**Dziennik, 12 maja**
Ta noc miała być najszczęśliwszą w moim życiu. Siedziałam przed lustrem, z jeszcze świeżą szminką na ustach, wsłuchując się w cichnące dźwięki weselnej kapeli. Rodzina mojego męża już się rozeszła, a nasza sypialnia lśniła od złotych lampek i czerwonych jedwabnych wstążek. Ale serce ściskał mi niepokój, jakby coś złego miało się wydarzyć.
Wtem ciche pukanie do drzwi. Zamarłam. Kto mógł przychodzić o tej porze? Otworzyłam ostrożnie i w szparze ujrzałam wystraszone oczy naszej długoletniej służącej, Anny. Jej głos drżał, gdy szepnęła:
Jeśli chcesz żyć, przebierz się i uciekaj tylnym wyjściem. Natychmiast.
Zesztywniałam. Serce waliło mi jak młot. Zanim zdążyłam zareagować, Anna rozszerzyła oczy i skinęła, bym milczała. To nie był żart. Nagły strach sparaliżował mnie, a dłonie zacisnęły się na ślubnej sukni. W tej samej chwili usłyszałam kroki męża zbliżające się do drzwi.
Musiałam wybrać: zostać czy uciekać.
Szybko wciągnęłam zwykłe ubranie, wcisnęłam suknię pod łóżko i wymknęłam się ciemnym korytarzem. Za domem czekała Anna, otwierając stare drewniane wrota.
Biegnij prosto, nie oglądaj się za siebie! Ktoś na ciebie czeka! szepnęła.
Pędziłam, aż płuca palił ogień. Pod latarnią stał motor, a na nim mężczyzna w średnim wieku. Wciągnął mnie na siedzenie i ruszyliśmy w ciemność. Trzymałam się go kurczowo, a łzy płynęły same.
Po godzinie krętych dróg zatrzymaliśmy się w małym domu na obrzeżach Warszawy.
Zostaniesz tu. Jesteś bezpieczna powiedział cicho.
Osunęłam się na krzesło, wyczerpana. Pytania wirowały w głowie: Dlaczego Anna mnie uratowała? Kim naprawdę jest mój mąż?
Nie spałam całą noc. Każdy szelest, każdy szczek psa wyrywał mnie z odrętwienia. Mężczyzna palił papierosa na ganku, a w jego oczach widziałam litość i czujność.
O świcie przyszła Anna. Padłam jej do stóp, dławiąc się łzami wdzięczności, ale podniosła mnie szorstko:
Musisz poznać prawdę. Tylko wtedy się uratujesz.
Prawda była przerażająca. Rodzina mojego męża kryła mroczne sekrety: nielegalne interesy, długi. Nasze małżeństwo to transakcja miałam być częścią spłaty. Anna wyjawiła, iż mąż ma przeszłość pełną przemocy, iż dwa lata temu zginęła tu dziewczyna, a jego wpływowa rodzina to ukryła. Gdybym została tej nocy, mogłabym być następna.
Dreszcz przeszył mnie na wspomnienie jego uścisku podczas wesela. To nie była nieśmiałość to przemoc.
Mężczyzna na motorze okazał się bratankiem Anny.
Musisz zniknąć. Nigdy nie wracaj. Będą cię szukać ostrzegł.
Ale dokąd? Nie miałam pieniędzy, dokumentów, telefonu. Anna wyjęta starą sakiewkę: trochę złotówek, stary telefon i mój dowód, który wykradła.
Zadzwoniłam do matki, ale Anna kazała mówić półprawdami. Matka płakała, błagając, bym przeżyła.
Przez następne dni ukrywałam się w tym domu. Brat Anny przynosił jedzenie, a ona wracała do rezydencji, by nie wzbudzać podejrzeń. Żyłam jak cień, dręczona pytaniami: Dlaczego ja? Czy znajdę siłę, by walczyć?
Pewnego dnia Anna wróciła blada:
Zaczynają coś podejrzewać. To miejsce niedługo przestanie być bezpieczne.
Zrozumiałam, iż prawdziwa walka dopiero się zaczyna.
Tej nocy podjęliśmy ryzykowny plan. Anna wróciła po dokumenty, które mogły zniszczyć rodzinę męża. Gdy przekazywała je przez furtkę, nagle pojawił się on.
Co ty robisz?! warknął.
Anna stanęła przede mną, krzycząc:
Dość tej zbrodni! Ilu jeszcze musi cierpieć?!
Brat chwycił papiery i pociągnął mnie za sobą. Za nami słychać było przekleństwa i szamotaninę. Biegliśmy na komisariat. Policjanci początkowo nie wierzyli, ale gdy otworzyli teczkę, znaleźli dowody: pożyczki na lichwę, zdjęcia nielegalnych transakcji.
Męża aresztowano. Dostałam ochronę. Anna przeżyła, choć była poturbowana. Padłam przed nią na kolana:
Bez ciebie bym nie żyła. Nigdy ci tego nie odpłacę.
Uśmiechnęła się zmęczonym spojrzeniem:
Wystarczy, iż będziesz wolna.
Dziś mieszkam w Gdańsku, zaczynam od nowa. Czasem jeszcze drżę, gdy przypomnę sobie tę noc. Ale czuję też wdzięczność za Annę, za własną odwagę.
Zrozumiałam jedno: dla jednych ślub to początek miłości. Dla innych walka o przetrwanie. Mnie udało się uciec. I opowiedzieć tę historię.
