Andrzej nie poznawał swojej żony – nie rozumiał, co się z nią dzieje. Wiera zawsze sprzątała, gotowała, prasowała, a teraz przestała wykonywać swoje obowiązki. Andrzej delikatnie zapytał, o co chodzi, a Wiera odpowiedziała: – Tyle lat was obsługuję, mogę choć trochę odpocząć! Mężczyzna podejrzewał, iż Wiera kogoś sobie znalazła, więc postanowił sprawdzić rzeczy żony. Nagle, w torebce Wiery, Andrzej znalazł tajemniczy list

newskey24.com 6 godzin temu

Andrzej nie poznawał swojej żony nie rozumiał, co się z nią dzieje. Byli ze sobą siedemnaście lat i przez ten czas nic takiego nie miało miejsca zawsze była pogodna, wyrozumiała, nie wdawała się w spory i niczego przed nim nie ukrywała. Dlatego właśnie kiedyś ją wybrał. Rano gotowała owsiankę albo jajecznicę, po pracy od razu zabierała się za przygotowywanie obiadu. W każdą niedzielę prasowała dokładnie piętnaście koszul po jednej na każdy dzień dla niego i dwóch ich synów. Synowie częściej nosili po dwie-trzy, bo do takiej schludności, jaką odznaczał się Andrzej, trudno było ich przekonać.

Od blisko dwóch tygodni na śniadanie była kasza lub kanapki, a Weronika namawiała, by każdy sam sobie coś przygotował. Na kolację, w najlepszym razie, Andrzej i chłopcy znajdowali w lodówce wczorajszy obiad, a czasem tylko kartkę: Wracam po dwudziestej pierwszej, zagotujcie pierogi.

Przez pierwsze dni Andrzej tłumaczył to sobie konferencją naukową, którą organizował instytut Weroniki, ale konferencja dobiegła końca, a codzienność nie wracała do dawnych norm.

Z początku ostrożnie zapytał, w czym rzecz, na co Weronika odparła:

Naprawdę nie mogę mieć swojego życia? Tyle lat was obsługuję, czy nie mogę choć raz odetchnąć?!

Oczywiście, możesz, o co chodzi odparł Andrzej.

Chciał dopytać, jak długo potrwa to chwilowe lenistwo, ale nie odważył się. A czas płynął, Weronika coraz częściej znikała: a to do kina, a to do teatru, na jakąś wystawę rzeźb. Niepokoiło go również, iż w szafie żony pojawiały się coraz śmielsze sukienki, a rano zamiast szykować śniadanie, malowała rzęsy i usta. Andrzeja ogarnęły podejrzenia czyżby Weronika miała kogoś innego?

Było mu wstyd za takie myśli, ale niepokój paraliżował go do tego stopnia, iż zaczął śledzić żonę i przeszukiwać jej rzeczy. Przejrzał jej telefon, wydatki na karcie, choćby zajrzał do torebki. W niej właśnie znalazł list schowany w kieszeni, stary i lekko przyblakły, wyglądał na często czytany. Były to słowa pełne tęsknoty i miłości. Weroniko, tak bardzo za Tobą tęsknię, brak mi słów, by opisać, jak ciężko znoszę rozłąkę. Słyszę Twój głos wszędzie, wypatruję Twój uśmiech, ale go nie odnajduję

Czytać to było mu przykro. jeżeli ten list był tak zniszczony, romans trwał już długo a to bolało jeszcze bardziej. Czy całe ich małżeństwo było więc jednym wielkim kłamstwem?

Milczał przez trzy dni, pogrążony w ciężkich myślach. W głowie miał tylko pytania ile pokus on sam oparł się przez te lata, nigdy nie zdradził żony, a ona W końcu, wybuchł.

Wiem o wszystkim rzucił zgaszonym głosem.

Ale o czym? zapytała zaskoczona żona.

Ton Weroniki był spokojny, jedynie lekko zdziwiony. Ale Andrzeja to nie zmyliło przecież czytał ten list, tutaj nie mogło być pomyłki.

Masz kogoś nie zapytał, tylko stwierdził.

Weronika wybuchła śmiechem.

Co za bzdury, Andrzeju. Na pewno żartujesz?

Gdyby się przyznała, popłakała może byłoby mu choć odrobinę lżej, ale tak

Czytałem ten list! wykrzyknął. Za kogo mnie masz? Nie mogę się doczekać dnia, kiedy znów będziemy razem, naszym duszom przeznaczone jest iść razem przez życie… Po prostu wstyd!

A Weronika roześmiała się jeszcze głośniej, co Andrzeja tylko zirytowało.

Mówisz serio? zapytała.

A ty?

Patrzył na nią spode łba, ciężko oddychając.

Znaczy, grzebałeś mi w torebce?

Tak.

I czytałeś list?

Tak.

I nie pamiętasz, iż to ty go napisałeś?

Jak to? Andrzej nie od razu pojął sens jej słów.

Napisałeś go do mnie, kiedy byłeś na delegacji, a ja zostałam z małym Staszkiem w domu. Naprawdę nie pamiętasz?

Chyba rozpoznałbym swój charakter pisma! Nie pisałbym takich słów!

Weronika westchnęła, stanęła na stołku, z najwyższej półki wyjęła pudełko i położyła je na łóżku. Wyjęła kopertę i podała Andrzejowi.

Proszę, popatrz. Wtedy miałeś kontuzjowaną prawą rękę i pisałeś lewą.

Andrzej spojrzał na kopertę rzeczywiście, jego imię, inny adres, nieznane pismo. Czyżby to naprawdę napisał on? Miał mglistą pamięć o urazie na budowie, faktycznie wtedy źle upadł. Było to możliwe?

Po co więc nosisz ten list przy sobie? zapytał posępnie.

Psycholog mi poradziła odpowiedziała spokojnie Weronika.

Psycholog?

Tak. Wiesz Andrzeju, mam dość. Całe życie obsługuję was, trzech facetów. Swojego życia nie znam, odkąd urodził się Staszek. choćby słowa dziękuję od was rzadko kiedy słyszę! Kwiaty dostaję tylko na Dzień Kobiet, a słowa miłości? Już choćby nie pamiętam, jak one brzmią. Jestem kobietą i nie taką znowu starą. Złapałam się na tym, iż myślałam o rozwodzie. Ale mamy dobrą rodzinę, to cenię. Poszłam więc do specjalistki, ona doradza mi różne rzeczy, a ja je próbuję wprowadzać.

Wyznanie Weroniki zaskoczyło Andrzeja. Rozwód? Ona naprawdę chciała odejść?

I co, to działa? zapytał.

Czasem uśmiechnęła się.

A te listy po co?

Żeby przypominały mi o naszej miłości.

Andrzej skinął głową. Musiał się nad tym zastanowić. Wyszedł na balkon. O tej sprawie już więcej nie rozmawiali.

***

Nazajutrz, gdy Weronika wstała, w domu panował nietypowy rozgardiasz, a powietrze pachniało wanilią. Zaskoczona weszła do kuchni.

Starszy syn smażył jajecznicę. Młodszy układał na talerzach placuszki z twarogu. Na stole stał wazon z jej ulubionymi frezjami.

Co tu się dzieje? zapytała zdziwiona.

Dzień dobry, mamo powiedział młodszy. Zrobić ci herbatę czy kawę?

Nie mogła uwierzyć własnym oczom ani uszom.

Kawę… odparła.

Jajecznicę czy placuszki?

Placuszek…

Męża nie było, ale Weronika domyślała się, kto za tym stał. Gdy zjadła pierwszy kawałek, Andrzej wszedł do kuchni z kartką papieru.

Dzień dobry, kochanie!

Co to? spytała.

Nowy list uśmiechnął się Andrzej. Może teraz naprawdę pomoże.

Weronika uśmiechnęła się, i od tej pory wszystko zaczęło się układać. Oczywiście, nie co ranek czekało ją takie śniadanie cuda się nie zdarzają aż tak często. Ale czasem się zdarzały. Do kina też już nie chodziła sama Andrzej z chęcią dotrzymywał jej towarzystwa. Ich małżeństwo zostało uratowane.

Bo czasem trzeba się zatrzymać, spojrzeć na siebie nawzajem i przypomnieć sobie, dlaczego kiedyś postanowiliśmy być razem. Czasem jedna szczera rozmowa i odrobina serca mogą zmienić wszystko.

Idź do oryginalnego materiału