27 kwietnia 2025 dziennik
Spotkać na dworcu nieznajomą, taką jak ona, trudno przewidzieć. Nie wiem, jak ta elegancko ubrana, trzydziestoletnia kobieta przekonała mnie do wróżb. Samo nie pojęcie. Przez ponad dwie godziny siedziałam w jednym przedziale pociągu z Jadwigą, brunetką o modnej fryzurze i sylwetce, której zazdrościłyby niejedne pulchne kobiety. Była uśmiechnięta, gadatliwa, a oczy cóż, nic szczególnego nie dostrzegałam, bo miała na nich ciemne okulary przeciwsłoneczne.
Był szary, pochmurny dzień, kiedy jesienne chmury zasłoniły niebo, a ona nosiła niemal czarne szkła. Mógł to być jedynie sposób, by ukryć worki pod oczami albo siniaka zdarza się, prawda? Szukałam wymówek, by usprawiedliwić jej nietypowy gest, i znalazłam ich mnóstwo, ale ciekawość nie dawała mi spokoju. Nie znałam jej dobrze; jedyne, co wiedziałam, to iż nazywa się Marta i pracuje w branży usług. Pytanie Po co nosi pan tak ciemne okulary w ciemnościach? wydawało się nie na miejscu może ma jakąś wadę wzroku?
Zamilkłam, podtrzymując pustą, nic nieznaczącą rozmowę, typową dla przypadkowych podróżnych. W pewnym momencie Marta, jakby się przemieniła, zaproponowała:
Bogusiu, może wróżę dla Ciebie? moja prababcia była prawdziwą wróżką, nie oszustką jak te współczesne. Chcesz poznać swoją przyszłość? To takie ekscytujące!
Zadrżałam, nie chcąc dowiedzieć się, co mnie czeka. A gdyby?
Dziękuję, Marta, ale nie wierzę w karty, ani w takie wróżby odparłam, starając się brzmieć pewnie, choć uśmiech sąsiadki drżał.
Marta skinęła głową, jakby to było oczywiste, i wyjęła z torby aksamitny woreczek. Na naszym małym stoliku położyła talię kart.
Wtedy zdjąła okulary, odsłaniając dwa ogromne szkła, które kompletnie zasłaniały jej oczy. Serce mi zamarło.
Jak będziesz wróżyć, nie widząc? wyszeptałam przerażona.
Nie martw się, Bogusiu, czuję karty i znam je wszystkie. Nie mam wielu rozrywek w życiu, więc zaczynamy? odpowiedziała, po czym znów założyła ciemne okulary, które przywróciły mi dreszcze.
Zrezygnowałam z myślenia o jej widzeniu i po prostu przyjęłam. Marta rozłożyła karty w krąg, zachowując tradycyjne rytuały, i rzekła:
Odwróć tę najbliżej, pokaże przeszłość.
Wyciągnęłam kartę drżącymi rękami; była zupełnie biała, bez rysunku. Wrzeszcząc w myślach, Marta spojrzała na mnie:
Dziwne. Biała kartka oznacza, iż nie było Cię w przeszłości. Jak to możliwe?
Co to za niezwykła talia? W normalnych kartach tak nie ma próbowałam brzmieć pewnie, ale zimny dreszcz przebiegł mi po plecach. Czy to szaleństwo?
Marta zachęciła:
Spróbujmy jeszcze raz. Wybierz dowolną kartę.
Moim jedynym pragnieniem było jak najszybciej spakować się i wyjść z przedziału, a może choćby wysiąść na najbliższej stacji, by nie słyszeć tego głosu i nie czuć tych niewidzialnych mrowień w głowie.
Zgodnie z jej wolą wzięłam kolejną kartę i odwróciłam ją znowu czysta kartka. Zaczęłam podejrzewać oszustwo i zebrałam odwagę, by zapytać:
Może skończymy? Wszystkie Twoje karty chyba takie same. To żart, który mi się nie podoba.
Marta się zmieszała.
Zapewniam, karty są normalne, rysunek jest delikatnie wytłoczony igłą, czuję go palcami, ale teraz są gładkie. Wierzę, iż to szok. Spróbuj jeszcze raz, weźmy coś z teraźniejszości, bądź odważna!
Wzięłam dwie karty jednocześnie, dotknęłam ich jak się spodziewałam, były czyste, nic nie widać. Rzuciłam je w ręce tajemniczej współpasażerki.
Może przestańmy tę komedię, powiedz szczerze, po co to wszystko?
Marta wyglądała na zagubioną i bladą.
Przysięgam, nie miałam żadnych złych zamiarów, chciałam Cię tylko nieco urozmaicić w drodze. Spróbujmy ostatni raz, na przyszłość
Zirytowana, ale złośliwie powtórzyłam:
No dobra, spróbujmy, i wzięłam następną kartę. Gdy ją odwróciłam, chciałam najpierw pokazać ją Marcie, ale pamiętałam, iż i tak nie zobaczy. Prawie krzyknęłam:
A moja przyszłość jest biała jak kartka. Co z tym zrobić?
Koleżanka przy moim przeciwległym siedzeniu nie tylko zbledła, ale pokryła się nerwowymi plamami.
Czy to znaczy, iż niedługo umrę?
Otworzyłam oczy szeroko, ale nie wtrąciłam się. Zabrałam płaszcz i torbę, spojrzałam w okno pociągu i z irytacją westchnęłam:
Skąd mam to wiedzieć? Wszystko kiedyś się kończy Do widzenia, wysiądę na tej stacji, mam pilną sprawę i wybiegłam z przedziału, nie odwracając się. W głowie kłębiło się: Znowu zrujnowała mi nastrój, znalazła sobie ofiarę na doświadczenia!
Wychodząc na peron, wyjęłam papierosa z paczki i zapytałam przy zadumanym mężczyźnie:
Masz zapalniczkę?
Skinął głową, podając mi zapalniczkę, a potem spojrzał na mnie i jakby opaść na brudny podłogowy dywan. Musiałam się pochylić i sama chwycić zapalniczkę. Zapaliłam i wypuściłam kłębek dymu, co przyniosło ulgę. Drzwi się otworzyły, a zanim ruszyłam w stronę peronu, poprawiłam maskę twarzy, przelotnie spoglądając na przerażonego mężczyznę.
Co to za przyjemność, zobaczyć czaszkę Przepraszam, nie chciałam Cię przestraszyć. Twój czas jeszcze nie nadszedł, a ja jestem na urlopie, po prostu straciłam kontrolę! O, ta jasnowidka, choćby Śmierć ją dostrzega, choć jest ślepa. Nie da się uciec od ludzi mruknęłam pod nosem, ruszając w stronę nieznanego miasta.
Miłego wypoczynku, Bogusiu!

















