Robiłam wyrzuty mężowi, iż mieszka w moim mieszkaniu. W pewien weekend spakował się i odszedł.
Niedawno z rodziną wybraliśmy się do małej wsi pod Krakowem i tam usłyszeliśmy ciekawą opowieść. Oto ona. Była sobie Aniela, była żona Zbigniewa. Ich małżeństwo trwało ponad dwadzieścia lat. Nie znam wszystkich szczegółów, tylko tyle, ile opowiedzieli mi miejscowi.
Po ślubie rodzice Anieli podarowali młodym mieszkanie w Krakowie. Wtedy Zbigniew pracował przy produkcji mebli w hali stolarskiej, a Aniela była urzędniczką. Zarabiali całkiem nieźle, wystarczało im na wszystko. Zbigniew był złotą rączką i sam remontował mieszkanie.
Mieli jedno dziecko, syna o imieniu Bartosz. Chłopak był raczej trudny kapryśny i zbyt pewny siebie. Matka pozwalała mu na wszystko, a ojciec próbował go wychować. To było powodem częstych kłótni. Zbigniew uważał, iż Bartosz powinien być odpowiedzialny i samodzielny.
Gdy Bartosz był jeszcze dzieckiem, ojciec uczył go majsterkowania, prostych napraw uważał, iż każdy powinien umieć sobie radzić w życiu. Początkowo syn był zainteresowany, ale gwałtownie mu się znudziło.
Aniela miała inne podejście mówiła Bartoszowi, iż nie musi się przemęczać, iż wystarczy mieć głowę na karku i wszystko dostanie. Rozpieszczała go drogimi prezentami. To sprawiło, iż Bartosz stał się leniwy i przyzwyczaił się, iż wszystko przyjdzie samo.
Takie podejście odbiło się na małżeństwie. Zbigniew i Aniela coraz częściej się sprzeczali. Tymczasem Bartosz skończył liceum i poszedł na studia do Warszawy. Rodzice opłacali mu wszystko, ale chłopak zaniedbywał naukę i zbierał marne oceny.
I co teraz? złościł się Zbigniew. On nic nie chce robić! Wszystko masz podane na tacy. Teraz jeszcze mam mu załatwić pracę?! Niech zostanie Twoją dzidzią na zawsze!
Nie przesadzaj, to też Twój syn odpowiadała Aniela.
Może i mój, ale zaraz będzie pełnoletni! Pozwól mu chodzić własnymi ścieżkami. Ostrzegałem Cię, ale nie chciałaś mnie słuchać. Wychowałbym z niego mężczyznę, ale nie pozwoliłaś. Teraz masz, co wychowałaś.
Ty też nie jesteś święty! Mieszkasz w moim mieszkaniu od tylu lat, nie masz własnego! Myślisz, iż to takie proste? Praca Ci nie przeszkadza, a wymagasz ode mnie nie wiadomo czego. Nie będziesz mnie pouczał!
To mieszkanie dostaliśmy jako wspólny prezent ślubny od Twoich rodziców! Zrobiłem tu porządny remont, sam wszystko urządziłem. Ułożyło się nam, niewielu ma tak dobrze. A Ty jeszcze masz pretensje?
Aniela tylko westchnęła i wyszła z pokoju. Po tej awanturze ich relacje się pogorszyły. Bartosz trzymał stronę matki i nie reagował, gdy ojciec prosił o pomoc. Cały czas był zajęty swoimi sprawami. Zbigniew poczuł się niepotrzebny.
W jeden weekend spakował się cicho i wyjechał. Okazało się, iż przez lata zbierał pieniądze (odkładał każdą złotówkę), żeby kupić własny dom na wsi. Marzył o spokojnej starości nad Wisłą, daleko od miejskiego zgiełku. Zamieszkał w naszej okolicy. Dokończenie budowy zajęło mu kilka miesięcy. Poznał wdowę, panią Jolantę. Dwa lata później zamieszkali razem.
Co słychać u byłej żony i Bartosza? Nigdy nie odezwali się do Zbigniewa, nie zadzwonili, nie napisali. Tak już bywa… Czasami to, co wydaje nam się nasze na zawsze, może odejść; warto szanować innych, zanim będzie za późno.
