To mój szef powiedział mi, iż mój mąż mnie zdradza – byłam zamężna i pracowałam w małej firmie, szef od dawna flirtował, zawsze stawiałam granice, aż pewnego dnia wezwał mnie do gabinetu i pokazał nagranie z mężem przytulającym inną w barze; potem moje życie zamieniło się w piekło, a kiedy w końcu odeszłam, z szefem zaczęło nas łączyć coś więcej – dziś mam spokój, nową miłość i zamknęłam tamten rozdział.

newskey24.com 22 godzin temu

Mój szef był tą osobą, która powiedziała mi, iż mój mąż mnie zdradza.

Byłam zamężna i pracowałam w małej firmie. Mój szef, rozwodnik i samotny facet, od dawna się do mnie przystawiał. Nie byłam dla niego niemiła, ale on był uparty jak dziecko przed Kinder Niespodzianką. Zawsze wyznaczałam granice kilka razy wyjaśniłam mu, żeby przystopował, bo mam partnera i zaczyna mnie to już krępować, bo choćby w biurze wszyscy zaczynają szeptać. On mówił, iż rozumie… i wszystko toczyło się dalej.

Pewnego dnia wezwał mnie do swojego gabinetu. Zamknął drzwi i powiedział, iż musi ze mną porozmawiać o czymś prywatnym. Zapytał, czy mój mąż wciąż jeździ na delegacje w weekendy. Odpowiedziałam, iż tak. Wtedy powiedział wprost:
Widziałem go z inną kobietą.

Wytłumaczył mi, iż jego zastępca był na piwie z kolegami w jednym z krakowskich pubów, potem dołączył sam szef, no i tam… rozpoznali mojego męża. Całował się z kimś. Nie wierzyłam mu. Wtedy wyciągnął telefon i pokazał mi nagranie.

Nagranie było marnej jakości. Ciemno, nagrane chyba kalkulatorem, muzyka waliła jak na sylwestra w Zakopanem. Ale ja poznałam swojego męża po kurtce, sposobie poruszania się i tym jego charakterystycznym profilu. Nie było wątpliwości. Poczułam złość, wstyd i kompletną bezsilność. Wyszłam z gabinetu, wróciłam do mieszkania.

Wieczorem docisnęłam męża do muru. Najpierw się wypierał, potem stwierdził, iż to był jeden błąd. Ale wyprowadzić się nie zamierzał.

Kolejne pół roku to był jakiś koszmar. Ja już nie chciałam z nim być, on jednak twierdził, iż skoro mieszkanie jest wynajmowane, to ma takie samo prawo zostać jak ja. Zaczął mi uprzykrzać życie jak tylko umiał. Puszczał disco polo o szóstej rano, sprowadzał do mieszkania ludzi bez zapowiedzi, zostawiał po sobie bajzel, rzucał głupie komentarze i robił sobie ze mnie żarty. Każda kłótnia kończyła się gorzej niż poprzednia. Spałam źle, żyłam w ciągłym napięciu.

Któregoś dnia zerknęłam w umowę najmu i odkryłam, iż niedługo się kończy. Wtedy uświadomiłam sobie prostą rzecz: to nie jest moje mieszkanie. Nie muszę tu tkwić. Zaczęłam szukać kawalerki dla siebie. Spakowałam się, podpisałam nową umowę i po prostu się wyprowadziłam. Bez wielkich pożegnań. Wzięłam ze sobą tylko najpotrzebniejsze rzeczy i zamknęłam ten rozdział.

A mój szef? Cały czas był z boku, jako wsparcie. Pytał, czy wszystko u mnie w porządku, czy czegoś nie potrzebuję. Zaczęliśmy rozmawiać też poza pracą najpierw sms-owo, potem na kawie. Nie szukałam wtedy żadnego związku, po prostu chciałam spokoju. On to rozumiał i dawał mi przestrzeń. Minęło kilka miesięcy, zanim wyszło z tego coś więcej.

W końcu znalazłam nową pracę. Nie z jego powodu. Po prostu była dobra okazja lepsze pieniądze, lepsze stanowisko. Odeszłam. I wtedy nasze relacje się zmieniły nie był już moim szefem, tylko facetem, z którym chodzę na spacery po Plantach.

Dziś mija nam rok związku.

Były mąż już nie istnieje w moim życiu. Straciłam małżeństwo… za to zyskałam święty spokój i sensownego faceta. I chyba to choćby lepszy deal niż wygrana w totka.

Idź do oryginalnego materiału