Wszystkie chwyty dozwolone Cała rodzina spotyka się w komplecie. Pretekst do zebrania – jak zawsze – jest materialny, choć oficjalnie chodzi o rodzinny obiad. Luba, córka babci Tosi i mama Kati oraz Arka, przekłada w dłoniach babcine szmatki, w które ta zwykła zawijać pieniądze… Babcia już sama niczym nie zarządza, nie poznaje nikogo i nic nie pamięta, ale Luba wciąż według starego zwyczaju chowa jej emeryturę w te same szmatki. — No i znów — lamentuje Luba w stronę zebranych — zniknęły! Dziesięć tysięcy, nie mniej. Nie mogłam się pomylić, sama liczyłam! Gdzie one się podziały? Mamo, pamiętasz ile tam było? Babcia Tosia odwraca się… ale nie do córki, tylko do zdjęcia zmarłego męża. — Och, Pietrek… Ale pięknie… — spogląda na wnuczkę Żenię. — A ty, wnuczko, nie podjadaj moich cukierków, są dla gości… A gdzie jest Arek? W szkole? Luba zwija banknoty. Mama nie pamięta, ile tam było pieniędzy. Ale Luba jest pewna – ktoś kradnie. Choć to wariactwo — przecież do domu wchodzą tylko swoi — ale ktoś najwyraźniej kradnie! I jeszcze u kogo! U starej, bezbronnej osoby… Wchodzi Arek – dokładnie o niego pytała babcia. — O co chodzi, jakby tu stypa była? — pyta, chowając klucze do samochodu. Luba, jego matka, pociąga nosem: — Arkuś, tragedia! Z babcinej emerytury znów zginęły pieniądze… Już od kilku miesięcy chowam jej wypłatę do tej szafki… Ktoś kradnie! Arek ironicznie rozgląda się po obecnych. Jego mama wierzy wszystkim, Arek – nikomu. — Mówisz, pieniądze znikają? — mruży oczy. — To ja wiem, gdzie one znikają! Idzie do przedpokoju i przynosi pasiastą torbę Kati. Nim ktokolwiek mrugnie, Arek rozsuwa suwak i wysypuje zawartość na stary obrus na stole, nie przejmując się okrzykami protestu matki. Wypadają pomadka, klucze, lusterko… i pieniądze. Dużo pieniędzy. Cała sterta pomiętych, ale rozpoznawalnych banknotów – pięć tysięcy złotych w pięćsetkach. — Spójrzcie! — woła Arek, podnosząc banknot. — Gdy wchodziłem, jej torba spadła, sięgam po nią, a tam – pieniądze! Bardzo znajome pięćsetki! Ciocia Gosia, dotąd jedząca sałatkę, natychmiast się zaksztusiła. Na każdym banknocie wyraźnie widać subtelną kreskę niebieskiego długopisu. — Pamiętacie — dodaje Arek — jak miesiąc temu, gdy mama sprawdzała pieniądze, Wojtek machnął po nich długopisem? To te same pięćsetki z babcinej emerytury. Wszystkie spojrzenia skupiają się na Kati. Katka, dotąd wpatrzona w stół jak posąg, drgnęła. — Arek, co ty robisz? — Ja? — burzy się. — Nic! Torba jej upadła, patrzę — a tam pieniądze! Bardzo znajome! Katka wie, iż nie ma czasu z nim dyskutować, musi się bronić. — To nie ja! — podrywa się, przewracając krzesło. choćby babcia odwraca głowę. — Kto krzyczy? — pyta babcia Tosia. — Gdzie moje kapcie? Wszyscy wpatrują się w Katkę. — Katka, córeczko — Luba wstaje — Jak mogłaś? Przecież pracujesz, pomagam ci… Jak możesz kraść od babci? — Mamo, to nie ja! Niczego nie brałam! — A kto? — pyta jadowicie Arek. — Katka, tylko ty tu bywasz przy babci, zajmujesz się nią, jak sama mówisz. Reszta nie ma dostępu do szafki. Mama, owszem, ale matka by tego nie zrobiła. Zostajesz tylko ty. Katka cofa się, jakby bali się, iż ją pobiją. — Przysięgam, choćby nie dotykałam tych pieniędzy! Patrzy na matkę, licząc, iż ta uwierzy. Ale Luba patrzy na nią jak na potwora. — Kłamiesz — szepcze — Jak mogłaś… — Kocham babcię! — Katka płacze — Przecież przyjeżdżałam jej pomóc! Naprawdę nie zabrałam tych pieniędzy! Twarda logika sytuacji jest przeciw niej. Pieniądze z jej torby. Innych podejrzanych nie ma. — No to wszystko jasne — Arek podsumowuje. — Szkoda, Katka. Naprawdę szkoda. Mogłaś po prostu poprosić – dali byśmy ci. Ale kraść od bezbronnej babci… Nikt się tego po tobie nie spodziewał. Tego wieczoru Katkę wyrzucają z domu, a jej życie staje na głowie. Nikt nie chce słuchać, nikt nie rozumie. Matka po ochłonięciu prosi rodzinę o łagodność, ale… — Nie wpuszczaj jej, Luba — syczy ciocia Gosia przez telefon, gdy Luba próbuje wszystko przegadać. — Wyobrażasz sobie ten wstyd? Mama już nie pamięta, ale aż przykro, iż Katka się takim kimś okazała… Luba słucha. Przestaje rozmawiać z córką. Kiedy Katka dzwoni, matka rzuca krótkie: zajęta, potem, nie teraz. Katka próbuje walczyć. Dzwoni do rodziny z różnych numerów, ale kiedy tylko orientują się, iż to ona – odkładają słuchawkę. Próbuje dociec prawdy, ale nikt nie chce z nią rozmawiać ani wpuszczać do babcinego mieszkania. Jedynie matkę udaje jej się wyciągnąć na spotkanie. — Mamo, proszę — niemal błaga Katka — Wiem, brzmi to jak wymówka, ale przysięgam, nie ja! Dlaczego mi nie wierzysz? Matce trudniej niż innym – to przecież córka. — Katka… Mi też jest ciężko. Ale pieniądze były w twojej torbie. Gdybym widziała to sama, może dałoby się zapomnieć, ale rodzina ci nie wybaczy… A mi też trudno to przełknąć. Babcia tyle dla ciebie zrobiła. — Ale ja nie zawiniłam! Może wypadły wcześniej? Może z innej torby? Może ktoś inny je… — Przestań! — ucina matka. — Jesteś moją córką i chcę ci wierzyć, ale fakty! Fakty mówią, iż jesteś złodziejką! Z tym oskarżeniem Luba zostawia córkę samą na mrozie. Nie pozwolono się choćby pożegnać z babcią… Czekała więc, aż wszyscy się rozejdą, po czym pojechała do babcinego mieszkania, licząc, iż zastanie tam mamę. Mama, choć czasem ostra, od czasu do czasu zgadza się rozmawiać. Może teraz się uda? Ale drzwi otwiera Arek. Jest wyższy – musi zadrzeć głowę, żeby spojrzeć mu w oczy. Może dobrze, iż to on tu jest? — Arku, proszę, porozmawiajmy. Ostatni raz. — Katka, ty wciąż żyjesz nadzieją, iż oczyścisz swoje imię? To już niemożliwe — mówi brat. — Lepiej się przyznaj. Może ci wybaczą. Ale Katka nigdy nie przepraszała za coś, czego nie zrobiła. — Nie. Chcę znać prawdę. Może pomyliłeś się wtedy? Może pieniądze wypadły z innej torby? Z kieszeni? Przypomnij sobie… Nagle wzrok Arka twardnieje. — Pomyliłem się? Serio, Katka, taka jesteś naiwna? — pochyla się do niej. — Oczywiście, iż wiem, iż nie kradłaś. Sam ci je do torby wrzuciłem. Przez chwilę świat jej się zatrzymuje. — Co?… — tylko to jest w stanie wydusić. — Tak właśnie było. — Ale po co? — Katka nie dowierza. — Po co to zrobiłeś? Pozbyłem się rywalki. — W walce o spadek, siostrzyczko, wszystkie chwyty dozwolone. Babcia miała może z pół roku życia, sama widziałaś. Mieszkanie już dawno przepisane na mamę, żeby nie było kłopotów z notariuszem. I tu pojawił się problem. Mama jest… sentymentalna. Chciała przepisać mieszkanie na ciebie. Katka wciąż nic nie rozumie. — Ale dlaczego? — Bo, droga Katuniu — cedzi przez zęby — codziennie wpadałaś do babci. Karmiłaś ją, sprzątałaś, czytałaś jej książeczki, których i tak nie rozumiała. Wnuczka idealna. Mama to widziała i miękła. Uważała, iż zasłużyłaś… A ja? Nie jestem wnukiem? Nie zasłużyłem? Więc postanowiłem po prostu z tobą wygrać. — Nie chodziło mi o mieszkanie! — Katka krzyczy przez łzy — Chciałam pomóc babci! Kochałam ją! On parska śmiechem. — Daj spokój, Katka. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. Ty – chciałaś zgrywać ofiarę, iż taka z ciebie kochana wnuczka, żeby dostać wszystko. A ja cię przechytrzyłem. 1:0 dla mnie. A iż Katka milczy, podsumowuje sam. — Teraz jesteś złodziejką. Mama się ode mnie nie odwróci, bo jestem idealnym synem. Ty — przekreślona córka. I mieszkanie oczywiście jest moje, bo ty nie masz tu choćby prawa wejść bez awantury. — Jesteś podły — wypluwa Katka. — Cóż, tak to jest. Cześć, siostrzyczko. Spadek przyjęty. Otwiera drzwi wejściowe. Katka się nie rusza. Przydałoby jej się mieszkanie – wynajem drogi, zakup niemożliwy. Ale ona kochała babcię. Pamięta, jak babcia Tosia, choćby w zamroczeniu, pogłaskała ją po policzku i szepnęła: „Dziękuję, iż przyszłaś, kochanie. Jesteś jak mój Pietrek”. A teraz, żeby oczyścić imię, trzeba udowodnić, iż Arek kłamał. Ale jak? W ogóle nie ma jak. Wychodząc, zamyka drzwi. Wie, iż za rok każdy już zapomni, iż nigdy nie była złym człowiekiem. Wszyscy zapamiętają jedno: Katka okradła umierającą babcię. Arek już wygrał. I świętuje swoją wygraną.

naszkraj.online 17 godzin temu
Wszystkie chwyty dozwolone Rodzina zebrała się w komplecie. Jak zwykle powód był finansowy, choć oficjalnie udawano, iż chodzi o rodzinny obiad. Lidia, córka babci Teresy oraz mama Agnieszki i Pawła, przekładała w dłoniach babcine chusteczki, w które ta zawijała pieniądze… Babcia już od dawna nie była w stanie zarządzać swoimi pieniędzmi niczego nie pamiętała i […]
Idź do oryginalnego materiału