Tyle gotówki warto mieć w domu. To nie panika, tylko plan awaryjny

warszawawpigulce.pl 2 godzin temu

Gotówka wraca do łask, ale nie dlatego, iż Polacy masowo odwracają się od banków. Powód jest bardziej praktyczny. Coraz więcej osób rozumie, iż karta, telefon i aplikacja bankowa działają tylko wtedy, gdy działa prąd, internet i infrastruktura płatnicza. Gdy te elementy przestają funkcjonować, zwykły banknot może stać się jedynym środkiem płatniczym.

Fot. Warszawa w Pigułce

Według danych przywoływanych przez NBP wartość gotówki w obiegu w Polsce osiągnęła rekordowy poziom. Do końca sierpnia 2025 roku było to 443 mld zł. To pokazuje, iż Polacy coraz częściej traktują pieniądze w domu jako zabezpieczenie, a nie przeżytek z dawnych czasów.

Nie chodzi o trzymanie oszczędności życia w szufladzie. Chodzi o awaryjny zapas na kilka dni. Taki, który pozwoli kupić jedzenie, leki, paliwo albo bilet, gdy terminale przestaną działać, bankomaty będą niedostępne, a aplikacje bankowe nie pozwolą zrobić przelewu.

Narodowy Bank Polski i Rządowe Centrum Bezpieczeństwa od dawna podkreślają, iż gotówka jest elementem domowego przygotowania na sytuacje kryzysowe. W takim zestawie powinna być obok latarki, radia na baterie, zapasu wody, leków i powerbanku. To nie jest zachęta do paniki, tylko chłodna kalkulacja. jeżeli system płatności elektronicznych padnie choćby na 1-2 dni, dom bez gotówki bardzo gwałtownie odczuje problem.

Eksperci wskazują, iż rozsądny zapas powinien wystarczyć na podstawowe wydatki przez 7-10 dni. Dla jednej osoby może to oznaczać około 1000-1500 zł. Dla rodziny 2+2 bezpieczniejszy bufor to około 3000-5000 zł, zwłaszcza w dużym mieście, gdzie koszty życia są wyższe. Kwota zależy oczywiście od sytuacji domowników, liczby dzieci, leków, dojazdów i codziennych potrzeb.

Ważne są nie tylko pieniądze, ale też nominały. Trzymanie całej rezerwy w banknotach po 200 albo 500 zł może okazać się mało praktyczne. W czasie awarii małe sklepy mogą nie mieć jak wydać reszty. Dlatego lepiej mieć większą część zapasu w banknotach 10, 20 i 50 zł. Banknoty 100 zł też się przydadzą, ale nie powinny dominować. Warto mieć również trochę monet 1, 2 i 5 zł.

W Polsce nie ma przepisu, który zakazywałby trzymania gotówki w domu. Można mieć w mieszkaniu kilka tysięcy złotych i nie trzeba tego nigdzie zgłaszać, jeżeli pieniądze pochodzą z legalnego źródła. Dobrą praktyką jest jednak zachowanie śladu wypłaty z banku. Historia rachunku, potwierdzenie wypłaty albo screenshot z aplikacji mogą się przydać, jeżeli po czasie większa kwota wróci na konto i bank zapyta o jej pochodzenie.

Problemem wielu osób jest to, iż mają w domu gotówkę, ale w zbyt małej kwocie. Kilkaset złotych może wystarczyć na jeden dzień, ale nie na dłuższą awarię. Tymczasem przy blackoucie nie działają nie tylko płatności kartą. Mogą stanąć bankomaty, część sklepów, stacje paliw, systemy rezerwacji i przelewy. Wtedy przewagę ma ten, kto może zapłacić od razu.

Najbardziej narażone są duże miasta, w tym Warszawa. Tu płatności bezgotówkowe dominują w codziennym życiu. Wiele osób nie nosi przy sobie choćby 50 zł. To wygodne w normalnych warunkach, ale ryzykowne w kryzysie. jeżeli awaria obejmie terminale, sieć komórkową albo bankowość elektroniczną, mieszkańcy przyzwyczajeni wyłącznie do telefonu mogą zostać bez realnego dostępu do pieniędzy.

Gotówkę warto przechowywać rozsądnie. Nie wszystko w jednym miejscu i nie w portfelu, z którego korzysta się codziennie. Najlepiej podzielić rezerwę na kilka części. Jedna może być w domu, druga w torbie awaryjnej, trzecia u drugiego dorosłego domownika. Pieniądze warto zabezpieczyć przed wilgocią, na przykład w woreczku strunowym lub zamykanej kopercie.

Raz na jakiś czas trzeba też sprawdzić, czy rezerwa przez cały czas odpowiada realnym kosztom życia. Ceny się zmieniają, a 1000 zł dziś nie ma tej samej siły nabywczej co kilka lat temu. Awaryjna gotówka nie ma zarabiać. Ma działać wtedy, gdy nic innego nie działa.

Najprostsza zasada brzmi: gotówka w domu powinna wystarczyć na tydzień podstawowego funkcjonowania. Nie na remont, wakacje czy duże zakupy. Na jedzenie, leki, transport, paliwo i najpilniejsze potrzeby. To finansowy odpowiednik gaśnicy. Oby nigdy się nie przydała, ale gdy przyjdzie kryzys, lepiej ją mieć niż dopiero szukać bankomatu.

Idź do oryginalnego materiału