Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć o historii, która mną totalnie wstrząsnęła. To opowieść Mateusza gościa, który włożył całego siebie w cudze marzenie, a na końcu okazało się, iż jest tam nikim, tylko elementem wystroju, który należy już wynieść. Przypomina to trochę, jakbyś wybudował komuś pałac, a potem ktoś wręczył Ci zimne buty i kazał spadać, jak tylko zawiesisz ostatnią firankę.
Wyobraź sobie luksusową dzielnicę w Warszawie. Wszędzie szklane witryny, nowe restauracje i ten świeży zapach farby. Mateusz, facet jakieś trzydziestki, w roboczych ciuchach, poleruje szklaną witrynę nowego butiku. Widać, iż zmęczony, ale cholernie dumny. On nie jest tylko budowlańcem, on tym miejscem żył, i oddał ostatni grosz, żeby wszystko ruszyło.
I nagle podchodzą do niego Jagoda, jego dziewczyna, ubrana jakby wybiegła z pisma modowego, i jej matka, pani Beata, z tego typu spojrzeniem, iż mróz cię przechodzi po plecach.
Mateusz zerka na Jagodę, cały rozpromieniony:
Wszystko gotowe, kochanie. Każdy szczegół jest dokładnie tak, jak sobie wymarzyłaś. Jutro mamy wielkie otwarcie!
A tu kubeł lodu. Pani Beata przesuwa się bliżej, patrzy na Mateusza jak na brud pod butem:
My? Proszę Cię, nie rozśmieszaj mnie cedzi przez zęby, tak iż aż się ciarki robią. Jesteś tylko wykonawcą. Twoja część się skończyła. Zabieraj narzędzia i znikaj, zanim pojawią się prawdziwi goście.
Mateusz zamiera. Szuka wzrokiem u Jagody jakiejś reakcji, iż może ją postawi na miejscu:
Serio? Jagoda, przecież włożyłem w to wszystkie oszczędności. Zrobiłem to dla nas.
Jagoda tylko odwraca wzrok, a potem patrzy na niego obojętnie, lodowatym wzrokiem:
Bądźmy poważni, Mateusz. Nie wpisujesz się w wizerunek tej marki. Mama ma rację, czas się pożegnać.
I tu coś w Mateuszu pękło. Ból miesza się z takim lodowatym spokojem. Sięga do kieszeni, wyciąga nowoczesny pilot niepozorny, ale dorobił się go sam.
Chyba zapomnieliście, kto montował tu system alarmowy i całą elektrykę, mówi cicho, z kciukiem nad czerwonym guzikiem.
Beata się krzywi: I co z tego? Wyłączysz światło? Zaraz weźmiemy elektryka i wszystko wróci do normy.
Mateusz patrzy jej prosto w oczy.
Nie. Nie tylko zamontowałem system. To mój patent. Ten butik to inteligentny budynek, a cały kod należy do mojej firmy. Plus nie podpisaliśmy umowy przekazania praw. Pani podpis? Brak.
Zdecydowanym ruchem wciska guzik.
Rozlega się głośny trzask. Ciężkie rolety ochronne spadają, odcinając widok z zewnątrz, gasną światła, a drzwi zamykają się na elektroniczny zamek. Dosłownie z luksusowego butiku w sekundę robi się pancerny schron.
Zwariowałeś?!, krzyczy Jagoda, szarpiąc klamkę. Za godzinę mamy tu aperitif dla inwestorów! Otwórz natychmiast!
Mateusz wkłada pilot do kieszeni, łapie za skrzynkę z narzędziami.
Nie pasuję do Waszego imageu? To także i moje technologie są tu zbędne. Jutro mój prawnik wyśle rachunek za wykorzystanie mojej własności. A na razie cieszcie się mrokiem. Z imprezy nic nie wyjdzie.
Wychodzi z podniesioną głową, ignorując ich krzyki. A pod drzwiami już zbiera się tłum ludzi w garniturach, patrzących na zamknięte pudełko, które jeszcze chwilę temu było całym światem Jagody.
I co? Nigdy nie lekceważ tego, kto postawił fundamenty pod Twój sukces. Bez niego zostaje tylko kupa drogich gruzów.
A powiedz mi szczerze co Ty byś zrobił na miejscu Mateusza? Odezwij się, jestem mega ciekawy! Zanim Mateusz zniknął na dobre, zatrzymał się jeszcze na chwilę, odwrócił i rzucił przez ramię, tym razem już spokojnie:
Zawsze pamiętajcie, kto naprawdę daje życie miejscom. I komu zawdzięczacie swój start.
Później przeszedł przez tłum, który rozstępował się przed nim, nie wiedząc jeszcze, czy są świadkami końca, czy początku czegoś większego.
Wieczorem, w małym barze na Pradze, Mateusz siedział przy oknie z kawą, wreszcie w absolutnej ciszy i spokoju. Na jego telefon spłynęło powiadomienie: Nowa wiadomość oferta współpracy. Po dzisiejszym pokazie zainteresowały nas Pana rozwiązania technologiczne. Może zrobimy coś razem?
Uśmiechnął się pod nosem.
Nie zawsze dostaniesz to, czego pragniesz czasami życie daje Ci znacznie więcej, tylko musisz się odważyć zamknąć jedne drzwi, żeby ktoś inny otworzył przed Tobą kolejne.








