Unia siły i miłości (czyli jak być mężem i ojcem, którego potrzebują twoja żona i dzieci)

blog.fabiankoziolek.pl 5 dni temu
Czas czytania: 11 min.

W dzisiejszych czasach trudno o jedną, spójną definicję męskości, co jest szczególnie kłopotliwe dla młodych chłopaków, którzy dopiero wchodzą w dorosłość. Ale również ci starsi, niby już dojrzali, bardzo często popadają w skrajności (albo, mimo wieku, dalej zachowują się jak chłopcy).

Co gorsza, problem rośnie do gigantycznych rozmiarów, jeżeli jako mężczyzna chciałbyś być chrześcijaninem. Bo oto twoja dusza ciągnie do takich cech, jak siła, odwaga, mistrzostwo czy honor, a twoja religia zdaje się mówić, iż masz być miękki i zniewieściały.

I nie, nie twierdzę, iż prawdziwe chrześcijaństwo tego uczy. Ale jego współczesna wizja na pewno sprawia wrażenie, jakby bycie miękkim i zniewieściałym było głównym przesłaniem płynącym z ołtarza (nie będę tutaj rozwijał tej myśli, bo mam zamiar napisać o tym osobno).

Co w takim razie powinien zrobić młody mężczyzna, który chce służyć Bogu, ale jednocześnie nie stracić swojej męskości? Który chce, żeby jego żona była szczęśliwa, a dzieci podążały jego śladem?

Odpowiedź jest zarazem prosta i skomplikowana:

powinien być jednocześnie silny i kochający.

Dwie skrajne wizje męskości

Krótko po obu wojnach światowych dominująca wizja męskości (szczególnie ta płynąca z USA) była bardzo surowa. Mężczyzna to ktoś silny, twardy, chłodny, dominujący, nie okazujący słabości ani emocji… ktoś w typie Johna Wayna z jego najbardziej znanych ról filmowych.

I choć jest w tym trochę prawdy, jest też sporo ignorancji.

Nic więc dziwnego, iż wielu facetów niepotrafiących wpasować się w wizję “twardego, silnego i chłodnego” skrycie czuło się gorszych, bo brakowało im męskości. Przynajmniej męskości w tym wydaniu.

Kulminacją powyższych sentymentów i resentymentów było wykucie terminu “mit męskości” przez niejakiego Josepha Pecka. Napisał on choćby książkę pod tym tytułem, w której argumentował, iż kulturowa męskość jest tak naprawdę szkodliwa dla mężczyzn i należy ją porzucić.

Stąd już nie było daleko do powstania tezy o “toksycznej męskości”, która zaczęła dominować w kulturze Zachodu. I tak oto z wizji twardego, niedostępnego mężczyzny przeskoczyliśmy do wizji miękkiego, uczuciowego i zniewieściałego mężczyzny. Wizji, która towarzyszyła nam przez dziesiątki lat i pozostaje wpływowa choćby dziś.

Ale jak to bywa w kulturze, przyszedł czas na kontrrewolucję (widoczną szczególnie w manosferze). Coraz więcej mężczyzn wyciąga na tapetę starą wizję męskości, starając się być silnymi, twardymi itd. Czy to mnie dziwi? Nie. Bo w końcu jaki mężczyzna byłby na dłuższą metę szczęśliwy w roli słabego i żałosnego piz*eusza.

Tylko jest jeden problem. Każą ci wybierać między dżumą a cholerą:

  • Albo będziesz miękkim, uczuciowym, zniewieściałym “miłym gościem”.
  • Albo będziesz silnym, zimnym, dominującym, egoistycznym “gnojem”.

Uwaga! Wiadomość z ostatniej chwili!

Większość mężczyzn nie chce być ani jednym, ani drugim. Dlatego kiedy stawia się ich przed podobnym wyborem, wolą nie wybierać. Zamiast tego wycofują się z kultury i ze świata, bo nie mają dla siebie miejsca.

Na szczęście jest trzecia droga (nie mylić z partią polityczną). Wizja męskości celebrowana przez prawdziwe chrześcijaństwo, chwaląca tradycyjną siłę mężczyzny, ale bez destrukcyjnego maczyzmu. Taki mężczyzna nie jest ani dominujący, ani pasywny. Ani sentymentalny, ani surowy.

I — jak wskazują badania — właśnie taki mężczyzna jest tym, czego potrzebują kobiety i dzieci.

Łagodny obrońca

Jeśli chcesz być idealnym mężem i ojcem (albo przynajmniej do tego ideału zmierzać), powinieneś celować w postawę łagodnego obrońcy.

Co to znaczy?

Odpowiem w dwóch częściach. Najpierw zajmiemy się relacją z żoną, potem z dziećmi.

Atrakcyjna siła

W lutym 2025 roku Instytut Studiów nad Rodziną przeprowadził we współpracy z Instytutem Wheatley badanie (1), w którym wzięło udział 2000 mężów i żon w wieku 18-55 lat. Jednym z jego najciekawszych wyników był fakt, iż postawa ochronna (ang. protectiveness) miała bardzo silną pozytywną korelację z satysfakcją ze związku.

A konkretnie:

Kobiety, które na pytanie: “czy twój mąż wykazuje taką postawę?” odpowiedziały “zdecydowanie tak”, miały o 137% większą szansę na czerpanie dużej euforii z małżeństwa w porównaniu do kobiet z mężami wypadającymi gorzej pod tym względem.

No dobra, ale co dokładnie oznacza “postawa ochronna”?

Zdaniem badaczy, w przypadku kobiet ma to przede wszystkim związek z fizycznym poczuciem bezpieczeństwa. Poczuciem, iż przy mężu są bezpiecznie zarówno poza domem, jak i w domu.

Przykładami postawy ochronnej mogą być:

  • obrona przed napastnikiem,
  • trzymanie blisko siebie w trakcie przemierzania podejrzanej okolicy,
  • zajmowanie zewnętrznej strony chodnika podczas spaceru,
  • dbanie o fizyczne zabezpieczenie domu przed nocą.

Nie wyssałem tych przykładów z palca. To prawdziwe odpowiedzi kobiet pytanych w ankiecie. Co jeszcze ciekawsze, zarówno kobiety o prawicowych, jak i lewicowych poglądach wypowiadały się podobnie.

Powyższa teza jest całkiem sensowna, jeżeli zestawimy ją z innymi danymi.

Szersza literatura naukowa wskazuje bowiem, iż kobiety cenią fizyczną postawę ochronną mężczyzny, ponieważ traktują ją jako dobry prognostyk przyszłej inwestycji w związek (2). Idzie to w parze z innymi dowodami, tym razem wskazującymi, iż silny fizycznie mężczyzna jest bardziej atrakcyjny dla kobiety (3).

Dodatkowego potwierdzenia istotności postawy ochronnej możemy upatrywać w fakcie, iż kobiety częściej niż mężczyźni martwią się o swoje codzienne fizyczne bezpieczeństwo (4).

Nic więc dziwnego, iż poczucie bezpieczeństwa jest fundamentalne dla kobiecego szczęścia. W końcu tylko w bezpiecznym środowisku człowiek może się zrelaksować i “opuścić gardę” (albo, co bardziej pasuje do kobiety, “rozpuścić włosy”). A dopiero kiedy się zrelaksuje, może poczuć szczęście.

Ale, jak już pisałem w tekście poświęconym czterem poziomom bezpieczeństwa zapewnianym przez mężczyznę, fizyczno-materialna strona życia nie wyczerpuje tematu.

Autorzy badania też to zaznaczają, sugerując, iż postawa ochronna w relacji dotyczy również bycia lojalnym (fizycznie i emocjonalnie). Tutaj mówimy o takich kwestiach, jak:

  • nieobgadywanie za plecami,
  • słowna obrona w towarzystwie przed negatywnymi komentarzami,
  • dbanie o jej komfort w środowisku, którego nie zna,
  • wierność (to już oczywista oczywistość).

Co z tego wszystkiego wynika? U mężczyzny siła, zdolność oraz chęć do walki w obronie rodziny nie jest czymś opcjonalnym. To jeden z fundamentów udanego związku małżeńskiego.

Przykład postawy ochronnej. Scena z filmu Drive (klasyk, kto nie widział, polecam. Tylko ostrzegam, iż miejscami brutalny).

Tylko iż tutaj nie stawiamy kropki. Gdyby tak było, moglibyśmy w dużej mierze pozostać przy wizji silnego, chłodnego wojownika, który dzięki tężyźnie fizycznej, wysokiemu testosteronowi i agresji broni rodziny.

A gdzie w tym wszystkim miejsce na miłość?

Właśnie do niej zmierzamy, bo w tym samym badaniu przeczytasz, iż trzema innymi filarami udanego małżeństwa są:

  • pełne zaangażowanie w związek,
  • wspólne praktyki religijne,
  • regularne randki małżeńskie.

Nie będę tutaj tego rozwijał, żeby nie robić za mocnej dygresji. O całym badaniu pogadamy w innym tekście, bo jest ciekawe.

Teraz przejdziemy do istotnej roli miłości w wychowaniu dzieci.

Fundamentalna miłość

Tradycja chrześcijańska celebruje wiele męskich cech i postaw — nie tylko chęć obrony rodziny. Dla przykładu, mąż i ojciec powinien też przewodzić bliskim duchowo.

Dzisiejsze nauki społeczne potwierdzają tę biblijną wizję małżeństwa. W szczególności fakt, iż ojcowie mają unikalny, bardzo silny wpływ na to, czy wiara zostanie przekazana z jednego pokolenia na drugie.

Dowody zawarte w obszernym zbiorze badań z kilku ostatnich dekad nie pozostawia pod tym względem wątpliwości.

Jednym z najpotężniejszych przykładów jest praca obejmująca okres 40 lat, autorstwa Verna Bengtsona. Śledził on 350 rodzin i ponad 3000 jednostek na przestrzeni kilku pokoleń w celu odkrycia tajemnicy udanego przekazania wiary. Całe badanie doczekało się choćby formy książkowej pt. Families and Faith: How Religion is Passed Down across Generations (5) (niestety nie ma polskiego wydania).

Co się okazało?

Że istnieje znacznie silniejsza korelacja między praktykami religijnymi dzieci oraz ojców i dziadków, niż między praktykami religijnymi dzieci oraz matek i babć. Mówiąc inaczej, jeżeli ojciec jest aktywny i zaangażowany w życie dziecka, istnieje większa szansa, iż pójdzie ono w jego ślady, jeżeli chodzi o religię.

Do podobnych wniosków doszli autorzy badania z 2023 roku (6), dotyczącego wiary i relacji. Na podstawie danych wydobytych z 19 000 chrześcijańskich rodzin (różne denominacje), ustalili, że:

Gwałtowny i kulturowo destrukcyjny spadek liczby żonatych ojców w ciągu ostatnich 60 lat wydaje się być przyczyną spadku aktywnego uczestnictwa w życiu Kościoła na poziomie społecznym w ciągu ostatnich 40 lat.

W tym samym badaniu przeczytamy, iż między dziećmi emocjonalnie bliskimi ojcu a tymi, które nie czuły takiej bliskości, występowała różnica 25 p.p. (punktów procentowych), jeżeli chodzi o podobieństwo deklarowanej wiary. Zaznaczam jeszcze raz: nie 25%, tylko 25 p.p.

To znacznie więcej.

W przypadku więzi z matkami różnica wynosiła tylko 1 p.p. Wyniki były podobne zarówno wśród ewangelików, jak i katolików czy protestantów.

Kolejnym dowodem jest książka Porzuceni przez ojca: Psychologia ateizmu, autorstwa Paula C. Vitza. Autor (nota bene profesor psychologii) udowadnia w niej, iż tzw. “wielcy ateiści” częściej niż rzadziej mieli słabe lub bardzo słabe relacje ze swoimi ojcami. (7)

Więcej o książce przeczytasz w krótkim artykule ateizm, czyli nienawiść do ojców, który dawniej popełniłem. Co prawda napisałem w nim, iż książka nie ma polskiego wydania, ale jednak ma. W 2023 roku fundacja Prodoteo przygotowała polskie tłumaczenie.

Swego czasu kupiłem choćby jeden egzemplarz dla siebie. interesująca lektura, polecam.

Mój egzemplarz książki.

Należy jednak zaznaczyć jedną istotną kwestię. Wyniki badań sugerują, iż skuteczne przekazanie wiary kolejnemu pokoleniu wymaga czegoś więcej, niż tylko aktywnego jej praktykowania przez ojca.

Jasne, praktyka jest ważna. Dziecko powinno widzieć, iż ojciec się modli, chodzi do kościoła, mówi o swojej religii i przewodzi rodzinie zgodnie z zasadami wiary.

Bardziej rygorystyczne badania sugerują jednak, iż chodzi o coś więcej. Ojcowie, którzy najskuteczniej przekazują wiarę swoim dzieciom, wykazują się nie tylko praktyką religijną, ale również głęboką emocjonalną więzią z potomstwem.

We wspomnianym badaniu Bengtsona autorzy wymienili dwa najważniejsze czynniki przy przekazywaniu wiary:

  1. Bliskość emocjonalna między dziećmi i rodzicami;
  2. Regularnie utwierdzanie dzieci w poczuciu własnej wartości.

Pobożność, choć istotna, sama w sobie nie była tak skuteczna. choćby jeżeli rodzice wszystko inne robią dobrze — dają solidny przykład, uczą dzieci doktryny, kultywują praktyki religijne — brak ciepła w rodzinie może podkopać wszystkie te wysiłki.

W badaniu Bengtsona respondenci, którzy opisali swoje relacje z rodzicami jako ciepłe, byli o 27% bardziej skorzy do pozostania wiernymi chrześcijanami.

Fakt, iż pobożny ale zdystansowany ojciec jest mniej skuteczny od pobożnego i ciepłego ojca, widać w kolejnym badaniu Instytutu Badań nad Rodziną, przeprowadzonym we współpracy z Communio (8). Wynika z niego, iż dzieci posiadające bardzo dobrą relację z ojcem (w odróżnieniu od tych z bardzo złą, złą albo średnią) wykazują:

  • 58% większą szansę na cotygodniowy udział w mszy,
  • 45% większą szansę na codzienną modlitwę,
  • 40% większą szansę czytania Pisma Świętego,
  • 64% większą szansę na twierdzenie, iż religia jest dla nich bardzo ważna,
  • 73% większą szansę na wiarę w Boga.

Jak widać, ojcowie przekazują wiarę nie tylko poprzez instrukcje i przykład, ale również ciepło, zaufanie i budowanie relacji z dziećmi. Jak pisał Vern Bengtson:

W przypadku przekazywania wiary bliska więź z ojcem ma jeszcze większe znaczenie niż bliska relacja z matką. Jakość więzi dziecka z ojcem wyraźnie wpływa na to, w jakim stopniu przyswaja ono religijne tradycje, przekonania i praktyki swoich rodziców. Emocjonalna bliskość z matką również pozostaje ważna dla przejmowania religijności, jednak nie w takim stopniu jak bliskość z ojcem.

Dodajmy, iż chodzi tutaj o internalizację wiary. Nie postawę “jestem chrześcijaninem, bo moi rodzice byli chrześcijanami”, tylko “jestem chrześcijaninem, bo to MOJA wiara”.

Można zatem zaryzykować stwierdzenie, iż ojciec jest obrazem Boga Ojca na ziemi (dosłownie). jeżeli więc ten obraz budzi złe wspomnienia i nastroje, istnieje większe ryzyko, iż dziecko odwróci się od Stwórcy.

Brzmi logicznie.

Na koniec warto jednak zaznaczyć, iż najskuteczniejszym sposobem na przekazanie wiary dzieciom jest stabilne, nierozbite małżeństwo, w którym zarówno ojciec, jak i matka aktywnie praktykują.

Jest to szczególnie ważne dla chłopców, co nie powinno dziwić, ponieważ obecność ojca w domu pozostaje kluczowa dla kształtowania ich wizji męskości.

Podsumowanie

Zebrane w artykule dowody wskazują nam męskość, która łączy cechy często traktowane przez współczesną kulturę jako przeciwstawne. Mężczyzna powinien być zarówno silny, aby mógł skutecznie bronić swojej rodziny, jak i pokorny, aby mieć cierpliwość oraz chęć do zabawy i budowania więzi z dziećmi.

Własne przekonania, odwaga i stabilność łączą się tutaj z przestrzenią na czułość, rozmowy i intymność emocjonalną. Krótko mówiąc, męskość to unia siły i miłości.

Źródła:

  1. Jeffrey Dew, Brad Wilcox, Jason Carroll, “For Better: Four Proven Ways to a Strong and Stable Marriage”, Institute for Family Studies, luty 2025.
  2. Pelin Gul, and Tom R. Kupfer, “Benevolent Sexism and Mate Preferences: Why Do Women Prefer Benevolent Men Despite Recognizing That They Can Be Undermining?” Personality and Social Psychology Bulletin 45, no. 1 (2019): 146-161.
  3. Aaron Sell, Aaron W. Lukazsweski, and Michael Townsley, “Cues of Upper Body Strength Account for Most of the Variance in Men’s Bodily Attractiveness,” Proceedings of the Royal Society B: Biological Sciences 284 (2017).
  4. Elizabeth A. Stanko, “The Case of Fearful Women: Gender, Personal Safety, and Fear of Crime,” Women & Criminal Justice 4, no. 1 (1993): 117-135; Jodi Lane, Angela Gover, Sara Dahod, “Fear of Violent Crime Among Men & Women on Campus: The Impact of Perceived Risk and Fear of Sexual Assault,” Violence and Victims 24, no. 2 (April 2009).
  5. Vern L. Bengtson, Norella M. Putney, Susan Harris, “Families and Faith: How Religion is Passed Down across Generations”, Czerwiec, 2017.
  6. JP De Gance, “Nationwide Study on Faith & Relationships”, Communio, 2023.
  7. Paul C. Vitz, “Porzuceni przez ojca: Psychologia ateizmu”, Fundacja Prodoteo, Warszawa, 2023.
  8. Jesse Smith, Jane Lankes Smith, “Passing the Torch: How Faith Moves Across Generations”, Institute for Family Studies oraz Communio, Czerwiec 2026.
Rozwiń

Masz uwagi, przemyślenia albo osobiste doświadczenia w tym temacie? Podziel się w nimi w komentarzu (albo napisz do mnie bezpośrednio). A jeżeli uznałeś tekst za interesujący lub pomocny, podziel się nim z przyjacielem, kumplem, znajomym, albo wpadnij na stronę facebook’ową bloga i polub moją twórczość.

Nic tak nie napędza do dalszej pracy, jak dobry feedback.

Wesprzyj bloga i pomóż mi pomagać innym! Kliknij przycisk i postaw mi kawę!

Zajrzyj też na:

  • Facebooka (gdzie najszybciej pojawia się info odnośnie artykułów lub ich braku)
  • Twittera (gdzie wrzucam luźniejsze i nieraz zabawne komentarze polityczno-społeczne)
Idź do oryginalnego materiału