Weekendowy tata. Opowieść. Gdzie jest moja córka? – powtórzyła Olesia, czując, jak szczękają jej zęby nie wiadomo czy ze strachu, czy z zimna.

twojacena.pl 10 godzin temu

Niedzielny tata. Dziennik.

Gdzie jest moja córka? powtórzyłam, czując, jak zęby szczękają mi od strachu lub z zimna.

Zostawiłam Jagodę na imprezie urodzinowej w bawialni centrum handlowego. Rodziców solenizantki znałam tylko z widzenia, ale bez obaw powierzyłam im dziecko to nie pierwszy raz na takiej dziecięcej imprezie, normalna sprawa. Tylko tym razem się spóźniłam autobus długo nie przyjeżdżał. Centrum stoi na obrzeżach, wszyscy podjeżdżają autem, ale ja samochodu nie mam. Przywiozłam Jagodę autobusem, wróciłam do domu na lekcje, bo nie mogłam ich odwołać, a potem znowu autobus do centrum. Spóźniłam się raptem piętnaście minut biegłam przez oblodzony parking, ledwo łapiąc oddech. Teraz matka solenizantki, niska blondynka z okrągłymi, niebieskimi oczami, patrzyła na mnie ze zdziwieniem i powtarzała:

Przecież tata ją zabrał.

Ale Jagoda nie miała żadnego taty. Owszem, gdzieś pewnie był taki człowiek, ale córki nigdy nie widział.

Mikołaja poznałam przypadkiem spacerowałam z koleżanką nad Wisłą, ona skręciła kostkę, dwóch chłopaków pomogło. Jak w filmie, ściemniali, iż studiują na UW, iż ojciec jednej generał, drugiej profesor. Po co? Młodzi i głupi. Kiedy zaszłam w ciążę, a Mikołaj dowiedział się, iż jestem studentką pedagogiki, a mój tata prowadzi autobus, dał mi pieniądze na aborcję i zniknął.

Nie zrobiłam zabiegu ani przez chwilę nie żałowałam. Jagoda była moim kompanem, dzieckiem nietypowo rozsądnym i niezawodnym. Świetnie się nam razem żyło. Gdy prowadziłam lekcje, Jagoda cicho bawiła się lalkami, potem wspólnie gotowałyśmy mleczną zupę albo jajko w koszulce, piłyśmy herbatę z ciasteczkami i masłem. Złotówki ledwo wystarczały, większość szła na czynsz, ale nie narzekałyśmy.

Jak mogłaś oddać moją córkę obcemu? w głosie miałam łzy.

Co obcemu? obruszyła się blondynka. Przecież to ojciec!

Mogłabym jej tłumaczyć, iż nie ma żadnego ojca, ale nie miało to sensu. Musiałam lecieć do ochrony, domagać się nagrań z kamer i…

Kiedy ją zabrał?

Około dziesięciu minut temu

Odwróciłam się i ruszyłam biegiem. Ile razy powtarzałam Jagodzie: nigdy nie idź z obcym! Ze strachu nogi mnie nie słuchały, wszystko mi się rozmazywało. Nadziewałam się na ludzi, nie przepraszając, byle szybciej. Na oślep krzyknęłam:

Jagoda! Jagoooda!

Na gwarnej strefie gastronomicznej mało kto zwrócił uwagę, tylko kilku ludzi się odwróciło. Miotając się, próbowałam w myślach ustalić, gdzie powinna pójść najpierw może on jej jeszcze nie zabrał, może…

Mamooo!

Nie wierzyłam oczom. Moja córka, rozpięta kurtka, twarz ubrudzona lodami, biegła w moim kierunku. Chwyciłam ją tak mocno, jakbym miała runąć na ziemię, jeżeli ją puszczę. Wlepiając wzrok w mężczyznę schludny, krótkie włosy, idiotyczny sweter ze śnieżynką, w dłoni lody nagle gadał jak nakręcony:

Przepraszam! Powinienem czekać w miejscu, ale nie mogłem patrzeć, jak te małe potwory ją drażnią! Mówili, iż nie ma taty i iż tata nigdy po nią nie przyjdzie, bo jest brzydka. Chciałem im pokazać! Więc podszedłem: Córko, póki mamy nie ma, chodźmy na lody. Nie pomyślałem, iż się tak przestraszysz…

Trzęsłam się cała. Nie zamierzałam ufać nieznajomym. Ale czy naprawdę Jagodę dokuczali? Spojrzałam jej w oczy, w mig zrozumiała pytanie. Pociągnęła nosem, podniosła brodę.

I co z tego, teraz i ja mam tatę!

Facet z zakłopotaniem rozłożył ręce, ja z milczenia wycisnęłam z trudem:

Chodź, wydukałam w końcu. Już późno, autobus ucieka.

Zaczekaj! ruszył i niepewnie się zatrzymał. Może odwiozę was? Tak wyszło… Nie jestem żadnym dziwakiem! Mam na imię Bartek. Jestem w porządku! Tam, przy stoliku siedzi moja mama ona wszystko potwierdzi!

Wskazał panią z fioletowymi lokami przy stoliku, która czytała książkę.

jeżeli chcesz, podejdź do niej zarekomenduje mnie jak należy!

Wierzę, burknęłam, wciąż w środku miałam ochotę go porządnie trzepnąć. Dziękuję, poradzimy sobie!

Mamo… Jagoda szarpnęła za rękaw mojej puchówki. Niech zobaczą, iż tata nas zabrał do domu!

Przy bawialni zostały solenizantka z mamą i jeszcze jedna dziewczynka, której imienia nie pamiętałam. W Jagodzie było tyle prośby, a mróz i śliskie chodniki nie pomagały. Zdecydowałam się.

Dobrze, rzuciłam.

Super! Tylko dam znać mamie!

Maminsynek pomyślałam z przekąsem. Spojrzałam jeszcze kątem oka na matkę Bartka, która z uśmiechem pomachała mi ręką gwałtownie odwróciłam wzrok. Co za głupia sytuacja!

W drodze starałam się nie patrzeć na Bartka, ale nie mogłam nie zauważyć jego taktownego sposobu rozmowy z Jagodą. Córka trajkotała jak szalona nigdy nie widziałam jej tak rozgadanej. Ale pod blokiem nagle spoważniała.

Już się nie zobaczymy? spytała szeptem Bartka, patrząc na mnie.

Poczułam na sobie jego wzrok pytał o zgodę. Miałam zamiar odpowiedzieć: nie, Jagoda, to nie grzecznie, ale widząc jej zasmuconą buzię, nie dałam rady. Spojrzałam na Bartka, kiwnęłam głową.

Jak mama pozwoli, mogę zaprosić cię w weekend na bajkę do kina. Byłaś już w kinie?

Naprawdę? Nie, nigdy! Mamo, mogę pójść z tatą do kina?

Czułam się niezręcznie, więc teraz to ja mówiłam szybko:

Jagoda, mogę się zgodzić, ale pod dwoma warunkami. Pierwszy nie wypada nazywać obcego tatą, mów mu wujek Bartek, zrozumiano? Po drugie idę z wami. Powtarzałam ci: nie chodzi się z obcymi, choćby jeżeli wydają się mili!

Też jej to tłumaczyłem, wtrącił Bartek. I nie wolno chodzić dodał.

To mogę pójść?

Powiedziałam przecież, iż tak.

Hurra!!!

Rozumiałam, iż powinnam uciąć wszystkie te głupoty w zarodku, ale nie umiałam. Nikogo nie miałam oprócz Jagody. Żeby radzić się kogoś, chociażby mamy… Słabo ją pamiętam zginęła, kiedy miałam pięć lat, tyle samo, co teraz Jagoda. Chłopiec wpadł do rzeki, nikt nie chciał wejść, ona weszła i uratowała dziecko, ale sama zmarła była chora na cukrzycę i już wcześniej słaba. Jagoda też ma cukrzycę zamartwiałam się, bo to przecież po mnie odziedziczyła.

Do następnego weekendu przeżywałam wiele, ale niepotrzebnie, bo wyszło zupełnie inaczej, niż się spodziewałam. W kinie Bartek przyniósł ze sobą mamę.

Żebyś nie myślała, iż jestem nienormalny mama mnie zareklamuje, zażartował.

Ty właśnie jesteś nienormalny, synku! stwierdziła jego mama z taką czułością, iż widać było, jak go uwielbia.

Kiedy Bartek poszedł z Jagodą po popcorn, pani rzeczywiście zareklamowała go szczerze.

Można na ty? On też wychowywał się bez ojca. Byłam cztery razy mężatką, ostatni mąż był ideałem, Bartek cały w niego. Ale los zdecydował inaczej zmarł na zawał, zanim syna wziął na ręce. Urodziłam przed czasem, nie wiem jak przeżyłam… Pierwsi moi mężowie pomogli, ale… Zostaliśmy w dobrych stosunkach, jeden mnie wciąż kocha, drugi jest orientacji nie po drodze, trzeci za bardzo kochał kobiety. Próbował zastępować Bartkowi ojca, ale ojca nic nie zastąpi. Bartka też dokuczali w szkole chodziłam do nauczycieli, bez efektu. Co nie robił, głupoty na zakład, raz prawie nie stracił życia…

To była interesująca kobieta niewysoka, szczupła, fioletowe włosy, kostium od Reserved, w rękach kryminał Puzyńskiej. Polubiłam ją szczerze.

Nie obawiaj się, on ma dobre serce, puściła mi oczko. A tobie też się, widzę, spodobałaś.

Spłonęłam rumieńcem. Tego mi brakowało! Czułam, iż nie powinnam zaczynać nowego, ale tak żal Jagody…

Po seansie chciałam oddać pieniądze za bilety, ale Bartek zaprotestował.

Jak zapraszam dziewczyny do kina, płacę sam!

Nie podobało mi się to zawsze płaciłam za siebie, by nikogo nie obciążać. A to, iż mu się podobam głupstwa.

Kiedy odwoził nas pod blok, Jagoda spytała:

Tato, a gdzie pójdziemy następnym razem?

Jagoda! upomniałam ją.

Córka ukryła uroczo usta w dłoniach.

Może Muzeum Zoologiczne? Co myślisz?

Super! Mamo, pójdziemy?

Idźcie beze mnie, rzuciłam oschle. Weźcie panią Helenę, ona kocha motyle.

Pierwsza wyszłam z auta chciałam jak najszybciej uciąć tę scenę. Usłyszałam kątem ucha, jak Bartek mówi do Jagody:

Gdy mama nie słyszy, możesz mówić do mnie tato.

Tak Jagoda zyskała niedzielnego tatę. Czasem chodziłam z nimi, czasem puszczałam Jagodę samą, jeżeli dołączała pani Helena. Bartka traktowałam długo podejrzliwie, choć Jagoda wracała pełna zachwytów jaki śmieszny, jaki fajny. Chwilemi udzielał mi się jej zapał, ale nie chciałam do niczego się przywiązywać: przecież to nie tak w życiu wygląda, iż nagle pojawia się książę na białym koniu. Matka Bartka tak go chwaliła, iż czasem myślałam coś tu musi być nie tak? Czy taką kobietę stać, by polecać swojego syna byle komu?

Serce powoli mi miękło. Bartek robił wszystko bardzo delikatnie czekoladki na półce, zawsze pytał o zgodę nim po coś zaprosił Jagodę, łapał wzrok w samochodzie. Ale to właśnie pani Helena najbardziej przypadła mi do gustu mogłabym z nią radzić się o wszystkim, gdyby nie była matką Bartka.

Pewnego dnia zadzwonił, coś marudził o kinie. Jagoda od razu podeszła, szeptem spytała:

To Bartek?

Usiadła zadowolona obok.

Oczywiście, Jagoda się ucieszy, automatycznie odpowiedziałam.

Chwileczkę Zapraszam nie tylko Jagodę, ale Ciebie. Żebyśmy poszli razem. Tak w dwójkę.

Na tle rozległ się głos pani Heleny:

No nareszcie!

Mamo, nie podsłuchuj! Przepraszam, Olesiu… Przepraszam, wiecznie słucha pod drzwiami.

Jagoda szeptem spytała:

Zaprosił cię na randkę do kina?

Roześmiałam się.

U mnie też wielkie uszy. Posłuchaj, Bartek Ja…

Tylko nie odmawiaj, proszę! Jeden szans, obiecuję, będę rycerzem!

Opowiedz jej o oczach, Bartku, powiedz o oczach nie ustępowała pani Helena. To, co powiedziałeś mi, iż ma oczy swojej mamy…

Jakby ktoś oblał mnie lodowatą wodą. Nie rozumiałam co ma do tego moja mama?

Bartek krzyknął na mamę, po czym powiedział:

Olesiu, zaraz podjadę i wszystko wyjaśnię. Mogę?

Wyjaśnienia były mi potrzebne… Chodziłam po pokoju, aż przyjechał, a Jagoda, jakby wyczuwając, rysowała przy stoliku.

Powinienem był od razu się przyznać zaczął. Chciałem, ale od razu mi się spodobałaś A nie chciałem, żebyś myślała, iż robię to z powodu twojej mamy. A jeszcze bałem się… Przecież to przeze mnie ona zginęła

Plątał się, skakał z tematu na temat, patrzył na mnie błagalnie. Trzęsłam się cała, jak wtedy, gdy bałam się, iż Jagoda zniknęła.

Wybaczysz mi?

Nie odezwałam się przez cały jego monolog. Tylko z trudem powiedziałam:

Muszę przemyśleć.

Mamo, wybacz tacie… szepnęła Jagoda.

Bartek spojrzał na nią groźnie, przypominając ich tajną umowę. Potem spojrzał na mnie. Powtórzyłam:

Potrzebuję czasu. Muszę to przemysleć, rozumiesz?

Chciałam zadać milion pytań, ale nie mogłam wydusić słowa. Za to zadzwoniła pani Helena wtedy usłyszałam całą prawdę.

On nie wiedział, iż ona zmarła chroniłam go przed szokiem. Przypadkiem się dowiedział i postanowił was odnaleźć. Tego wieczoru chciał się przywitać, pomóc Ale pokochał cię od pierwszego wejrzenia! Bał się, iż źle zrozumiesz. Nie obwiniaj go próbował udowodnić chłopcom, iż jest mężczyzną, mimo braku ojca. Wszyscy się bali zejść na lód, on poszedł i…

Pani Helena mnie nie naciskała, ale starała się go wybielić. Jagoda za to naciskała mocno:

Mamo, on jest dobry! Kocha cię, sam mówił! Mógłby zostać moim prawdziwym tatą, rozumiesz?

Rozumiałam. Ale czy to nie jest… jakoś niewłaściwe?

Minął prawie miesiąc, nie umiałam się z nim porozmawiać. Nie odbierałam, nie czytałam wiadomości. Im dłużej zwlekałam, tym bardziej czułam, iż bardzo chcę zadzwonić. Ale to stawało się coraz trudniejsze.

Jagoda obudziła mnie w nocy, płakała i narzekała, iż boli ją brzuszek. Już wieczorem Syriuszała się, ale myślałam, iż po kefirze. Teraz gorączkowała nie trzeba było termometru.

Z drżącymi rękami zadzwoniłam po pogotowie, potem nie wiem czemu do Bartka.

Przyjechał z karetką. W domowych spodniach, potargany, zaspany. Pojechał ze mną do szpitala, uspokajał, powtarzał, iż będzie dobrze, choć sam miał drżący głos.

To tylko zapalenie otrzewnej, nie jest tak źle, powtarzał. Na pewno wszystko będzie dobrze!

Sam chwyciłam go za rękę sama nie wiem, po co, czy jego uspokoić, czy siebie. W poczekalni było chłodno, siedzieliśmy blisko, ogrzewając się sobą.

Do lekarza biegł pierwszy, wypytując o zabieg. Ja siedziałam skamieniała gdyby coś się stało Jagodzie, nie przeżyłabym.

Ale wszystko poszło dobrze. Lekarze byli świetni, a Jagoda dzielnie walczyła, choć według nich było krytycznie.

Jakby jakiś anioł ją chronił, powiedział lekarz, a ja szepnęłam: dziękuję ci, mamo!

Bartek dziękował lekarzowi długo, a ten kazał nam wracać do domu do Jagody nie wpuszczają, a rodzicom trzeba odpocząć.

Pod domem czekałam, aż Bartek poprosi by wejść, ale milczał. Powiedziałam wtedy:

Świta już. Chodź, zrobię ci kawę.

Wiedziałam, iż naprawdę tego chcę. Żeby został. Żeby został już na zawsze.

Jagoda dochodziła do siebie niespodziewanie gwałtownie pielęgniarki i lekarze byli tym zachwyceni.

Bo mam mamę i tatę, mówiła z uśmiechem.

Tylko ja i Bartek wiedzieliśmy, dlaczego ona tak się z tego cieszy…

Idź do oryginalnego materiału