ŻYCIE W PORZĄDKU
Iwona, zabraniam ci kontaktować się z twoją siostrą i jej rodziną! Oni mają swoje życie, my mamy swoje. Znowu dzwoniłaś do Pauliny? Skarżyłaś się na mnie? Ostrzegałem cię. Sama potem nie miej pretensji Wiktor mocno chwycił mnie za ramię.
Jak to zwykle bywało w takich sytuacjach, cicho wycofałem się do kuchni. W oczach stanęły gorzkie łzy. Nigdy nie żaliłem się siostrze na moje życie. Po prostu rozmawialiśmy. Mieliśmy już podstarzałych rodziców, było o czym rozmawiać, co omawiać. Ale Wiktora to strasznie drażniło. Nienawidził mojej siostry Pauliny. U niej w domu panował spokój i dostatek. O naszym domu trudno było tak powiedzieć.
Gdy brałam ślub z Wiktorem, nie było szczęśliwszej dziewczyny w całej Polsce. Wiktor oszołomił mnie swoją namiętnością. Zupełnie nie przeszkadzało mi to, iż był ode mnie cały głowę niższy. Nie zwracałam uwagi choćby na jego matkę, która na weselu ledwo stała na nogach. Później wyszło na jaw, iż teściowa była alkoholiczką z wieloletnim stażem.
Oczarowany miłością, nie zauważałem niczego złego. Jednak już po roku małżeństwa zacząłem poważnie wątpić w moje szczęście. Wiktor mocno pił, wracał do domu pijany jak bela. Potem zaczęły się ciągłe zdrady. Pracowałem jako pielęgniarz w szpitalu. Zarobki mizerne. Wiktor wolał całodobowo spędzać czas z kolegami od kieliszka.
Nie miał zamiaru utrzymywać mnie. jeżeli na początku marzyłem o dzieciach, teraz wystarczała mi jedynie opieka nad rasowym kotem. Zupełnie przestałem marzyć o dzieciach z alkoholikiem. Choć… Wciąż kochałem Wiktora.
Ty głupia Iwona! Zobacz, wokół ciebie kręci się tyle mężczyzn, śmieją się do ciebie, a ty trwasz przy tym swoim karle! Co w nim widzisz? Chodzisz ciągle posiniaczona od jego „wybryków”. Myślisz, iż nikt nie widzi twoich „panda-oczu” pod grubą warstwą pudru? Odejdź od niego, zanim w złości cię zabije, dziewczyno ostrzegała mnie koleżanka z pracy.
Tak, Wiktor często dawał upust swojej agresji, bił mnie bez powodu. Kiedyś pobił mnie tak, iż nie byłem w stanie pójść na dyżur, a do tego zamknął mnie w mieszkaniu i zabrał klucz.
Od tamtej pory panicznie się go bałem. Dusza się kurczyła, serce szalało na myśl o tym, jak Wiktor przekręca klucz w zamku. Wydawało mi się, iż mści się na mnie za to, iż nie dałam mu dziecka, za to iż nie jestem dobrą żoną, za wszystko… Dlatego nie broniłem się przed przemocą i obelgami, przyjmowałem upokorzenia w milczeniu. Dlaczego wciąż go kochałem?
Pamiętam, matka Wiktora, niemal jak wiedźma, powtarzała:
Iwonko, słuchaj się męża, kochaj go całą sobą, zapomnij o swojej rodzinie i przyjaciółkach, bo sprowadzą na ciebie nieszczęście.
I ja zapominałem o przyjaźni, nie odwiedzałem rodziny, byłem podporządkowany Wiktorowi. Byłem w całości pod jego władzą.
Podobało mi się, kiedy Wiktor po ostrych awanturach płakał i błagał o przebaczenie, klękał, całował mnie po rękach. Pogodzenia były słodkie, baśniowe. Wiktor obsypywał nasze łóżko świeżo zerwanymi płatkami róż. Wtedy czułem się jak w niebie leżałem na chmurach, dosięgając raju. Wiedziałem jednak, iż Wiktor zrywa te róże u kolegi-pijaka z podwórka. Jego żona z troską pielęgnowała kwiaty, a mąż po kryjomu oddawał je za bezcen, innym jak on. Kobiety rozczulały się nad otrzymanymi różami i wybaczały swoim menom.
…Pewnie całe życie pokornie trwałbym przy Wiktorze. Za każdym razem mój iluzoryczny raj roztrzaskiwałby się w drobny mak, a ja znów próbowałbym go posklejać. Ale z pomocą przyszedł przypadek
Zostaw Wiktora, mam z nim syna. Ty i tak jesteś bezpłodna. Oddaj go dla szczęścia mojego dziecka tymi słowami nieznajoma kobieta bezpardonowo zażądała, bym ustąpił.
Nie wierzę! Wyjdź stąd, póki grzecznie proszę! wykrzyczałem do niespodziewanej gościni.
Wiktor się wypierał, jak mógł.
Przysięgnij, iż to nie twój syn! wiedziałem, iż nie potrafi się wyrzec swojego dziecka.
Nic nie odpowiedział. Wszystko zrozumiałem…
Iwona, nigdy nie widziałem cię radosną. Problemy? ordynator naszego szpitala, doktor Marian Górski, dotąd wydawał się nie zauważać mojej osoby. A nagle takie zainteresowanie.
Wszystko w porządku zawstydziłem się przed przełożonym.
To dobrze, jeżeli wszystko jest poukładane. Wtedy życie jest piękne powiedział tajemniczo doktor Marian.
…Dyrektor szpitala kiedyś miał żonę i córkę. Plotki głosiły, iż rozwiódł się, bo żona go zdradziła. Teraz Marian mieszkał sam. Miał czterdzieści dwa lata. Z wyglądu dość przeciętny, okularnik, łysiejący i bardzo niski. Mimo pozorów, zbliżając się, roztaczał wokół siebie taki zapach, iż serce aż miękło. Jego perfum miał w sobie coś przyciągającego afrodyzjak, jakby stworzony tylko dla niego.
Nie dało się oprzeć urokowi doktora Mariana. Uciekałem przed nim, bo bałem się własnych uczuć. Po jego słowach ciągle nad sobą rozmyślałem. „To dobrze, jeżeli wszystko jest w porządku”. Takie proste słowa, a jak trafiły w samo sedno. W moim życiu panował przecież chaos, a lata uciekały i nie szło powiedzieć „stop” i wszystko na spokojnie uporządkować.
…Odszedłem od Wiktora, wróciłem do rodziców. Mama bardzo się zdziwiła:
Iwonko, co się stało? Mąż cię wyrzucił?
Nie. Później wam wszystko wyjaśnię, mamo wstyd mi było przyznać, jak wyglądało moje małżeństwo.
…Potem dzwoniła do mnie matka Wiktora, bluzgała, przeklinała, oskarżała. Ale ja już nabrałem powietrza, wyprostowałem się, poczułem się wolny. Dziękuję Marianowi…
Wiktor był wściekły, groził, szukał mnie wszędzie. Nie wiedział, iż na zawsze stracił nade mną władzę.
Wiktorze, nie trać na mnie czasu, lepiej zajmij się swoim synem. Jestem ci już niepotrzebny. Odwróciłem naszą kartę życia. Żegnaj powiedziałem bardzo spokojnie.
W końcu wróciłem do siostry Pauliny, do rodziców. Odzyskałem siebie, przestałem być marionetką z cudzych rąk.
Przyjaciółka od razu zauważyła zmianę:
Iwona, nie poznaję cię! Wypiękniałeś, masz śmiech w oczach, aż promieniejesz! Jak panna młoda!
A doktor Marian oświadczył mi się:
Iwona, wyjdź za mnie! Obiecuję, iż nie pożałujesz. Mam tylko jedną prośbę mów do mnie po imieniu. Imienia używamy tylko w pracy.
A kochasz mnie, Marianie? zdziwiłem się.
Wybacz, zapomniałem, iż kobiety lubią słowa. Tak, chyba cię kocham. Ale bardziej wierzę w czyny odpowiedział całując mnie w rękę.
Zgadzam się, Marianie. Chyba też cię pokocham nie mogłem uwierzyć swojemu szczęściu.
…Minęło dziesięć lat.
Marian codziennie udowadniał mi swoją miłość. Nie padał na kolana, nie rzucał się ze słowami, tylko czynami zdobywał moje serce. Opiekował się mną, dbał o mnie, kochał. Potrafił zaskakiwać niezwykłymi męskimi gestami. Wspólnych dzieci się nie dorobiliśmy może naprawdę byłem tym „pustokwiatem”. Ale Marian się tym nie przejmował, nigdy nie wypomniał, nie zranił słowem.
Iwona, widocznie nam pisane być tylko we dwoje. Mam ciebie i to mi wystarcza mówił za każdym razem, gdy dopadał mnie smutek.
Córka Mariana podarowała nam wnuczkę, Zosię. To ona została naszym najukochańszym dzieckiem.
…A Wiktor? Totalnie się stoczył, wódka go zgubiła i opuścił ten świat przed pięćdziesiątką. Jego matka czasem mija mnie na bazarze, rzuca groźne spojrzenia, ale jej nienawiść nie jest w stanie mnie zranić. Po prostu szkoda mi jej.
Za to u mnie i u Mariana wszystko jest w porządku. Życie jest piękne.
