Ty się postaraj przeprosić

twojacena.pl 3 dni temu

Kupiliście mieszkanie na kredyt? wykrzyknęła radośnie Janina. Ależ to wspaniale, córeczko! Po prostu cudownie!

Lidia na drugim końcu telefonu roześmiała się i Janina usłyszała w tle głos zięcia.

Mamo, tak nie krzycz, sąsiedzi usłyszą…
Niech słyszą! zaśmiała się Janina. Kiedy mogę przyjechać zobaczyć? Dzisiaj? Jutro? Upiekę szarlotkę, tę ulubioną Gienka.

Lidia na chwilę zamilkła.

Przyjedź w sobotę, akurat ustawimy meble.

W sobotę Janina stała pośrodku jasnego salonu, powoli obracając się wokół siebie i przyglądając się wysokim sufitom, szerokim oknom, świeżo położonym gładziom na ścianach. Nowe osiedle pachniało farbą i drewnem.

Kuchnia jest ogromna, wyobrażasz sobie? Lidia prowadziła matkę przez korytarz. I mamy zabudowany balkon, tam potem wózek będzie można zostawiać.
Ale pięknie Janina przesunęła dłonią po ścianie. Gienek, jesteś świetny!

Zięć tylko wzruszył ramionami.

Staramy się, pani Janino.

Przy obiedzie Janina nałożyła sobie drugi kawałek ciasta i w końcu powiedziała to, co od rana miała na języku.

Tak się o was martwiłam, choćby sobie nie wyobrażacie. Lidia w siódmym miesiącu, a wy na wynajmie, gdzie gospodyni mogła was w każdej chwili wyrzucić. To przecież nienormalne!

Lidia wymieniła spojrzenie z Gienkiem. Janina zauważyła, jak córka lekko zaciska usta.

Mamo, dawaliśmy radę.
Dawaliście… Janina odłożyła widelec. A ja nie spałam nocami, myślałam tylko, jak wy sobie poradzicie i co będzie, jeżeli coś się stanie. Dziecku potrzeba stabilizacji, własnego kąta.

Gienek chrząknął i odsunął talerz.

Rata spora, wiadomo. Ale wszystko przeliczyliśmy.
Duża ta rata? Janina natychmiast zapytała.
W sam raz, gwałtownie odpowiedziała Lidia. Jak na Warszawę to normalne.

Janina spojrzała na córkę, na jej spięte ramiona, na to, jak Gienek skupiony patrzy w obrus, i zrozumiała, iż oboje się boją. Ale nie przyznają się do tego.

Dobrze, słuchajcie mówiła poważnie Janina. Będę wam pomagać, to choćby nie podlega dyskusji. Rodzice Gienka też się włączą, tak?
Obiecali przytaknął Gienek. Mama mówi, iż co miesiąc ile da radę, to dorzuci.
No widzisz! Janina odchyliła się na krześle. Poradzicie sobie. Razem dacie radę, nie jesteście sami na świecie.

Lidia uśmiechnęła się lekko, ale nie udało jej się ukryć niepokoju w oczach…

Staś urodził się w marcu. Był duży, głośny i zdrowy. Janina przyjeżdżała każdej soboty, gotowała zupy, prała pieluszki, wyprowadzała wnuka wózkiem po dziedzińcu nowego bloku.

Życie zaczęło się układać. Gienek dostał awans, a Lidia zaczęła wspominać o drugim dziecku.

Po dwóch latach na świat przyszła Helenka i w mieszkaniu znów rozbrzmiał dziecięcy pisk, pojawiły się porozrzucane zabawki i zarwane noce. Janina patrzyła na córkę, na jej szczęśliwe oczy i myślała, iż wszystko układa się dobrze.

Ale potem Gienka zwolniono z pracy.

Janina dowiedziała się o tym przypadkiem Lidia unikała tematu, mówiła, iż wszystko w porządku, tylko są zmęczeni. Prawda wyszła na jaw, gdy Janina wpadła bez zapowiedzi i zastała córkę zapłakaną nad stertą papierów.

Nie dajemy rady, mamo szeptała Lidia. Trzy miesiące zaległości za kredyt. Bank dzwoni codziennie.

Janina pomagała, jak mogła, zbierała pieniądze u rodziny i znajomych, ale to ciągle było za mało. Rodzice Gienka ledwo wiązali koniec z końcem po tym, jak teść poważnie zachorował.

Pół roku później stracili mieszkanie…

Janina siedziała u swojej przyjaciółki Aleksandry i nie mogła się zmusić, by napić się herbaty.

Teraz mieszkają w kawalerce Janina zacisnęła dłonie na filiżance. Dwójka dzieci, Aleksandro. Staś ma cztery lata, a Helenka dwa. Nie mają jak się bawić, ciągle na sobie siedzą, czworo w jednym pokoju!

Aleksandra pokręciła głową.

Boże, Janina, to straszne!
Mówiłam im: poradzicie sobie Janina otarła łzy. Obiecałam pomagać. Ale co ja mogę? Z emerytury za dużo nie dam, a dorywcze prace jak wpadną… To ja ich przekonałam, iż będzie dobrze!
Nie mogłaś przewidzieć, jak potoczy się życie.
Ale czy to coś zmienia? Janina odsunęła herbatę. Dzieciom czy córce jest przez to lżej?

Ukryła twarz w dłoniach. Jeszcze niedawno wydawało się jej, iż życie Lidii i jej rodziny wreszcie się układa. A teraz? Wcześniej wynajmowali we dwójkę, a teraz z dwójką dzieci!

Czas płynął…

W końcu Lidia i Gienek spłacili resztę długu wobec banku. To była pierwsza dobra wiadomość od bardzo dawna.

I co teraz? zapytała Janina.
Znowu zbieramy na własne przyznała Lidia. Może tym razem coś skromniejszego.
Najważniejsze, żeby było wasze westchnęła Janina, chociaż córka tego nie widziała.

Minęły dwa lata. Staś skończył sześć lat i Janina przyjechała na jego urodziny z ogromnym pudełkiem. Wybierała klocki aż trzy godziny, przeszukała pół sklepu, zanim znalazła taki zestaw z samochodami i garażem, o którym Staś marzył od zimy.

Babciu! chłopiec rzucił się jej na szyję. To dla mnie?
Dla ciebie, dla ciebie Janina pocałowała wnuka w czubek głowy. I jeszcze coś mam.

Janina wyjęła z torebki kopertę i podała Stasiowi. Chłopiec zajrzał do środka i zrobił wielkie oczy.

A ile tu jest?
Dziesięć tysięcy złotych Janina przykucnęła Chciałeś nowy telefon? Zacznij zbierać. Babcia pomoże.

Staś przytulił kopertę do piersi i pobiegł pochwalić się prezentem Helenie. Lidia stała w drzwiach kuchni i patrzyła na scenę bez słowa, ale Janina nie zwróciła uwagi na dziwny wyraz twarzy córki.

Po dwóch tygodniach Janina wykręciła numer do wnuka. Staś odebrał po trzecim sygnale.

Halo, babciu!
Cześć, kochany! Jak się masz? Co u ciebie?
Dobrze! Stasiu wyrzucił z siebie jednym tchem. Mama mi kupiła nowe letnie ubrania, spodenki, koszulki i świecące buty!

Janina zaniepokoiła się.

A skąd rodzice mieli pieniądze?
Mama wzięła te, które mi dałaś, bez cienia skrępowania odpowiedział Staś. Powiedziała, iż telefon kupimy później, a ubrania są ważniejsze.

Janina zamarła z telefonem przy uchu. W piersi zebrało się coś ciężkiego i gorącego.

Zawołaj mamę, poprosiła cicho Janina.
Jest zajęta.
Dobrze, Janina z trudem się uśmiechnęła. Pa, kochanie.

Odłożyła telefon i przez dziesięć minut siedziała bez ruchu. Chyba znowu musi wychowywać własną córkę!

Następnego dnia rano Janina pojawiła się u Lidii.

Jak mogłaś? oburzała się Janina. Dałam te pieniądze Stasiowi! Jemu, nie tobie!

Lidia zamknęła na chwilę oczy ze zmęczenia.

Mamo, uspokój się.
Co? Janina nie dowierzała. Dziecko marzyło o telefonie! Specjalnie dałam mu te pieniądze na to, żeby sobie zbierał! A ty wszystko wydałaś!

Twarz Lidii spoważniała.

Mamo, postąpiłam tak, jak uznałam za najlepsze.
Najlepsze? Janina aż się zachłysnęła. Wydawać cudze pieniądze na spodenki?
Dziecko musiało mieć letnie ubrania, odparła spokojnie Lidia. Nie mieliśmy inaczej skąd wziąć.
A nie mogłaś zapytać mnie? Albo się poradzić?
Mamo, w moim domu będę zarządzała pieniędzmi po swojemu. To naprawdę nie twoja sprawa.
Nie moja sprawa? Janina podniosła głos. Ja mam nie patrzeć, co się u was dzieje? Już raz sobie nie poradziliście, mieszkanie straciliście! Przecież to jasne, iż nie ogarniacie!

Lidia zbielała na twarzy, ale nic nie powiedziała.

A teraz jeszcze zabieracie dziecku oszczędności, Janina już nie potrafiła się zatrzymać. Wstyd! Żałosne!
Mamo, wyjdź, proszę, szepnęła Lidia.

Janina obróciła się na pięcie i wyszła bez pożegnania. W środku aż ją paliło ze złości. Dziecko działa niewłaściwie i jeszcze ją wygania! Nic, jeszcze Lidię życie nauczy pokory! Sama przyjdzie przepraszać!

Ale minął miesiąc i Lidia nie zadzwoniła, nie odpisała na żadne wiadomości.

Janina znów siedziała u Aleksandry w kuchni, ściskając w rękach papierową serwetkę.

Ona się ode mnie odwróciła Janina kiwała głową. Własna córka! Do wnuków mnie nie wpuszcza, telefonu nie odbiera.

Aleksandra dolała jej herbaty.

A co ty jej wtedy powiedziałaś?
Prawdę! Janina się wyprostowała. Że źle rządzą pieniędzmi i nie radzą sobie! To chyba sama prawda?

Aleksandra chwilę milczała, patrząc przez okno.

Podarowałaś pieniądze wnukowi?
No tak.
To już nie były twoje pieniądze, Janino Aleksandra spojrzała jej w oczy. Ty je oddałaś.
Ale dałam mu na telefon!
A oni wydali na ubrania, Aleksandra wzruszyła ramionami. Potrzebował na lato, a nie na telefon.

Janina otworzyła usta, ale Aleksandra pokręciła głową.

I po co im wypominasz kredyt. Długo go spłacali, oboje ciężko pracowali, dzieci wychowywali. A ty nazwałaś ich niezaradnymi.
Ja tylko chciałam dobrze Janina opuściła wzrok. Martwiłam się.
Martwisz się zgodziła się Aleksandra ale wychodzi na to, iż ranisz. Może to ty powinnaś zadzwonić? Przeprosić?

Janina zacisnęła usta i odwróciła głowę. Nie. Jest starsza i naprawdę chciała dobrze.

Idź do oryginalnego materiału