Ukryła na dnie torby i przemyciła na plażę - to nie opis przestępczego procederu, a sytuacji we Włoszech. Kobieta na czas wypoczynku nad wodą przyniosła dla siebie i dzieci kanapki. Potem poradziła synowi, by zjadł blisko morza, z dala od wścibskich spojrzeń. Dziecko zostało jednak przyłapane. Włochy na nowo rozgrzewa spór wokół zakazu wnoszenia swojego jedzenia na plaże przy prywatnych ośrodkach.
Wojna o kanapki. Zakaz rozwścieczył Włochów. "Będę robić, co chcę"

Nowy punkt zapalny konfliktu wokół prywatnych ośrodków wypoczynkowych, dominujących na znacznej części włoskiego wybrzeża. Chodzi o "pranzo al sacco", czyli suchy prowiant - opisuje dziennik "The Guardian".
Spór zaognił się po sytuacji, jaka miała miejsce w miniony weekend w Vieste - miasteczku na półwyspie Gargano w Apulii.
Włochy: Kobieta wniosła na plażę kanapki dla siebie i dzieci. Została upomniana
Jak opisuje Luca Pernice, dziennikarz "Corriere della Sera", który akurat przebywał na tej samej plaży, wyjaśnił, iż kobieta o imieniu Rosaria ukryła na dnie torby i przemyciła do jednego z ośrodków przygotowane w domu kanapki dla siebie i dwojga swoich dzieci. Potem plażowiczka zapłaciła za miejsce na leżakach oraz wypożyczyła parasol.
ZOBACZ: Nad jeziorem Como nowy zakaz dla turystów. Wysoka grzywna
Kiedy nadeszła pora lunchu, poradziła swojemu głodnemu synowi, by zjadł kanapki blisko morza, z dala od wścibskich spojrzeń personelu. Chłopiec został przyłapany, a Rosarii przypomniano, że w ośrodku obowiązuje zakaz spożywania własnych posiłków.
- To częste zjawisko na tutejszych plażach - wyjaśnia Pernice. - Ludzie nie chcą być zmuszani do codziennego wydawania pieniędzy w restauracji, nie stać ich na to, więc właśnie tak postępują - opracowują strategię - tłumaczy dziennikarz.
"Będę robić, co chcę". Zakaz oburza Włochów
"The Guardian" zwraca uwagę, iż we Włoszech nie ma przepisów zabraniających gościom prywatnych ośrodków wnoszenia własnego jedzenia i napojów, jednak - jak to miało miejsce w Vieste - właściciele czasami ustalają własne zasady.
- Zapłaciłam 850 euro za cały sezon i wydaję pieniądze w barze - na kawę, lody, granitę - mówi w rozmowie z dziennikiem Beatrice Bordo, która wypożyczyła dwa leżaki i parasol na cały sezon wypoczynku w Montalto di Castro.
ZOBACZ: Mistrz olimpijski prosto z restauracji trafił do szpitala. "Życie wisiało na włosku"
- Nie mogą więc oczekiwać, iż będę wydawać choćby 50 euro dziennie na posiłki w ich restauracji. To nie jest obowiązek. Mogą robić, co chcą w swoim ośrodku, ale ja będę robić, co chcę pod moim parasolem - oburza się plażowiczka.
"Szkodzi wizerunkowi" kontra "wygórowany koszt". Wojna o prowiant plażowiczów
Głos w sprawie zabrał Nicola Ragno, prezes lokalnego oddziału Assoturismo, stowarzyszenia koncesjonariuszy plażowych. Twierdzi on, iż przynoszenie własnego prowiantu "szkodzi wizerunkowi" ośrodków, bo wielu plażowiczów nie ogranicza się tylko do skromnej kanapki.
- W większości przypadków mamy do czynienia z pełnymi posiłkami - makaronami, daniami głównymi, owocami, deserami, napojami - wszelkiego rodzaju jedzeniem - wymienia Ragno w rozmowie z "Corriere della Sera". - Powoduje to problemy związane z higieną, gospodarką odpadami i ogólnym porządkiem, a jednocześnie utrudnia świadczenie usług przez właścicieli lokali, którzy ponoszą znaczne nakłady inwestycyjne i zatrudniają wyspecjalizowany personel - zaznacza Ragno.
ZOBACZ: Tragedia we Włoszech. Ciało 26-letniego Polaka znalezione w basenie
Do debaty włączył się również Antonio Decaro, prezydent Apulii. "Nikt nie może wam zabronić spożywania na plaży jedzenia przyniesionego z domu" - pisze samorządowiec na Facebooku, przypominając o obowiązujących przepisach. "Koszt leżaków i parasoli jest już i tak wygórowany. Morze jest dobrem wspólnym i nie może stać się luksusem" - dodaje.
Prywatne plaże we Włoszech stanowią - w zależności od regionu - od około 20 na Sardynii do 70 proc. w regionie Emilia-Romania i Liguria.
Od lat ruch Mare Libero walczy o wykupienie plaż z rąk prywatnych oraz o to, by plaże publiczne były odpowiednio utrzymywane przez lokalne służby. - W tym właśnie tkwi problem - komentuje Beatrice Bordo, wskazując na plażę nieopodal. - Nie jest ona dobrze utrzymana i brakuje jej udogodnień. Dopóki więc sytuacja w tym zakresie się nie zmieni, zostanę tutaj - mówi o plaży przy prywatnym ośrodku.




