„Zatrzymamy się u ciebie na jakiś czas, bo nie mamy pieniędzy na wynajem mieszkania!” – powiedziała …

twojacena.pl 20 godzin temu

Wyobraź sobie tę sytuację właśnie moja dobra koleżanka zadzwoniła do mnie i mówi: Słuchaj, nie mamy złotówki przy duszy, nie możemy sobie pozwolić na wynajem mieszkania, czy moglibyśmy się u ciebie na trochę zatrzymać?. No i wyobraź sobie, jak mnie to zaskoczyło!

Wiesz, ja zawsze trzymam fason Mam już swoje lata dokładnie 65 ale jakoś się nie poddaję. Uwielbiam podróżować, a ciągle mam w sobie mnóstwo energii i ciekawości, żeby poznawać nowych ludzi i zwiedzać nieznane miejsca. Gdy wspominam młodość, to łza mi się w oku kręci i uśmiech pojawia na twarzy wtedy wakacje były inne, można było tak po prostu pójść na pociąg i polskim morzem cieszyć się do woli! Biwaki na Mazurach z paczką, rejsy barką po Wiśle I to wszystko za grosze, dosłownie parę złotych wystarczało, żeby mieć najlepsze lato.

Teraz to już raczej wspomnienia na stare zdjęciach. Ja całe życie lubiłam poznawać ludzi czy to na plaży w Sopocie, czy w teatrze w Warszawie. I tak poznałam moją przyjaciółkę Ludmiłę. Spędziłyśmy razem jedne wakacje w pensjonacie nad Bałtykiem. Zżyłyśmy się, a potem trochę pisałyśmy do siebie.

Pewnego dnia dostałam telegram wyobrażasz sobie, telegram! bez podpisu, tylko kilka słów: Pociąg przyjeżdża o trzeciej rano. Spotkaj się ze mną!. No nie wiedziałam, kto to napisał, więc oczywiście nie poszłam na ten dworzec z mężem. Ale o czwartej nad ranem słyszę dzwonek do drzwi. Otwieram, a tam Ludmiła, ze swoimi dwiema córkami Jagodą i Malwiną babcią Heleną i jeszcze facetem, chyba jej szwagrem. Cała gromadka, z walizkami i torbami, jakby wprowadzali się na stałe!

Zdziwiłam się nieziemsko, ale w końcu wpuściliśmy ich do mieszkania. Ludmiła patrzy na mnie z wyrzutem:
Dlaczego nie przyszłaś na dworzec? Telegram przecież wysłałam, a to kosztuje!
Ludmiła, przecież nie wiedziałam, kto go wysłał!
A adres mi przecież podałaś, więc jestem!

Dopiero wtedy wyjaśniła, iż Jagoda skończyła właśnie technikum w Zabrzu i zamierza aplikować na studia na Uniwersytecie Jagiellońskim, a cała rodzina przyjechała, żeby jej pomóc w przeprowadzce i się zaaklimatyzować.

No i wtedy padło:
Będziemy u ciebie mieszkać, bo nie stać nas ani na wynajem, ani na hotel!

Byłam naprawdę oszołomiona. Przecież choćby nie jesteśmy rodziną na tyle bliską, żeby zamieszkać razem! A tu nagle musimy ich gościć, gotować trzy razy dziennie. Przywieźli trochę pierogów i chleba, ale choćby nie ruszyli palcem w kuchni, wszystko musiałam przygotowywać ja obiady, śniadania, kolacje.

Po trzech dniach miałam już dość, więc zebrałam się na odwagę i powiedziałam Ludmile jasno i otwarcie, iż muszą się wyprowadzić. Nieważne dokąd, ale u mnie już miejsca nie było.

Nagle zrobiła się istna awantura Ludmiła zaczęła się rzucać, trzaskać talerzami i wrzeszczeć na cały blok. Jeszcze teraz mam ciarki na plecach, jak to wspominam.

W końcu cała ekipa się spakowała i wyobraź sobie, chyba zabrali mi mój ulubiony szlafrok z Łodzi, kilka ręczników i choćby duży garnek, który dostałam od mamy! Do dziś nie wiem, jak go wywieźli przecież go pilnowałam! Ale garnek zniknął jak kamfora.

Tak zakończyła się nasza przyjaźń. I powiem ci szczerze całe szczęście! Nigdy więcej się do mnie nie odezwały, choćby kartki na święta. Ja już teraz ostrożniej podchodzę do nowych znajomości, bo naprawdę nigdy nie wiadomo, na kogo się trafi. Może to zabrzmi śmiesznie, ale od tamtej pory wolę poznawać ludzi na spacerze z psem, niż wpuszczać ich do mojego domu!

Idź do oryginalnego materiału