Włożyłem wszystko w jej marzenie, a i tak stałem się zbędny na jej własnej uroczystości
Czasem budujemy pałace dla tych, którzy gotowi są wyprosić nas za drzwi, gdy tylko zakończą się prace wykończeniowe. Ta historia Pawła jest bolesnym przypomnieniem, iż miłość i biznes to mieszanka wybuchowa gdy jedna strona kocha, a druga tylko korzysta.
Scena 1: Finał długiej drogi
Prestiżowa dzielnica Warszawy, połysk wystawowych szyb, zapach świeżo malowanych ścian. Ja, Paweł trzydziestolatek w roboczych ubraniach z troską wycieram szklaną witrynę nowego butiku. Uśmiecham się dumnie, choć jestem zmęczony. Nie jestem po prostu budowlańcem. Wydałem ostatnie złotówki, by to marzenie się spełniło.
W moją stronę zmierzają Jagoda elegancka, odziana w drogi jedwab wraz ze swoją matką, której spojrzenie mrozi krew w żyłach.
Scena 2: Złudzenie szczęścia
Odwracam się do ukochanej, moje oczy błyszczą:
Wszystko gotowe, kochanie. Każdy szczegół wygląda dokładnie tak, jak sobie wymarzyłaś. Jutro wreszcie otwieramy!
Scena 3: Zimny prysznic
Matka Jagody podchodzi bliżej, lustrując mnie z jawną niechęcią.
My? Nie rozśmieszaj mnie syczy. Jesteś tylko wykonawcą i twoja praca dobiegła końca. Spakuj narzędzia i znikaj, zanim zjawią się prawdziwi goście.
Scena 4: Cios w plecy
Zamieram. Spoglądam na Jagodę, mając nadzieję, iż się za mną wstawi.
Mówisz serio? Jagoda, włożyłem w to wszystkie oszczędności! Wszystko dla nas!
Jagoda unika wzroku, po czym patrzy na mnie zimno, zupełnie obca:
Bądźmy poważni, Paweł. Nie pasujesz do wizerunku tej marki. Mama ma rację, czas żebyś ruszył dalej.
Scena 5: Punkt bez powrotu
Wszystko we mnie pęka, zostaje lodowaty spokój. Sięgam powoli do kieszeni i wyciągam nowoczesnego pilota.
Zapomnieliście, kto montował tutaj całą automatykę i instalował elektrykę mówię cicho, z kciukiem zawieszonym nad czerwoną kropką.
Matka Jagody krzywi się z satysfakcją:
I co z tego? Wyłączysz światło? Sprowadzimy fachowca i w godzinę wszystko będzie działać.
Patrzę jej prosto w oczy:
Nie tylko montowałem tę instalację ją zaprojektowałem i opatentowałem. To inteligentny budynek, a prawa autorskie należą do mojej firmy. Ponieważ nie podpisaliśmy umowy o przekazaniu praw własności…
Naciskam z impetem przycisk.
Słychać głośny klik. Ciężkie rolety żaluzjowe opuszczają się z hukiem, szczelnie zasłaniając witryny i drzwi. Gasną światła. Rozlega się stuk elektronicznych zamków budynek staje się stalową twierdzą.
Co ty wyprawiasz?! krzyczy Jagoda, szarpiąc za klamkę. Za godzinę zaczyna się koktajl dla inwestorów! Natychmiast to otwórz!
Spokojnie chowam pilota i chwytam swoją skrzynkę z narzędziami.
Skoro nie pasuję do waszego wizerunku, to i moje instalacje są wam zbędne. Jutro mój adwokat prześle fakturę za wykorzystanie mojej własności intelektualnej. A póki co życzę przyjemności w ciemności. Imprezy nie będzie.
Odwracam się i wychodzę, nie reagując na ich krzyki. Przed wejściem gromadzą się już goście w garniturach, zdezorientowani, dlaczego miejsce, które do niedawna było spełnieniem marzeń Jagody, jest teraz niedostępną skrzynią.
Morał: Nigdy nie lekceważ tego, kto stworzył fundament twojego sukcesu. Bez niego całe twoje dzieło to tylko warte fortunę śmieci.
Cóż, dziś wiem jedno: własnej wartości nie warto oddawać w cudze ręce.








