CZY JA O TYM ZAPOMNĘ? NIEPRAWDOPODOBNE! – Pola, musimy porozmawiać… Pamiętasz moją nieślubną córkę, Nastkę? – mąż mówił tajemniczo, co zawsze mnie niepokoiło. – Pamiętam? Jak mogłabym zapomnieć! Co się stało? – usiadłam na krześle, gotowa na złe wiadomości. – choćby nie wiem, jak ci to powiedzieć… Nastka błaga, żebyś zabrała jej córkę, czyli moją wnuczkę – mąż był wyraźnie zakłopotany. – A niby czemuż to, Szurek? Gdzie mąż Nastki? Zjadł głowę z makiem? – coraz bardziej mnie to intrygowało. – Wiesz, Nastce zostało mało czasu. Męża nigdy nie było. Jej mama dawno wyszła za Amerykanina, mieszka w USA. Z Nastką nie rozmawia, są w wielkiej kłótni. A innych bliskich nie ma. No i prosi… – Szurek patrzył w podłogę. – I? Co zamierzasz zrobić? – ja już wiedziałam, jak postąpić. – Pytam ciebie, Pola. Jak powiesz, tak będzie – Szurek uniósł wzrok na mnie. – Fajnie, Szurek. Nagrzeszyłeś za młodu, a teraz ja mam brać na siebie odpowiedzialność za cudze dziecko? – irytacja narastała. – Pola, jesteśmy rodziną. Wspólne decyzje – Szurek próbuje mnie ułagodzić. – O, teraz sobie przypomniałeś! A jak się bawiłeś z inną, to nie radziłeś się żony? – łzy cisnęły mi się do oczu i uciekłam do innego pokoju… …Jeszcze w liceum chodziłam z kolegą, Waldkiem. Ale jak do klasy dołączył nowy – Saszka, świat mi się przewrócił. Waldka gwałtownie pożegnałam. Sasza od razu zwrócił na mnie uwagę, odprowadzał do domu, dawał kwiaty z klombu, po tygodniu już ciągnął do łóżka. Nie protestowałam. Zakochałam się w Szurka na zabój. Maturę kończyliśmy razem i zaraz potem Sasza poszedł do wojska, do innego miasta. Przez rok pisał do mnie listy, potem wrócił na urlop. Skakałam ze szczęścia. Słodził mi pod niebiosa: – Pola, wrócę za rok, bierzemy ślub! I tak już jesteś moją żoną. Topniałam jak lody w słońcu. Sasza wrócił do wojska, a ja czekałam jak na szpilkach. Po pół roku dostałam list – rozstajemy się, znalazł w garnizonie prawdziwą miłość. I nie wraca do rodzinnego miasta. A ja spodziewałam się jego dziecka… Taką miałam „wesele”. Jak mawiała babcia: – Nie wierz w gryki w kwiacie, wierz w pełną stodołę… …Na świat przyszedł Jaś. Muszę przyznać, iż Waldek, były chłopak, podał mi wtedy pomocną dłoń. A ja, z braku wyjścia, to przyjęłam… Potem Sasza pojawił się nagle na progu. Waldek otworzył drzwi. – Wpuścisz mnie? – zapytał Sasza. – Skoro przyjechałeś… – burknął Waldek. Jasiek wyczuł napięcie i zaczął płakać, tuląc się do Waldka. – Waldek, przejdź się z Jasiem – poprosiłam. Zostaliśmy z Saszą sami. – Mąż? – zapytał z pretensją Sasza. – A co cię to obchodzi? Po co przyszedłeś? – Zatęskniłem po prostu. Widzę, iż ci się powodzi, masz rodzinę. Nie doczekałaś się mnie. To się zbieram – Sasza zbierał się do wyjścia. – Stój, Sasza. Po co naprawdę przyszedłeś? Żeby mi szarpać nerwy? Waldek pomaga, a twojego dwuletniego syna wychowuje… – próbowałam go zatrzymać. – Wróciłem po ciebie, Pola. Przyjmiesz mnie? – Sasza spojrzał z nadzieją. – Wchodź, zaraz będzie obiad – poczułam, iż znowu wygrałam i iż jestem szczęśliwa… …Minęło kilka lat. Szurek nigdy nie pokochał Jasia jak własnego syna. Uważał, iż to syn Waldka. On ciągle szukał przygód. Nieraz zdradzał, z moimi koleżankami i nie tylko, a ja płakałam, ale kochałam, trzymałam rodzinę razem. Łatwiej być tą, która kocha – nie trzeba kłamać i kombinować. Był dla mnie słońcem. Gdy czasem chciałam go zostawić, nocą wyrzucałam sobie te myśli – bez niego nie umiałabym żyć. Byłam mu i żoną, i matką, i kochanką. Swoją mamę Sasza stracił jako nastolatek. Może dlatego zawsze czegoś szukał u innych kobiet. Wszystko mu wybaczałam. choćby jak raz wygoniłam z domu, i nie wracał przez rok. Od ciotki dowiedziałam się, iż ma nową – a potem urodziła mu się Nastka. Zawsze miałam do siebie żal, iż go wygnałam… Gdyby nie to, tej dziewczyny i dziecka by nie było. Jeszcze mocniej o niego dbałam, nigdy nie rozmawialiśmy o jego nieślubnej córce. Ta sprawa była jak tykająca bomba. Przecież to tylko dziecko z niepotrzebnego związku. Komu się nie zdarza? Niech te „podkładki” trzymają się z dala od cudzych mężów! Szurek z wiekiem spoważniał, uspokoił się. Syn gwałtownie się ożenił, mamy trójkę wnuków. I nagle po latach: …Nastka, jego nieślubna córka, prosi o pomoc dla swojej córki, naszej wnuczki. Jak wyjaśnić Jasiowi, iż pojawia się w domu obca dziewczynka? On nie wie o starych grzeszkach ojca… …Oczywiście, podjęliśmy się opieki nad pięcioletnią Alinką. Nastka zmarła, jej życie skończyło się, mając 30 lat. Czas wszystko zabliźnia, a życie biegnie dalej. Szurek sam rozmawiał z Jasiem – nasz syn podsumował: – Rodzice, co było, minęło. Nie mnie sądzić. Ale tę dziewczynę trzeba przyjąć. To przecież nasza krew. Z ulgą odetchnęliśmy z Saszą – mamy mądrego syna, z sercem na dłoni. …Dziś Alinka ma szesnaście lat. Uwielbia dziadka Saszę, ze mną się zwierza. Mówi, iż jest moją kopią z młodości. Nigdy jej nie zaprzeczam…

newskey24.com 6 dni temu

CZY PAMIĘTAM? NIE SPOSÓB ZAPOMNIEĆ!

Pola, sprawa jest taka No, pamiętasz moją córkę z nieprawego łoża, Kamilę? mój mąż, Sławek, zaczął mówić dziwnie zagadkowo, co od razu wzbudziło mój niepokój.
Czy pamiętam? Oj, nie sposób zapomnieć! A co się stało? usiadłam na krześle, spodziewając się złych wieści.
choćby nie wiem, jak ci to powiedzieć Kamila błaga, żebyśmy zabrali jej córkę, czyli moją wnuczkę mówił niepewnie Sławek, patrząc gdzieś w bok.
A to z jakiej racji, Sławku? A mąż Kamili? Zwariował, czy co? byłam już zaciekawiona, czułam, iż coś tu nie gra.
Wiesz, Kamili zostało już kilka czasu Męża nigdy nie miała. Jej matka dawno wyszła za cudzoziemca, mieszka w Stanach, nie utrzymują ze sobą kontaktu, są w wielkiej kłótni. Rodziny więcej brak, więc Kamila prosi Sławek czuł się coraz bardziej nieswojo.
I co zamierzasz? Jak zrobisz? ja już adekwatnie wiedziałam, jak postąpię.
No właśnie Radzę się ciebie, Pola. Jak powiesz, tak będzie w końcu spojrzał na mnie pytająco.
Pięknie. Czyli ty kiedyś narozrabiałeś, a teraz ja mam brać odpowiedzialność za cudze dziecko, tak? aż mnie zagotowało na myśl o jego słabej woli.
Pola, jesteśmy rodziną. Musimy podjąć tę decyzję wspólnie Sławek próbował podjąć temat łagodnie.
O, proszę! Nagle chce rozmawiać! A jak bawiłeś się z panną, to się nie radziłeś żony? łzy napłynęły mi do oczu i wybiegłam do drugiego pokoju.

Za młodych lat chodziłam z kolegą z klasy, Lechem. Jednak kiedy do naszej klasy przeszedł nowy Sławek, dla wszystkich Sławek, a dla najbliższych Sławek świat mi się wywrócił. Lecha odprawiłam niedługo po tym. Sławek zwrócił na mnie uwagę, odprowadzał mnie do domu, obsypywał kwiatkami z rabatek i namiętnie całował w policzek. Po tygodniu zabrał mnie do siebie. Nie protestowałam. Zakochałam się w nim na życie. Gdy skończyliśmy szkołę, Sławka powołali do wojska. Cała zapłakana żegnałam go na dworcu. Służył w innym mieście.

Rok korespondowaliśmy, a potem wpadł na przepustkę. Szalałam z radości, gotowałam, sprzątałam, starałam się ze wszystkich sił. Sławek prawił mi komplementy, a ja rosłam z dumy.
Pola, za rok wrócę, pobierzemy się! Choć dla mnie już jesteś żoną.
Serce topniało ze szczęścia Tak było zawsze: wystarczyło jedno jego słodkie spojrzenie, a ja miękłam jak lody na letnim słońcu, jak czekolada w cieple.

Sławek wyjechał na służbę, ja czułam się narzeczoną, odliczałam dni do jego powrotu. Po pół roku przyszedł list Sławek stwierdził, iż musimy się rozstać, bo w garnizonie odnalazł prawdziwą miłość, do naszej miejscowości nie wróci.

A ja pod sercem nosiłam już jego dziecko. Taki to był ślub jak mówiła moja babcia: Nie wierz prośbie bez pokrycia, patrz, kto ziarnko zebrał, nie kto obiecał.

Gdy nadszedł czas, urodził się Wojtek. Przyszedł mi z pomocą były chłopak, Lech. Z braku lepszej przyszłości przyjęłam tę dłoń. Rzeczywiście, łączyło nas coś bliższego. Nie sądziłam, iż Sławek jeszcze kiedyś wróci.

Zniknął na długi czas, a tu nagle wraca. Lech otworzył drzwi. Na progu stał Sławek.
Wolno wejść? był szczerze zdziwiony tym, co zobaczył.
Wchodź, jak już przyjechałeś mruknął niechętnie Lech.
Mały Wojtek, wyczuwając napiętą atmosferę, rozpłakał się i uczepił Lecha.
Lechu, idź na spacer z Wojtkiem nie wiedziałam, co robić.
Wyszli.

Mąż? spytał Sławek z lekką zazdrością.
A co cię to obchodzi? Po co przyszedłeś? byłam zła, nie wiedząc, po co adekwatnie się zjawił.
Zatęskniłem Widzę, iż sobie ułożyłaś życie, Polino. Masz rodzinę, nie doczekałaś się mnie. No nic, wybacz, iż wtargnąłem w wasze szczęście już miał wychodzić.
Czekaj, Sławku. Po co przyszedłeś? Dolewać oliwy do ognia? Lech pomaga mi przetrwać samotność. Wychowuje twojego dwuletniego syna, nawiasem mówiąc próbowałam go zatrzymać. Uczucie do niego nie zgasło.
Wróciłem do ciebie, Polino. Przyjmiesz mnie? spojrzał z nadzieją.
Wchodź, akurat będziemy jeść obiad znowu poczułam to wielkie szczęście, fale radości. Wrócił, nie zapomniał. Po co się opierać?

Lech odszedł na bok. Wojtkowi potrzebny był ojciec, nie ojczym. Później Lech założył rodzinę z dobrą kobietą, która miała już dwoje dzieci.

Lata mijały. Sławek nigdy nie potrafił pokochać Wojtka jak własnego syna. Traktował go obojętnie, nie wierzył, iż to jego dziecko, był przekonany, iż to syn Lecha.
Nie bolało go serce za syna, ja to czułam. W ogóle Sławek miał słabość do kobiet. Łatwo wchodził w nowe znajomości, równie łatwo kończył. Zdradzał mnie na prawo i lewo z moimi koleżankami, a choćby z koleżankami koleżanek Płakałam, ale nie przestawałam kochać i trzymać naszej rodziny w całości.

Chyba miałam łatwiej niż on. Kto kocha żyje w błogiej nieświadomości. Nie musiałam kłamać ciągle ani wymyślać historyjek na swoją obronę. Po prostu kochałam. Mąż był moim słońcem. Czasem chciałam go znienawidzić, odejść, zostawić wszystko. Ale nocami łajałam się za głupie myśli. Gdzie pójdę, kogo takiego znajdę? Przecież Sławek beze mnie by sobie nie poradził byłam dla niego i żoną, i przyjaciółką, i matką.

Swoją mamę Sławek stracił, gdy miał czternaście lat. Umarła we śnie. Może dlatego Sławek całe życie uganiał się za czułością u innych kobiet. Wszystko mu wybaczałam, żałowałam go. Raz porządnie się pokłóciliśmy. Wyrzuciłam go z domu. Spakował się i poszedł do rodziny.

Minął miesiąc, choćby nie pamiętałam już pretekstu, a Sławek nie wracał. Poszłam w końcu pokornie do jego krewnych. Ciotka spojrzała na mnie ze zdumieniem:
Pola, po co ci Sławek? Przecież powiedział, iż się rozwiedliście. Ma już inną
Od ciotki dowiedziałam się, gdzie mieszka z tamtą. Poszłam.

Dzień dobry! Sławek jest w domu? starałam się być uprzejma.
Dziewczyna zadrwiła i zamknęła mi drzwi przed nosem. Odeszłam w milczeniu.

Po roku Sławek wrócił. Z tamtą kobietą urodziła mu się córka Kamila. Latami miałam wyrzuty sumienia, iż wtedy wyrzuciłam go z domu. Może nie byłoby tej kobiety ani Kamili Stałam się jeszcze bardziej kochająca i troskliwa.
Z Sławkiem nigdy nie wracaliśmy do tematu jego nieślubnej córki. Wydawało się, iż jak tylko o niej wspomnimy, cała nasza rodzina się rozpadnie. Milczeliśmy i nie ruszaliśmy tego drażliwego tematu.
A co tam, dziecko z innej kobiety Niech te kobiety nie przyciągają cudzych mężów do siebie!

Żyliśmy więc sobie z Sławkiem. Z upływem lat stał się spokojniejszy, zgodniejszy, mniej hulaszczy. Kochańskie zniknęły. Większość czasu spędzał w domu, przed telewizorem. Wojtek gwałtownie się ożenił, doczekał trojga wnucząt. I wtedy

Po wielu latach odezwała się Kamila nieślubna córka męża. Prosiła, by przyjęli jej córkę pod dach.
Człowiek się zaczyna zastanawiać: jak wyjaśnić Wojtkowi, skąd nagle w rodzinie wzięła się obca dziewczynka? Przecież nic nie wiedział o przygodach ojca z młodości

Oczywiście, przyjęliśmy pod opiekę pięcioletnią Alinę. Kamila umarła, jej ziemska droga skończyła się w wieku trzydziestu lat. Każdy grób zarasta trawą, życie jednak idzie dalej.

Sławek postanowił porozmawiać z Wojtkiem w cztery oczy. Nasz syn wysłuchał spowiedzi ojca i powiedział tylko:
Rodzice, to, co było, to minęło, nie będę was sądzić. Dziewczynkę trzeba przyjąć przecież to nasza krew.
Odetchnęliśmy z ulgą. Wojtek to porządny, uczciwy chłopak, o wielkim sercu.

Dziś Alina ma szesnaście lat. Dziadka Sławka uwielbia, zwierza mu się, mnie nazywa babcią i twierdzi, iż jest moją kopią z młodości. Uśmiecham się i łagodnie przytakujęPatrzę na nią, jak siada przy kuchennym stole i, zadzierając nogi na krześle, rozwiązuje zadanie z matematyki. Ma Sławkowe brwi, mój uśmiech, i to coś w oczach ten żar, którego nigdy nie potrafiłam ugasić w swoim mężu, a który w niej jaśnieje spokojniej i pewniej. Życie potrafi zaskakiwać: przynosi to, czego się obawiamy, ale także to, czego potrzebujemy.

Dziś mam w domu śmiech, który rozświetla ciszę wieczorów. Mam wnuczkę, która tuli się do mnie, dziękując, iż jej nie zostawiłam, choć przecież długo drżałam przed tą decyzją. Mam wspomnienia, całą walizkę niełatwych uczuć, rozczarowań i przebaczenia. Ale teraz, gdy patrzę, jak Sławek poprawia Alinie włosy, nie żałuję niczego wszystko w końcu zatoczyło koło.

Czasem życie nie układa się tak, jak planujemy. Czasem przynosi nam córki i wnuczki z nieoczekiwanych miejsc, ale daje też kolejną szansę, by kochać i być kochanym. I choć nie zawsze jest łatwo, nie zmieniłabym już ani jednej łzy na spokojniejszy los.

Bo rodzina to nie zawsze krew, czasem to wybór. A ja wybrałam. I dziś, słysząc w kuchni babciu, pomożesz?, wiem, iż choć wszystko się kiedyś kończy, miłość jeżeli ją pielęgnujesz zostaje jeszcze długo po nas.

Idź do oryginalnego materiału