Zagubiony List do Świętego Mikołaja: Historia małego Szymka z Warszawy, którego marzenia spełnili nieznajomi – wzruszająca opowieść o dziecięcej nadziei, dobroci i magii świąt Bożego Narodzenia

newskey24.com 10 godzin temu

List
Tomasz wracał z pracy, śnieg przyjemnie skrzypiał pod butami, a w myślach powracało dzieciństwo. Zjazdy na tornistrze z górki, rzucanie się śnieżkami, lizanie sopli lodu to było złote, beztroskie czasy…

Nagle usłyszał dziecięcy płacz. Rozejrzał się i zobaczył chłopca w brązowym płaszczyku i szarej czapce siedzącego na ławce. Chłopiec płakał, wycierając łzy rękawem.

Tomasz podszedł bliżej.
Chłopcze, zgubiłeś się? Czemu płaczesz?
Zgubiłem list… Niosłem go w kieszeni, patrzę a tu już nie ma… zaszlochał jeszcze mocniej.
Nie płacz, znajdziemy go razem. Co to za list? Mama kazała ci zanieść na pocztę?
Nie… To ja napisałem. Do Świętego Mikołaja… Mama nie wie…
No to masz pecha… Ale wiesz co? Napisz jeszcze raz.
Nie zdążę już odpowiedział ze smutkiem nie dojdzie na czas…
Słuchaj, leć już do domu, bo robi się ciemno, a ja poszukam twojego listu. Umowa stoi?
Dobrze… A jeżeli go pan znajdzie, to naprawdę pan wyśle?
Obiecuję, na pewno! Wiem, iż Święty Mikołaj czyta wszystkie listy. choćby jak się zgubią, i tak wszystko wie.
Chłopiec otarł twarz rękawem i pobiegł do domu.

Biedak pomyślał Tomasz. Pisał, tak się starał i takie nieszczęście.
Tomasz uśmiechnął się, wspominając, jak sam znajdował prezenty pod choinką i wierzył, iż Święty Mikołaj czytał jego listy. Jak dawno to było…
Już niedługo jego synek też zacznie pisać podobne prośby, choć teraz ma dopiero cztery lata.
Tomasz ruszył dalej, rozglądając się uważnie, ale nigdzie nie było listu. Żal mu było chłopca pewnie prosił o coś ważnego, miał nadzieję…

Nagle dojrzał róg koperty wystający ze śniegu. Wyciągnął ostrożnie to był ten list! Papier był wilgotny, więc Tomasz delikatnie schował go do torby.
W domu żona Małgorzata kończyła przygotowywać kolację, a synek Marcin bawił się samochodzikami. Tomasz uwielbiał wracać do swojej zgranej rodziny i ciepłego mieszkania.

Gosiu, wyobraź sobie mówi idę właśnie i widzę na ławce chłopca, może z osiem lat, płacze jak bóbr. Zgubił list do Świętego Mikołaja. I wiesz co, ja go znalazłem. Chodź, przeczytamy razem, co tam napisał…
Tomasz wyjął z torby kopertę, napisaną dziecięcym pismem: „Do Świętego Mikołaja od Janka Nowaka”.

Otworzymy? Jestem ciekawa, o co prosił powiedziała Małgosia.
Otwierajmy. I tak ten list nie zdążyłby dojść dalej niż do poczty…
Tomasz ostrożnie rozprostował kartkę w kratkę i zaczął czytać na głos:

„Drogi Święty Mikołaju! Pisze do Ciebie Janek Nowak, ul. Kościuszki 14. Mam dziewięć lat i chodzę do trzeciej klasy. Lubię grać w piłkę nożną i biegać z kolegami.
Mieszkam z mamą Ireną i babcią Zofią. Niedawno przeprowadziliśmy się do starego domku, który dobzi ludzie pozwolili nam wynajmować.
Wcześniej mieszkaliśmy z tatą w innym mieście. Tata pił wódkę i bił mamę. Często mi też się dostawało. Mama z babcią to mama taty ciągle płakały, razem ze mną. Było nam bardzo źle z tatą. Uciekliśmy razem z babcią.
Święty Mikołaju, proszę Cię, pomóż mojej mamie znaleźć nową pracę. Myje podłogi, ale nie powinna się schylać, bo bolą ją plecy. I podaruj mamie nową sukienkę, bo jej stara się już porwała. Mama jest wysoka i szczupła i bardzo ładna!
Babci, proszę, przywieź lekarstwa na stawy, bo ma chore kolana i ciężko jej chodzić, choć nie pozostało stara. Babcia marzy o ciepłym szlafroku, bo zawsze jej zimno. Jest niska i drobna.
A ja najbardziej chciałbym piękną choinkę z lampkami i kolorowymi bombkami. Mama zawsze ją ubierała i wtedy był u nas świąteczny nastrój. Dopóki tata nie wrócił pijany i nie przewrócił choinki…
Bardzo na Ciebie czekam, kochany Święty Mikołaju.
Janek Nowak.”

Tomasz spojrzał na żonę. W oczach Małgosi zabłysnęły łzy.

Rany, jakie to wzruszające… Biedny chłopak. Uciekli od pijaka, a teraz nie starcza im na nic… Tak mało dzieci prosi o coś dla mamy i babci, a nie tylko dla siebie. Poza choinką nie poprosił o nic własnego…
Widać, wiele wycierpieli… Dobrzy z nich ludzie matka nie zostawiła teściowej. A może spełnimy marzenie Janka, Małgosiu? Co myślisz?
Byłoby cudownie, Tomku. Sama wiem, co to znaczy żyć z ojcem alkoholikiem… Wiesz, mama tyle lat nie potrafiła odejść… Dopiero po jego śmierci nastał spokój.
U nas w pracy potrzeba kogoś do pomocy w recepcji przypomniał sobie Tomasz. Zarobki porządne, a podłóg zmywać nie trzeba. Może twoja Irena się nada?
Pożyczymy od Kowalskich stroje Mikołaja i Aniołka, pójdziemy z prezentami do nich. Niech Janek wierzy w cuda. Kupimy babci lekarstwa, które potrzebowała moja mama. Znajdziemy ciepły szlafrok i dla mamy ładną, tanią sukienkę jej rozmiar podobny do mojego. Bierzemy porządne, ale nie drogie, i bombki na choinkę. Przecież przed świętami są przeceny.
Pieniądze mamy, więc czemu nie zrobić dobrego uczynku, Tomku?
Jestem jak najbardziej za! Dobrze, iż jesteś taka serdeczna, Małgosiu…

Tomasz objął żonę. Największe szczęście porozumienie w rodzinie i wspólne dobro.

Następnego dnia Małgosia wybrała prostą, ale elegancką zieloną sukienkę, puszysty szlafrok w kolorze pudrowego różu, lekarstwa dla babci, sporą paczkę cukierków, mandarynki i ozdoby na choinkę. Tomasz kupił jeszcze tani telefon dla Janka pewnie takiego nie miał.
Pożyczyli od znajomych stroje Świętego Mikołaja i Aniołka, a Tomasz jeszcze dokupił niewielką sztuczną choineczkę.

Przebrani, spakowali prezenty w duży worek, Tomasz zapakował choinkę do samochodu i ruszyli pod adres z koperty. Mały Marcin został z babcią.

Domek był stary, płot przekrzywiony, ale w oknie świeciło się światło. Tomasz wziął choinkę, Małgosia worek. Cicho weszli na podwórko i zapukali.

Kto tam? otworzyła wysoka jasnowłosa kobieta, około trzydziestki to musiała być Irena, mama Janka.
Na widok Mikołaja była wyraźnie speszona.
My nie zamawialiśmy wizyty… Chyba się państwo pomylili…
Tu mieszka Janek Nowak?
Tak, to mój syn…
Mamo, kto tam? z pokoju dobiegł dziecięcy głos i wybiegł Janek w dresach i swetrze.
Święty Mikołaj!
Witaj, Janku! Dostałem Twój list i jesteśmy tutaj z Aniołkiem. Możemy wejść?
Mamo, on dostał mój list! Ten pan dotrzymał słowa i wysłał go! Jak cudownie! Zapraszam! zawołał szczęśliwy chłopak.

Irena się uśmiechnęła i zaprowadziła ich do środka. Z pokoju wyszła drobna starsza pani babcia. Kiedy Janek zobaczył choinkę, oczy mu się rozświetliły z radości.

To dla nas choinka? Piękna, pachnie świętami!
Tak, Janku, każdemu dziecku należy się choinka. Tu są bombki i lampki, sami powiesicie. Mam też worek prezentów, ale najpierw powiedz wierszyk albo zaśpiewaj jakąś kolędę, tak każe tradycja Mikołaja!
Tomasz starał się brzmieć jak prawdziwy Święty Mikołaj.

Janek był wyraźnie zaskoczony, więc przez moment nie mógł nic sobie przypomnieć. Patrzył na Mikołaja z zachwytem i lekkim niedowierzaniem.
Janku, wiem, iż jesteś dzielny, bardzo kochasz mamę i babcię, jesteś wzorowym uczniem i im pomagasz. Dlatego dostaniesz wszystko, o co prosiłeś. Wyciągaj prezenty z worka!
Janek spojrzał pytająco na mamę, a ona skinęła głową. W końcu ostrożnie wsadził rękę do worka… Najpierw wyciągnął szlafrok w kartonie z czerwoną kokardą.
Babciu, to dla Ciebie! Napisałem w liście!
Dla mnie? Ależ to piękne… wzruszyła się babcia, narzuciła szlafrok i zawiązała leży idealnie!
Dziękuję, Święty Mikołaju i Aniołku! Nigdy takiego nie miałam.
Potem Janek podarował mamie sukienkę i babci lekarstwa. Obie patrzyły na prezenty z niedowierzaniem.

Na końcu Janek znalazł wielką torbę ze słodyczami i mandarynkami, a na wierzchu pudełko z nowym telefonem.
Dla mnie? Telefon? Mój własny? Super… Święty Mikołaju, dziękuję z całego serca! Wierzyłem w Ciebie i się nie zawiodłem!
Zdrowych i pogodnych Świąt dla całej waszej rodziny! My już musimy iść…
Tomasz i Małgosia zebrali worek i pożegnali się. Janek przyglądał się wymarzonemu telefonowi, próbował go otworzyć.

W drzwiach pojawiły się mama i babcia.
Proszę powiedzieć, kim jesteście? Skąd pani zna Janka?
Znalazłem jego list i wraz z żoną chcieliśmy sprawić mu radość. Proszę przyjąć to z życzliwością. Macie cudownego synka.
Tu ma Pani wizytówkę szukamy kogoś do pracy w sekretariacie, będzie Pani idealna na to stanowisko, jeżeli tylko chce Pani spróbować.
Bardzo dziękuję… To wszystko takie niezwykłe… Janku jest dziś najszczęśliwszym dzieckiem, czekał na cud i doczekał się dzięki Wam…

Tomasz i Małgosia wracali do domu milcząc, przepełnieni radością, iż mogli sprawić komuś święta i dziecięcą radość.
Bo podarować komuś euforia zwłaszcza dziecku, które naprawdę jej potrzebuje to największy prezent. I choćby najdroższe pieniądze nie dadzą tego poczucia spełnienia i ciepła w sercu, które daje dobro. Warto pomagać, bo dobro zawsze wraca.

Idź do oryginalnego materiału