Jak podkreśla badacz, współczesna Wielkanoc jest efektem spotkania dwóch odmiennych, ale współtworzących się tradycji. Z jednej strony to święto głęboko zakorzenione w chrześcijaństwie, obejmujące Niedzielę Palmową, Wielki Tydzień, Triduum Paschalne oraz symbolikę śmierci i zmartwychwstania. Z drugiej – to zbiór dużo starszych obrzędów, wywodzących się z kultur rolniczych, dla których początek wiosny oznaczał czas niepewności, ale i odnowy.
W dawnym świecie ludowym wiosna nie była jedynie porą roku, ale momentem granicznym – czasem oczekiwania na nowe plony, odrodzenie przyrody i przywrócenie życiowej energii po zimie. Stąd obecność tak wielu symboli związanych z oczyszczeniem, wodą, ogniem, siłą i witalnością. Przewoźny przypomina, iż w tradycjach wielkanocnych pojawiały się także postacie przebierańców, niedźwiedzi czy koni, które odwiedzały gospodarzy, niosąc dobrą nowinę i symbolicznie zapewniając powodzenie.
Choć wiele z tych zwyczajów wydaje się dziś odległych, część z nich wciąż przetrwała. Etnograf zwraca uwagę, iż przez cały czas można spotkać regionalne formy obrzędów wiosennych, jak siwki w Niepruszewie, żandary na Ławicy czy inne grupy przebierańców funkcjonujące w różnych częściach Wielkopolski. Ich uczestnicy nie zawsze potrafią szczegółowo wyjaśnić znaczenie tych praktyk, ale podkreślają jedno: to tradycja, którą warto kontynuować.
Jednym z najbardziej rozpoznawalnych zwyczajów pozostaje śmigus-dyngus. Jak wyjaśnia Przewoźny, dawniej były to dwa odrębne obrzędy. Śmigus wiązał się z symbolicznym uderzaniem gałązkami, które miało pobudzać do życia i dodawać energii, natomiast dyngus oznaczał oblewanie wodą, rozumianą jako siła oczyszczająca i odnawiająca. Woda miała zmywać to, co pozostało po zimie – zmęczenie, bezruch i symboliczne „zabrudzenie” długim okresem chłodu.
Szczególne miejsce w wielkanocnej symbolice zajmuje również jajko. To jeden z najstarszych znaków nowego życia, odrodzenia i tajemnicy natury. Etnograf przypomina, iż pisanki nie były jedynie ozdobą. Przez wieki przypisywano im znaczenie magiczne – dawano je w prezencie, zanoszono na pola, kładziono w gospodarstwach, a choćby wykorzystywano ich skorupy w działaniach mających przynieść urodzaj i pomyślność.
Zmieniały się także same wielkanocne stoły i koszyczki. Dziś święconka ma w dużej mierze charakter symboliczny, natomiast dawniej święcono znacznie więcej jedzenia – niekiedy całe stoły, a na wsi całe zapasy przywożone do poświęcenia. Było to szczególnie ważne po długim Wielkim Poście i przednówku, kiedy jedzenia brakowało, a świąteczne śniadanie stawało się momentem obfitości, na który czekano tygodniami.
Witold Przewoźny zwraca uwagę, iż polskie tradycje wielkanocne rzeczywiście wyróżniają się na tle Europy, zwłaszcza w swojej słowiańskiej warstwie związanej z wodą, ruchem i żywiołowością obrzędów. Jednocześnie podobne rytuały witania wiosny, przebierania się i odwiedzania domostw spotkać można również w innych krajach europejskich, m.in. w Niemczech, Hiszpanii, we Włoszech czy na Bałkanach.
Nie wszystkie dawne praktyki przetrwały jednak do dziś – i nie wszystkie, jak zaznacza etnograf, powinny wracać. Część z nich miała bardzo surowy, a choćby drastyczny charakter. Inne, jak znane wielu starszym osobom „Boże rany”, czyli symboliczne smaganie dzieci w Wielki Piątek, zachowały się jedynie we wspomnieniach.
Są jednak takie zwyczaje, które mogłyby znów znaleźć miejsce we współczesnym życiu. Przewoźny przywołuje choćby piękną tradycję symbolicznego obchodzenia własnej przestrzeni – domu, ogrodu czy obejścia – i zabezpieczania jej poprzez proste, rytualne gesty, takie jak pokropienie wodą czy zakopanie pisanki. To obrzędy, które miały dawać poczucie ochrony, ładu i związku człowieka z miejscem, w którym żyje.








