A dlaczego masz poszewki na poduszki z różnych kompletów? To przecież źle wygląda, a spać pewnie niewygodnie, gdy jedna jest bawełniana, a druga satynowa. Różna faktura drażni skórę głos Haliny Jaworskiej brzmiał miękko, z tą typową, podszytą fałszywą troską, od której u Joanny drgał już lewy kącik ust.
Joanna stała przy kuchence, mieszając gulasz, i głęboko oddychała, próbując uspokoić przyspieszone tętno. Niedzielny obiad, który stał się udręką, trwał w najlepsze. Teściowa siedziała przy stole idealnie wyprostowana i omiatała mieszkanie spojrzeniem, które zdawało się dostrzegać najmniejsze pyłki i mikroskopijne pęknięcia kafelków.
Pani Halino, nam z Krzyśkiem wygodnie odpowiedziała Joanna spokojnie. Nie zwracamy uwagi na takie drobiazgi. Najważniejsze, iż pościel czysta i pachnąca.
Drobiazgi… westchnęła teściowa, łamiąc kawałek chleba. Całe nasze życie z tych drobiazgów się składa, Joasiu. Dziś różne poszewki, jutro nieumyty kubek zostanie w zlewie, a potem rodzina się rozpadnie. Codzienność to jak cement spaja relacje. Albo je burzy, jak gospodyni… no, nie pilnuje szczegółów.
Krzysiek, mąż Joanny, siedział naprzeciw matki i udawał, iż bardzo pochłania go żucie marchewki. Był dobrym człowiekiem ciepłym, niezawodnym, ale gdy chodziło o matkę, zmieniał się w strusia. Joasia wiedziała na wsparcie nie ma co liczyć. Był dla nich obu zbyt istotny i śmiertelnie bał się konfliktów.
A propos Halina Jaworska upiła łyk herbaty zauważyłam w łazience na górnej półce w szafce straszny bałagan. Kremy, tubki wszystko pomieszane. Mogłabyś kupić organizery, teraz są promocje w Pepco. Porządek w szafkach, porządek w głowie…
Joanna zamarła z chochlą w ręce. Łazienka. Szafka. Najwyższa półka w zasadzie bez taboretu nie da rady sięgnąć. Więc teściowa nie tylko myła ręce, ale prowadziła kontrolę.
Zaglądała pani do zamkniętej szafki? spytała, odwracając się.
Dlaczego mówisz to takim tonem? Zaglądała… skrzywiła się Halina. Szukałam wacików, chciałam poprawić makijaż. Drzwiczki były uchylone Przecież nie moja wina, iż masz tam bałagan. Sama później szybciej wszystko znajdziesz.
Obiad zakończył się napiętą ciszą. Kiedy drzwi za teściową się zamknęły, Joanna osunęła się bez sił na kanapę w salonie. Czuła się wyssana jak cytryna. To uczucie lepkości i ingerencji prześladowało ją od miesięcy. Odkąd dali pani Halinie dorobiony klucz na wszelki wypadek jakby nagle pękła rura albo trzeba było nakarmić kota, jeżeli się spóźnią w mieszkaniu zaczęły dziać się dziwne rzeczy.
Czasem Joanna znajdowała w szafie swoje sukienki poukładane nie według długości, jak lubiła, tylko według kolorów. Słoik z kawą lądował na innej półce. Bielizna ułożona była w ciasne wałki, choć ona zawsze robiła z niej schludne stosiki.
Krzysiek, twoja mama znowu grzebała w moich rzeczach powiedziała Joanna, patrząc jak mąż zmywa naczynia.
Joasiu, nie zaczynaj westchnął Krzysiek. Nie grzebała, może coś poprawiła, chciała dobrze. Dla niej porządek to świętość. Samotna jest, więc się w ten sposób troszczy. Nie robi tego ze złej woli.
Prawdziwa troska to zapytać, czy pomóc. Przekładanie mojej bielizny bez mojej zgody to naruszenie granic. Źle się czuję, jakbym była gościem we własnym mieszkaniu.
Pogadam z nią obiecał Krzysiek, ale Joanna już wiedziała po jego oczach, iż żadnej rozmowy nie będzie. On rzuci matce coś niesprecyzowanego, ona się popłacze, powie, iż ją wyganiają z rodziny, a Krzysiek od razu się ugnie.
Minął tydzień. Joanna starała się zagłuszyć niepokój i rzuciła się w pracę. Jako główna logistyk w dużej firmie wracała do domu późnymi popołudniami. We wtorek weszła do mieszkania szybciej, bo odwołano zebranie. Na wycieraczce zauważyła wyraźne ślady butów. W powietrzu unosił się ciężki zapach znane jej perfumy Być Może, których używała tylko Halina.
Joanna weszła do sypialni, serce waliło jak oszalałe. Podeszła do komody. Górna szuflada, w której trzymała ważne dokumenty i trochę oszczędności, była niedomknięta o milimetr. Joanna zawsze zatrzaskiwała ją aż do kliknięcia.
Wysunęła ją. Teczka z dokumentami kredytowymi leżała na paszportach, choć zawsze wkładała ją pod spód. Koperta, w której oszczędzali na wakacje, była zmięta, jakby ktoś liczył pieniądze.
Poczuła w sobie narastającą, gorącą złość. To już nie porządkowanie łazienki, ale dokładna rewizja rzeczy. Teściowa przychodziła pod ich nieobecność, korzystając z awaryjnego klucza, i zaglądała choćby do sejfu.
Joanna wiedziała, iż wrzask nic nie da teściowa się wyłga. Wykręci się, iż czuła gaz albo podlewała kwiatki i coś upadło Krzysiek znowu jej uwierzy. Potrzebne były twarde dowody.
Następnego dnia, w przerwie na lunch, Joanna spotkała się w kawiarni ze swoją przyjaciółką, Basią. Basia miała za sobą dwa rozwody i podział majątku życiowe intrygi znała na wylot.
Grubo, Asia. Liczy wam kasę? Klasyk! Chce wiedzieć, ile wydajecie, czy nie szastasz wypłatą syneczka. A jesteś pewna, iż tylko pieniędzy szuka? Może kompromitujących zapisków?
Jakich kompromitujących? Praca i dom… zdziwiła się Joanna.
A nuż masz pamiętnik, w którym piszesz o niej jak o czarownicy? Albo paragony z sieciówek? One uwielbiają “dokumentację”, żeby potem rzucić: Patrz, twoja żona kupiła sobie palto zza pleców, gdy ty w robocie harujesz!.
Joanna zamyśliła się. Dokumentacja podsunęła jej pewien plan.
Basia, chcę ją złapać za rękę, żeby choćby Krzysiek nie miał wątpliwości.
Monitoring! Kup miniaturową kamerę na WiFi. Ukryj w sypialni, najlepiej w książkach, niech obejmuje szafę i komodę. I prowokacja…
Prowokacja?
Zostaw coś, obok czego nie przejdzie obojętnie. Przynętę.
Wieczorem Joanna weszła do sklepu RTV. W domu, gdy Krzysiek bierze prysznic, instaluje miniaturową kamerę na regale z książkami, obiektyw ustawia na komodę i szafę. Kamera wykrywa ruch i wysyła powiadomienia.
To jednak nie koniec przygotowań. Słowa Basi nie dawały jej spokoju. Joanna przygotowała specjalną niespodziankę głęboko w szafie, na półce z pościelą (ulubionym miejscu Haliny do inspekcji czystości), zrobiła miejsce. Wyjęła kolorowe pudełko po butach, okleiła je czerwonym papierem. Na wieczku czarnym flamastrem napisała: PRYWATNE! NIE OTWIERAĆ! TAJNE!.
Każdy psycholog powie nie ma nic bardziej kuszącego dla ciekawskiego niż nie otwierać.
W pudełku zrobiła instalację artystyczną: paragon z hurtowni żartów na 50 tysięcy złotych (wydrukowany atrapy), maskę z piórami, a na wierzchu kartkę A4 z napisem:
Szanowna Pani Halino! jeżeli Pani czyta ten list, to właśnie wtyka Pani nos nie w swoje sprawy. Uśmiechnij się, ukryta kamera wszystko nagrywa! Nagranie z inspekcji trafi do Krzyśka za 5 minut. Miłego oglądania!
Dla lepszego efektu dołożyła wystrzałową tubę konfetti prostą sprężynę, która przy otwieraniu rozsypuje brokat. Bezpieczne, ale bałagan i panika murowane.
Plan gotowy. Warunki trzeba tylko odpowiednio przygotować.
W czwartek rano, szykując się do pracy, Joanna głośno, żeby Krzysiek słyszał (a on, jak wiadomo, wszystko mamie powtarza), rzuciła:
Ale będę dzisiaj padnięta, wrócimy chyba koło dziesiątej. Mam zebranie do późna.
Wczoraj mówiłem mamie przez telefon, iż cały dzień będziemy poza domem. Chciała się zapytać, czy nie podlać kwiatków, gorąco ostatnio. Powiedziałem, iż się wyrobimy, ale wiesz jaka jest… Może zajrzeć.
Jak chce, niech zajrzy wzruszyła ramionami Joanna z ledwo skrywaną satysfakcją.
Oboje wyszli. Joanna przez aplikację sprawdziła obraz z kamery ostry, widok na szafę idealny. Pudełko-przynęta czekało wyzywająco na półce.
Dzień dłużył się niemiłosiernie. Co chwilę Joanna sprawdzała telefon. Powiadomień nie było. Godzina, dwie, trzy… Może nie przyjdzie? Może coś ma do załatwienia?
14:30 powiadomienie na telefonie: Wykryto ruch: sypialnia.
Sercem na ramieniu weszła w aplikację w słuchawkach, wylatując z pokoju biurowego.
Na ekranie w czarno-białym podglądzie pojawiła się Halina Jaworska. Była w domowym szlafroku najwyraźniej trzymała go w ich przedpokoju w szafie (kolejne odkrycie). Rozejrzała się bez pośpiechu.
Najpierw podeszła do szafki Krzyśka. Otworzyła, poprzestawiała, nie znalazła nic ciekawego. Potem do komody Joanny zaczęła przeglądać bieliznę, rozwijać komplety, kręcić głową, osądzać kolory i fason, układała już według swojego uznania.
Joanna czuła narastające, mroczne triumfowanie. Nacisnęła nagrywaj.
Na koniec Halina podeszła do głównej szafy i zaczęła przekładać ubrania na wieszaku, oceniać metki, wąchać rękaw bluzki. I wtedy zobaczyła czerwone pudełko TAJNE.
Zamarła. Obejrzała się na drzwi, niby sprawdzała, czy nikogo nie ma. Ciekawość wygrała z rozsądkiem.
Wyjęła pudełko, ułożyła na łóżku. Joanna aż wstrzymała oddech.
Teściowa powoli podniosła pokrywkę…
PUFF!
Nawet na czarno-białym podglądzie było widać, iż Halina podskoczyła, a chmura brokatu rozsiało się na wypracowanej fryzurze, szlafroku, narzucie. Teściowa złapała się za serce.
Otrząsnąwszy się, spojrzała do wnętrza pudełka, licząc prawdopodobnie na coś niezwykłego. Znalazła kartkę Joanna widziała, jak jej twarz blednie. Halina podniosła kartkę, przymrużyła oczy, zapomniawszy o okularach, czytała powoli. Potem zaczęła nerwowo rozglądać się po pokoju, szukać kamery jej wzrok biegał po półkach, suficie, ścianach. W czarno-białej kamerze Joanna widziała wstyd, panikę i rozpacz.
Rzuciła kartkę z powrotem, próbowała otrzepać konfetti, ale brokat przyklejał się coraz bardziej. W panice miotała się po sypialni, a i tak tylko rozsmarowywała brokat na poduszce. Wreszcie wybiegła z kadru. Po chwili przyszedł alert: ruch w przedpokoju. Gość w panice opuścił mieszkanie.
Joanna zapisała nagranie, wypuściła powietrze, po czym zadzwoniła do Krzyśka.
Krzysiu, możesz mówić? To ważne.
Tak, Asiu, co się stało? był zaniepokojony.
Nic złego. Tylko chcę, żebyś dziś wrócił szybciej i żebyśmy razem pojechali do twojej mamy. Dziś, koniecznie.
Do mamy? Po co? Przecież miałaś być padnięta…
Plany się zmieniły. Krzysiu, wysłałam ci na Messengerze filmik. Obejrzyj teraz. Poczekam.
W słuchawce nastała cisza. Słychać było szuranie i odgłosy biura, wreszcie kliknięcie.
Cisza trwała wieczność.
To… to było dzisiaj? spytał cicho, przytłumionym głosem.
Dwadzieścia minut temu.
Ona… przeszukiwała bieliznę? Pudełko… Wiedziałaś?
Domyślałam się. Nie chciałam wierzyć, ale to jedyne rozwiązanie. Musiałam się zabezpieczyć. Ty mi nie wierzyłeś.
Krzysiek milczał. Przełykał ciężko ślinę. Godził się właśnie z zawaleniem świata, w którym jego matka była święta i chciała tylko dobrze. Oglądanie, jak grzebie w osobistych rzeczach żony, ocenia jej ubrania bolało.
Zaraz wychodzę z pracy. Spotkajmy się przy windzie za pół godziny.
Gdy dotarli na osiedle Haliny Jaworskiej, Krzysiek był ponury jak chmura. Przez całą drogę milczał i ściskał kierownicę tak, iż aż zbielały mu palce. Joanna nie zaczynała rozmowy wiedziała, iż musi to przetrawić.
Otworzyła im drzwi Halina. Wyglądała żałośnie, ale próbowała się trzymać. Włosy miała wilgotne chyba dopiero próbowała zmyć brokat, ale kilka tęczowych drobinek przez cały czas widoczne na szyi i za uchem.
Ojej, Krzysiu, Asiu Tak wcześnie? Nic nie mówiliście… poprawiała poły szlafroka, nie wpuszczając ich za próg.
Mamo, musimy porozmawiać Krzysiek wszedł do środka, bez zbędnej zwłoki.
Przeszli do kuchni, Halina krzątała się, nastawiała wodę, trwało to chwilę, aż Krzysiek spokojnie acz stanowczo powiedział:
Usiądź, mama. Bez herbaty.
Halina przysiadła na brzegu stołka, ręce na kolanach, jak uczennica przyłapana na ściąganiu.
Widzieliśmy nagranie powiedział Krzysiek.
Jakie nagranie? próbowała grać zaskoczoną, ale głos jej zadrżał.
Mama, proszę… W sypialni jest kamera. Widzieliśmy wszystko. Jak zaglądałaś do komody, szperałaś po szafie, otworzyłaś pudełko.
Halina poczerwieniała i zamilkła.
Śledziliście mnie?! Mnie, matkę własną, filmowaliście jak złodziejkę?! Jak mogliście?!
A jak można grzebać mi w bieliźnie, pani Halino? głos Joanny był cichy, ale stanowczy. Przyjść bez zapowiedzi i rewidować rzeczy. Czego szukałaś w pudełku? Kompromitujących materiałów? Dowodu zdrady? Czy po prostu pieniędzy?
Tylko porządku chciałam! wykrzyknęła Halina, z oczami pełnymi łez. Zawsze masz bajzel! Z Krzyśka chodzą koszule nieuprasowane! Ja się synem martwię, a wy… pułapki stawiacie! Przez to konfetti omal zawału nie dostałam!
Mamo Krzysiek uderzył ręką w stół. Wystarczy.
Halina zamarła.
To Asia prasuje mi koszule, zawsze są zadbane. A choćby jeżeli nie to nasza sprawa. Nasza, rozumiesz? Nie masz prawa wchodzić bez nas do mieszkania i przekładać rzeczy.
Wyciągnął rękę.
Klucze.
Co? wyszeptała matka.
Oddaj klucze do naszego mieszkania. Już.
Ty ty odbierasz matce klucze? Przez nią? Przez szmaty? Krzysiu, opamiętaj się! Całe życie wam poświęciłam!
Przekroczyłaś nasze granice. Skrzywdziłaś Asię i zawiodłaś moje zaufanie. Nie chcę się bać, iż po powrocie ktoś przeglądał moje listy albo liczył nasze pieniądze. Klucze.
Halina rozpłakała się. Tym razem nie były to łzy na pokaz przy obiedzie. To był płacz osoby, która straciła kontrolę. Drżącymi rękami zdjęła z haczyka pęk kluczy z breloczkiem-misiem (prezent od Krzyśka), rzuciła na stół.
Weźcie! Żyjcie jak chcecie! Zginiecie w syfie, zadłużycie się nie przychodźcie do mnie! Nigdy tu nie postawię nogi!
Dziękujemy Joanna spokojnie zabrała klucze. O to nam chodziło, żeby była pani tylko wtedy, gdy zaprosimy.
Wyszli na klatkę. Powietrze wydawało się świeższe niż kiedykolwiek. Joanna głęboko odetchnęła. Ciężar, który przygniatał ją przez tyle miesięcy, znikł.
Przepraszam powiedział Krzysiek, gdy wsiedli do auta, wpatrzony w światła miasta. Byłem idiotą. Powinienem ci od razu uwierzyć.
Po prostu ją kochasz odpowiedziała Joanna, kładąc rękę na jego dłoni. To normalne. Ciężko uwierzyć, iż bliska osoba może zrobić coś przykrego. Najważniejsze, iż już po wszystkim.
Tak powiedział z szacunkiem. Sama to rozwiązałaś. Pudełko i konfetti To było genialne.
Trzeba było improwizować. Brokat odkurzę potem, nie martw się.
W domu pierwsze co wymienili pościel. Joanna chciała zetrzeć ślad obcej obecności. Potem zamówili pizzę i otworzyli butelkę czerwonego wina.
Halina nie dzwoniła przez miesiąc. Obraziła się. Potem zaczęła wysyłać Krzyśkowi krótkie smsy: Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Geologa albo Jak pogoda?. Krzysiek odpisywał krótko i grzecznie. Do nich w gości więcej nie prosiła się, a oni nie zapraszali. Relacje przeszły na zimną wojnę i to Joannie odpowiadało.
Po pół roku, na spotkaniu u ciotki Krzyśka, zobaczyli się znów. Halina była chłodna, zacisnęła usta, widząc Joannę, ale nie kłóciła się.
Podczas obiadu ciotka głośno opowiadała, jak to upolowała nowy serwis do kawy.
Taki piękny, ale strasznie delikatny! Wstawiłam do szafki, dzieciom surowo zabroniłam dotykać. Bo ciekawskie są, wszędzie wtykają nos
Joanna spojrzała na Halinę. Teściowa poczerwieniała i spuściła wzrok w sałatkę jarzynową.
Joanna uśmiechnęła się i mrugnęła do męża. Ich dom miał szczelną granicę, której klucze posiadali tylko oni. I żaden porządek według Haliny już nie miał szans naruszyć tej harmonii.
Czasem, by wprowadzić prawdziwy porządek w życiu, trzeba nie tylko poukładać rzeczy, ale i pozbyć się z domu tych, którzy ten porządek psują. I choć trzeba czasem użyć brokatowej niespodzianki efekt jest bezcenny.

















