Bad idea! Czyli dlaczego mam playlistę do obcinania włosów

popkulturowcy.pl 9 godzin temu

Większość z nas ma prawdopodobnie przynajmniej kilka playlist, których słucha zamiennie w zależności od okazji. Na lato, na rower i na ponure dni, bo przecież niezależnie od tego, jak jest smutno, zawsze może być gorzej. Niektóre playlisty trudno zdefiniować – mają po prostu ten klimat, który kojarzy nam się z konkretną emocją. Na przykład z uczuciem rewolucji, jakie potrafi przynieść nowa fryzura.

Nie byłam u fryzjera od 2019 roku. Pamiętam dokładnie, bo było to chwilę przed pandemią. Czasem wracają flashbacki dawnego życia, np. kiedy w czeluściach zimowej kurtki znajdę zagubioną maseczkę albo w Rossmannie mijam półkę z odkażaczami do rąk. W każdym razie – nie byłam u fryzjera od 2019 roku, a mimo to, miałam na głowie już prawie wszystko. Blond, czarny, brąz, rudy, trochę niebieskiego, prostą grzywkę, curtain bangs, do ramion, do brody, proste i kręcone.

Odkąd pamiętam, uwielbiałam sama kombinować z włosami. Podcinanie końcówek poprawiało mi humor. Smutna niedziela? Nie ma problemu, trochę krótsze włosy i od razu miałam poczucie nowości i sprawczości. Często je też farbowałam, bo jak inaczej miałam zasygnalizować, iż zaszła we mnie jakaś wewnętrzna zmiana? Czekać, aż ludzie sami się zorientują? Nikt nie ma tyle czasu.

źródło: kadr z serialu Fleabag

Na studiach zaczęłam angażować w ten rytuał też inne osoby. Jako aktywność na zacieśnienie więzi czy coś w tym rodzaju. Czasami, kiedy poznawałam kogoś nowego, pytałam: „hej, a może chcesz mi obciąć włosy?”. Wszyscy byli chętni. I być może wątpili w swoją decyzję, stojąc nade mną z nożyczkami w rękach, ale zachęceni moim „Tnij!”, cięli. Często o wiele krócej niż sobie wyobrażałam. A jednak za każdym razem byłam zachwycona.

Obcinanie lub malowanie włosów stało się dla mnie wydarzeniem. Dlatego też zrobiłam playlistę, żeby wprawić się w odpowiedni nastrój. Tak w końcu działa muzyka – nadaje naszemu życiu soundtrack, tak aby nie było wątpliwości, która scena jest smutna, która wesoła, a która zwiastuje życiową rewolucję. I tak na playliście znalazły się piosenki takie jak Party In The U.S.A., przy której czułam się, jakbym miała zaraz zdjąć perukę i ogłosić światu, iż tak naprawdę to ja przez cały ten czas byłam Hannah Montaną. Przy Teenage Dirtbag mogłam łamać zasady – np. te dotyczące czasu trzymania odżywki na włosach. What Makes You Beautiful? Na pewno nie ten rozjaśniacz, który masz właśnie w rękach, ale hej, rób swoje.

Jeśli często zmieniacie fryzury, wiecie zapewne, z jakim uczuciem świeżości się to wiąże. I nie zrozumcie mnie źle – zdaję sobie sprawę, iż w wielu przypadkach, szczególnie kiedy eksperymentowałam z kolorami, konkretne włosy wcale mi nie pasowały. Ale teraz już wiem, iż blond chciałam tylko na 22 urodziny, żeby poczuć się jak Taylor Swift w teledysku do 22 i już do niego nie wrócę. Wiem, iż rudy stanowił wyraz mojej licealnej sympatii do Eda Sheerana i iż grzywka, którą niektórzy mi odradzali, była jednym z moich najbardziej błyskotliwych pomysłów.

Być może mocne przyciemnianie włosów 2 dni przed wycieczką do Paryża nie sprawiło, iż zdjęcia były lepsze, ale wiecie co? Nieprzespana noc na lotnisku i mój brak doświadczenia organizacyjnego też wcale nie wpłynęły na nie za dobrze. Nie mam jednak wątpliwości, iż kiedy nakładałam farbę na włosy, a w tle leciało Best Song Ever, bawiłam się wyśmienicie.

Nie byłabym sobą, gdyby ta prozaiczna czynność nie stała się w mojej głowie metaforą życia. No bo czy nie ma w tym lekcji? W tym, iż istnieją w życiu decyzje, których konsekwencje realizowane są dłuższy czas, ale jednak są odwracalne, przy odrobinie cierpliwości i olejowania dwa razy w tygodniu. A czasami, podejmując ryzyko (w granicach rozsądku!), można zyskać nieco nową osobowość i poczucie, iż coś zawsze można zrobić.

źródło: kadr z serialu Kochane kłopoty

Ach, no i wspomnienia. Oglądając zdjęcia ze spotkań z grzebieniem i farbą, możemy od razu przypomnieć sobie, w jakiej erze naszego życia zostały one zrobione. Z kim się trzymaliśmy, o czym marzyliśmy, jak wyobrażaliśmy sobie moment, w którym jesteśmy teraz. Fryzura staje się wizytówką danego rozdziału.

Kolorowy napój w plastikowym kieliszku z flamingiem. Koszula, która nie wiem, jak znalazła się w mojej szafie, ale nadawała się świetnie jako fartuch fryzjerski. I jazda. Co złego może się stać? Najwyżej nauczę się upinać włosy trochę inaczej. Zacznę je kręcić albo prostować. Pofarbuję je jeszcze raz. Kupię perukę. Może jednak pójdę do fryzjera.

A z czasem odrosną. Zawsze odrastają.


Fot. główna: kadr z serialu Przyjaciele

Idź do oryginalnego materiału