przekonać, żeby się opamiętał? Czy ktoś ma może sprawdzony sposób na to, jak przemówić mu do rozsądku? Może ktoś podsunie jakąś metodę na poradzenie sobie z matką męża, bo życie z nią pod jednym dachem to naprawdę niekończąca się komedia pomyłek!

Idź do oryginalnego materiału