PAMIĘTAM? NIE DA SIĘ ZAPOMNIEĆ!
Paulino, mam sprawę No wiesz, pamiętasz moją nieślubną córkę Agatę? mój mąż mówi jakieś zagadki. Czułam, iż coś jest nie tak.
Pamiętam? Nie da się zapomnieć! Co się stało? usiadłam na krześle, czułam, iż zaraz usłyszę coś niemiłego.
Sam nie wiem, jak ci powiedzieć Agata błaga, żebyśmy zabrali jej córkę, czyli moją wnuczkę mąż kręci się, patrzy gdzieś w bok.
A niby dlaczego, Staszek? Mąż Agaty? Zjadł rozum? wciągnęło mnie, byłam już porządnie zaintrygowana.
Wiesz, Agacie zostało kilka czasu. Męża nigdy nie miała. Jej matka dawno wyjechała za granicę, do Kanady, wyszła za cudzoziemca. Agata się z nią nie kontaktuje, są pokłócone na śmierć i życie. Innych krewnych nie ma. No i dlatego prosi Staszek wyraźnie skrępowany.
I co? Co postanawiasz? Ja już podjęłam decyzję.
Właśnie dlatego z tobą rozmawiam, Paulino. Jak powiesz, tak będzie w końcu mąż spojrzał na mnie pytająco.
Sprytne. To ty za młodu narozrabiałeś, a teraz ja mam wziąć odpowiedzialność za obce dziecko. Tak? ogarnęło mnie zirytowanie wobec męża.
Paulina, jesteśmy rodziną. Decyzje podejmujemy razem Staszek zrobił się twardszy.
Pewnie! A jak młóciłeś z dziewczyną pod przysłowiową brzozą, to się nie pytałeś mnie o zdanie! Byłam przecież twoją żoną! łzy pociekły mi po policzkach i uciekłam do innego pokoju.
…W liceum spotykałam się z kolegą z klasy, Piotrkiem. Ale kiedy dołączył do nas nowy, Szymek, zapomniałam o całym świecie. Piotrowi dość gwałtownie dałam kosza. Szymek zaczął mnie odprowadzać, całował w policzek na pożegnanie, przynosił kwiaty z miejskiego klombu. Po tygodniu już mnie ciągnął do łóżka. choćby nie protestowałam. Zakochałam się w Staszku bez pamięci. Skończyliśmy szkołę, Szymka powołali do wojska. Na dworcu płakałam jak dziecko, żegnając ukochanego.
Służył w innym mieście. Przez rok pisaliśmy do siebie. Potem Szymek dostał przepustkę. euforia nie do opisania fruwałam wokół jak motyl. Szymek prawił mi komplementy, a ja chłonęłam każde słowo:
Paulina, wrócę za rok, weźmiemy ślub! Choć i tak dla mnie jesteś już żoną.
Od tych słów zalewała mnie fala czułości. Przez całe życie tak będzie: Szymek spojrzy słodko, a ja topnieję jak lody w lipcu, jak czekolada przy grzejniku.
Szymek wrócił do jednostki, a ja odliczałam dni, uważałam się za narzeczoną. Po pół roku przyszedł długo wyczekiwany list. Szymek napisał, iż musimy się rozstać, bo w garnizonie znalazł prawdziwą miłość. Do naszego miasta nie wróci. A ja miałam w brzuchu jego dziecko. Ot, masz ci ślub. Babcia miała rację:
Nie wierz jęczmieniu w kłosie, tylko mące w skrzyni.
…Nadszedł czas, urodził się Jaś. Trzeba przyznać, iż Piotrek, mój poprzedni chłopak, zaoferował pomoc. Nie miałam już wyjścia, przyjęłam tę pomoc. choćby między nami się zbliżyło. Na Staszka nie liczyłam.
Szymek zniknął z mojego życia na dobre. Nagle, po latach, pojawił się ponownie. Piotrek otworzył mu drzwi.
Wejdę? Staszek był zaskoczony widokiem Piotrka.
Skoro przyjechałeś, to wejdź odpowiedział niechętnie Piotrek.
Mały Jaś wyczuł napięcie i uciekł do Piotrka, wtulił się.
Piotrek, przejdź się z Jasiem na spacer nie wiedziałam, co zrobić.
Piotrek z dzieckiem wyszli.
Twój mąż? zapytał ze złością Staszek.
A co ci do tego? Po co przyszedłeś? byłam zła, nie wiedziałam, o co mu chodzi.
Tęskniłem za tobą, Paulino. Widzę, iż ci dobrze masz rodzinę. Nie poczekałaś. To idę. Przepraszam, iż przeszkodziłem w sielance Szymek już miał wychodzić.
Zatrzymaj się, Szymek. Po co przyszedłeś? Ranić moje uczucia? Piotrek pomaga mi z samotnością, a twój dwuletni syn właśnie przez niego jest wychowywany próbowałam go zatrzymać. Kochałam go.
Wróciłem dla ciebie, Paulina. Dajesz mi szansę? spojrzał z nadzieją.
Wchodź, zaraz kolacja serce miałam w gardle, czułam znów tę euforię. Wrócił, nie zapomniał! Po co się upierać?
Piotrek znów odszedł w cień. Jasiowi był potrzebny biologiczny ojciec, nie ojczym. Potem Piotrek ożenił się z dobrą kobietą, która miała już dzieci z pierwszego małżeństwa.
…Minęło parę lat. Staszek nigdy nie pokochał Jasia jak swojego syna. Traktował go trochę jak obcego, był przekonany, iż Jaś to dziecko Piotrka.
Nie czuł więzi. To się czuje, naprawdę. W gruncie rzeczy, Szymek całe życie uganiał się za spódnicami. gwałtownie się zakochiwał, gwałtownie rozstawał. Zdradzał mnie z moimi koleżankami, z koleżankami koleżanek Byłam zawsze cieńszą nitką, ale nie przestawałam kochać i dbać o rodzinę.
Może miałam łatwiej niż on ten, kto kocha, żyje w błogim nieświadomym szczęściu. Nie musiałam wymyślać bajek czy kłamać. Kochałam Szymka, był moim promieniem słońca. Nieraz miałam ochotę rzucić wszystko, odejść. Ale nocą ganiłam się za te myśli. Gdzie znajdę takiego jak on? Bez mnie przecież zginie. Byłam mu i żoną, i kochanką, i matką.
Szymek stracił matkę, gdy miał czternaście lat. Umarła podczas snu. Może dlatego całe życie szukał miłości na zewnątrz. Wszystko mu wybaczałam, bo żal mi go było. Pewnego razu pokłóciliśmy się porządnie wyrzuciłam go z domu. Spakował rzeczy i zamieszkał u rodziny.
Minął miesiąc, a ja już nie pamiętałam powodu sprzeczki, a Staszek nie wracał. Poszłam więc do jego ciotki. Zaskoczyła się na mój widok:
Paulina, czego szukasz u Staszka? Przecież powiedział, iż się rozwiedliście. Ma nową dziewczynę.
Dzięki ciotce dowiedziałam się, gdzie mieszka ta dziewczyna i wystukałam do nich.
Dzień dobry! Czy można poprosić Szymka? starałam się być uprzejma.
Dziewczyna złośliwie zatrzasnęła mi drzwi przed nosem. Wyszłam bez słowa.
…Staszek wrócił po roku. Ta dziewczyna urodziła mu córkę, Agatę. Do końca życia będę mieć wyrzuty sumienia, iż wtedy wyrzuciłam męża z domu. Gdyby nie tamta kłótnia, może nie byłoby tej dziewczyny, która tak gwałtownie złapała mojego męża i urodziła mu córkę. Stałam się jeszcze opiekuńcza, jeszcze bardziej kochająca, jeszcze mniej wymagająca.
Nigdy nie rozmawialiśmy z Szymkiem o Agacie, jego nieślubnej córce. Bałam się, iż jak zaczniemy, cała nasza rodzina rozsypie się jak domek z kart.
Cóż, dziecko z boku Każdemu się może zdarzyć. Niech te kusicielki trzymają się z daleka od cudzych mężów!
Tak żyliśmy z Szymkiem. Z wiekiem stał się łagodniejszy, spokojniejszy, coraz bardziej domowy. Przygody poznikały. Szymek coraz częściej siedzi w domu, ogląda telewizję. Nasz syn gwałtownie się ożenił, dał nam trójkę wnucząt. I nagle
Po latach odezwała się nieślubna córka, Agata. Prosi, żebyśmy przygarnęli jej córeczkę.
Człowiek się zastanawia. Jak tu wyjaśnić Jasiowi, iż w rodzinie pojawi się obca dziewczynka? Przecież nie zna wszystkich wybryków ojca z dawnych lat.
…Oczywiście załatwiliśmy formalności i zostaliśmy opiekunami pięcioletniej Alinki. Agata odeszła, jej droga na ziemi skończyła się w wieku trzydziestu lat. Każdy grób zarasta trawą, a życie idzie dalej.
Staszek sam postanowił porozmawiać z Jasiem jak mężczyzna z mężczyzną. Nasz syn wysłuchał ojca i powiedział:
Rodzice, co było, minęło nie mnie was sądzić. Dziewczynkę trzeba przyjąć. To nasza rodzina.
Odetchnęliśmy z ulga. Mamy dobrego, wrażliwego syna.
…Alinka ma teraz szesnaście lat. Dziadka Staszka uwielbia, powierza mu sekrety; mnie nazywa babcią i twierdzi, iż jest moją kopią z młodości. Przyjmuję to z uśmiechemCzas płynie niespiesznie. Staszek zrobił się siwy, a mnie marszczą się dłonie, choć w duchu czuję się jak ta nastolatka, która płakała na dworcu. Alinka właśnie wybiera się na studia, wymarzyła sobie psychologię. Trochę się śmieje ze swoich rodzinnych zawiłości, a trochę je w sobie nosi jak każdy z nas.
Pewnego popołudnia, kiedy siedzimy wszyscy w ogrodzie, Alinka wyciąga album ze zdjęciami. Przerzuca kartki, dopiero co zasuszone liście magnolii wypadają pomiędzy stare fotografie.
Babciu, myślisz, iż wszystko w życiu można naprawić? pyta znienacka, patrząc na mnie spod długich rzęs.
Uśmiecham się i ściskam jej dłoń.
Może nie wszystko, Alinko. Ale zawsze warto próbować. choćby pokalane serca potrafią znowu kochać.
I przebaczyć? dopytuje.
Staszek tylko wzdycha, Jaś stuka palcami w blat stołu. Widzę w ich oczach cień dawnych uraz, ale już nie kłują chyba zostaliśmy rodziną, jaką zawsze chciałam mieć.
Alinka przytula się do mnie i do dziadka.
To ja spróbuję naprawiać świat tam, gdzie się da. Zacznę od siebie. Od naszego domu.
Patrzę na nich, na swoje dwie rodziny splecione w jedną opowieść. Przypominam sobie babcine słowa: nie wierz jęczmieniu w kłosie, tylko mące w skrzyni. I myślę, iż najważniejsze to nie przestać wierzyć, choćby jeżeli życie nie raz łamie cię w pół.
A potem śmiech wnuków przetacza się przez ogród, Alinka obraca się wokół własnej osi, rozrzuca płatki magnolii jak konfetti i woła:
Nie da się zapomnieć! Ale można zacząć od nowa codziennie!
Wtedy wiem, iż daliśmy sobie radę. I iż miłość jest, była i będzie w tym domu choćby niejedno jeszcze w życiu miała poplątać.






