Pod jarzmem matki
W wieku trzydziestu pięciu lat Wioletta była cichą, nieco zastraszoną kobietą. Nigdy nie miała chłopaka, choć od lat pracowała jako księgowa. Po studiach zasiedziała się na swoim stanowisku i choćby nie marzyła o zmianach.
Nie dbała o siebie specjalnie nosiła obszerne ubrania, była nieco pulchna, zawsze ze smutnym spojrzeniem i ustami wygiętymi w dół. Matka Wioletty, Krystyna, urodziła ją w wieku osiemnastu lat nie do końca wiadomo, od kogo, bo córka ojca nie poznała nigdy. Dorastała na wsi u babci. Szkołę skończyła tam na miejscu, do matki przeprowadziła się dopiero na studia.
Podczas gdy Wiola rosła na wsi, Krystyna bawiła się w mieście zabawa i faceci na każdym kroku, choć pracować też potrafiła. Zmieniała panów jak rękawiczki, była piękna i beztroska. Do wsi wpadała raz w miesiącu (czasem w dwa), rzucała córce jakąś zabawkę i znikała. Babcia była surowa, więc Wioletta nie widziała miłości czy czułości ani u babci, ani u matki.
Do dziś Wiola mieszka z matką w mieszkaniu. Krystyna, pięćdziesiątka z plusem, prezentuje się jak gwiazda wiecznie młoda, szczupła, kosmetyki za połowę pensji, gabinety urody i czasem randki. Córka zupełne przeciwieństwo.
Wioletta po pracy oddała papiery koleżance, która miała ją zastępować podczas urlopu, i wyszła z biura.
No to mam ten mój urlop pomyślała i wypłatę urlopową w portfelu. Szkoda, bo zaraz mama mi wszystko wybierze. I znów urlop w domu. Jak ja mam tego dość. Dlaczego nie potrafię się postawić, przecież już dawno nie jestem dzieckiem, a matka trzyma mnie jak na łańcuchu. Zawsze żąda pieniędzy do ostatniego grosza, choćby własną pensją nie mogę rozporządzać. Ani śladu światła w moim życiu
Otwiera drzwi do mieszkania, a tam na korytarzu już czatuje Krystyna.
W końcu jesteś rzuca matka dostałaś kasę za urlop? Dawaj tu.
Dostałam odpowiada cicho córka. Zaraz ci dam, tylko rozbiorę się.
Na rozbieranie się będzie czas później
Wiola grzebie w torebce, szukając portfela.
Jezus Maria, chodzisz z takim badziewiem, jak stara babcia. Nie wstyd ci z taką torbą? atakuje matka.
Wiola aż się zatrzymała, łzy napłynęły jej do oczu.
Skąd mam pieniądze na nową, skoro wszystkie mi zabierasz? wyrwało się z niej, sama nie wierząc, iż śmie się sprzeciwić.
Torba to pół biedy, ty sama wyglądasz jak zaniedbana kluska. Schudnij wreszcie i zadbaj o siebie! Wstyd się z tobą gdziekolwiek pokazać.
Wstyd? wybucha Wioletta A kraść moje pieniądze ci nie wstyd? I tak nigdzie z tobą nie chodzę już krzyczała, po czym wybiegła z mieszkania.
Łzy zamazywały jej wzrok, więc wybiegła na schody, potem na podwórko, siadła na ławce i schowała twarz w dłoniach. Ile tak siedziała nie wiadomo, nagle słyszy głos:
Wiolu, co tu siedzisz? podnosi głowę, widzi starszą sąsiadkę Annę Zawadzką z bloku obok. Płaczesz? Anna siada obok, łapie ją za rękę Co się stało, aż tak źle?
Wiola nie wytrzymała wszystko opowiedziała Annie.
Mama zabiera mi całą kasę, sama kupuje sobie kosmetyki i ciuchy, ja chodzę w starych szmatach. Sama sobie winna zawsze byłam miękka, babci nie umiałam się postawić, matce też nie. Moja mama jest przewrażliwiona i złośliwa Anna kiwa głową, a Wioli robi się wstyd.
O matko, co ja mówię o własnej matce Pewnie pomyśli pani, iż jestem plotkara, choć nieudacznica to trafnie
Anna znała Krystynę, nigdy jej nie szanowała, a na Wiolę zawsze patrzyła z litością. Wiedziała, iż córka jest pod butem.
Dobra, Wiolu, skończ panikować, czas dorosnąć, zadbać o siebie.
Jaka ze mnie kobieta, pani Aniu Nikt mnie nigdy nie kochał, sama siebie też nie, nikomu nie jestem potrzebna
Słuchaj, musisz natychmiast wyprowadzić się od matki Wiola patrzy na sąsiadkę przerażona.
Gdzie ja się wyprowadzę? Nie wystarczy mi pensji na wynajem. Matka się wścieknie, urlopowe muszę jej oddać, teraz mnie tylko zabolało, iż się tak rzuciła, więc wyszłam
No to mówisz, iż masz urlopowe, a ona jeszcze ci nie zabrała? Nie przejmuj się matką, ona sobie poradzi, kasy jej nie brakuje. Myśl o sobie. Mogę dać ci dach nad głową mam dom na działce za miastem. Ostatni prezent od mojego nieżyjącego męża. Zbudował go własnymi rękoma, myślał, iż będzie tam długo żył No, ale Akurat masz urlop, tam sobie posiedzisz, nie chcę od ciebie grosza.
Pani Aniu, nie boi się pani wpuścić mnie do siebie? pyta Wiola.
Co ty, dziecko, bredzisz? Znam cię nie od dziś. Poczekaj chwilę, przyniosę ci klucze i adres, dam też swój numer telefonu.
Wiola dojechała na dworzec, kupiła bilet na pociąg podmiejski i usiadła przy oknie, celując wzrokiem w pasażerów. Gdy pociąg stękał na peronie, patrzyła na ludzi krążących tu i tam. Nigdy nie wyjeżdżała z miasta dom i praca, zero zmian. Nikt jej nie zauważał. Uspokoiła się, patrząc na krajobrazy za oknem. Wyszła na odpowiedniej stacji. Działka niedaleko, klucz pasował otworzyła i weszła.
Ogarnęła ją cudowna cisza, siadła w starym fotelu.
Boże, jak tu cicho Jak dobrze być samej Nieznany świat ciszy i wolności myślała.
Matka ani nie narzeka, ani nie komentuje. Na stole pilot przełączyła na jakąś rozmowną audycję. Zwykle Krystyna nie dawała oglądać, od razu przełączała na swoje barytony, nie licząc się z córką.
Ty sama jesteś dziwna i takie programy oglądasz! śmiała się matka, nie pozwalała dyskutować, od ręki wyzywała ją.
Wiola nie śmiała pyskować, coraz bardziej spuszczała głowę, gdy matka rzucała epitetami. choćby nie przyszło jej do głowy, żeby matkę postawić do pionu.
Zbadała dom, włączyła lodówkę, włożyła tam paczkę pierogów, kawałek sera i jogurt wszystko przydybała w sklepie przed pociągiem.
Odkroiła porcję pierogów, najadła się na zapas i poczuła spokój.
Ależ dobrze być samej! pomyślała rozmarzona.
Nagle dzwoni telefon matka.
Co, uciekłaś? Widziałam, jak plotkowałaś z Anną na ławce. Odpocznij, spróbuj sobie życia. Jeszcze przybiegasz, zobaczysz. Słuchasz obcych ludzi, a to ci nie pomoże. Jesteś nieporadna i bez samodzielności. Przepadniesz beze mnie
Wiola przerwała rozmowę, wiedząc, iż zaraz polecą obelgi. Co dziwne, nie bolało ją to. Wieczorem zadzwoniła Anna Zawadzka.
Wiolu, jak tam się urządziłaś? Rozejrzałaś się?
Tak, pani Aniu. Dziękuję!
Jutro przyjedzie do ciebie mój siostrzeniec, Stefan. Przywiezie twoje rzeczy.
Jakie rzeczy?
Krystyna przyniosła wielką reklamówkę i mówi: „Skoro zabrałaś moją córkę, to bierz jej rzeczy!”
Dobrze, pani Aniu. Poznam Stefana?
Ach, sam się znajdzie wysoki, w okularach, szukać nie trzeba.
To nie będzie kłopot?
Wiola, przestań pytać jak dziecko, zacznij wreszcie żyć i pokochaj siebie. Czas zadbać o siebie, kupić nowe rzeczy, jesteś ładna, tylko się zapuściłaś No to do jutra!
Nad trawą błyszczała rosa, w oddali szczekał pies, śpiewały ptaki
Wiola zaczęła myśleć nad słowami sąsiadki, podeszła do lustra.
Faktycznie, jeżeli spojrzeć osobno: oczy mam ładne, choć smutne, włosy gęste, tylko wiecznie mam kok na czubku jak babcia. Czas schudnąć, matka miała rację.
Nowy dom, nowy sen spała jak zabita. Pierwszy raz od dawna. Rano zobaczyła, jak przez zasłonę wpada światło, słońce świeci. Otworzyła okno. Na trawie brokat rosy, daleko pies szczeka, ptaki śpiewają.
Jak cudownie, co za piękny poranek! myśli i przeciąga się.
Szybko usiadła na werandzie z kawą znalezioną w szafce. Potem telewizor, potem pomyślała: zmienię pracę, wynajmę mieszkanie. Z działki do miasta jeździć za daleko. O matce ani słowa, serce szybciej bije z ekscytacji, iż zacznie nowe życie.
W końcu będę żyć po swojemu, bez matki jej rozważania przerwało ostrożne pukanie.
Ojej, kto to? przestraszyła się, otworzyła drzwi.
Za progiem stoi wysoki facet w okularach, z wielką torbą.
Dzień dobry uśmiechnął się serdecznie jestem Stefan, pani Wioletta?
Tak, dzień dobry, zapraszam Wiola puściła go do środka.
Ciocia Ania kazała przywieźć pani rzeczy i pomóc. Może coś trzeba załatwić, samochód mam na podjeździe. Nie krępuj się, Wiolu. Ciocia opowiadała mi, iż jest pani bardzo nieśmiała. Znam trochę pani historię przez ciocię.
I tak Wiola poznała swojego przyszłego męża. Stefan zakochał się w niej szybko, zwłaszcza iż jego pierwsze małżeństwo było porażką. Wiola też się zakochała, nagle zmieniła się nie do poznania znikał nieśmiały krok i przygaszone spojrzenie. Schudła, chciała być piękna dla Stefana. Odwiedziła salon, tam ją odmienili, choćby nie wiedziała, iż można tak się zmienić.
Czy to na pewno ja? śmiała się do lustra, oczy jej lśniły.
Stefan zabrał ją do miasta, do swojego mieszkania.
Wiolu, zawsze marzyłem o takiej kobiecie jak ty serdecznej, prawdziwej, troskliwej. Nie będziemy się bawić w podchody, jesteśmy dorośli. Wyjdź za mnie!
Wiola zgodziła się bez namysłu, wiedziała, iż ze Stefanem jej się poszczęściło. Byli do siebie podobni. Ślub był cichy, skromny, zaprosili choćby Krystynę. Ta oczywiście zaczęła docinać przy stole, ale Anna Zawadzka gwałtownie ją uciszyła. Krystyna wyszła zaraz po obiedzie, nikt nie zauważył, a córka choćby nie poczuła żalu.
Stefanowi Wiola przypadła do gustu. Patrzył na nią zakochany i myślał:
Prędzej czy później szczęście trafia się każdemu, tak samo nam z Wiolą.
Wkrótce Wiola spodziewała się dziecka była podwójnie szczęśliwa. Może i późne szczęście, ale jednak przyszło. Najważniejsze, iż znalazła w sobie siłę, by zmienić swoje życie. Odżyła nie tylko po wyglądzie, ale i od środka, bo w końcu pokochała siebie i Stefana.
Dziękuję za przeczytanie, subskrypcję i wsparcie. Powodzenia!








