Dlaczego odkładamy badania piersi, choć wiemy, iż są ważne?

sexed.pl 1 miesiąc temu

Masz zrobić USG piersi. Albo mammografię. Wiesz o tym od dawna. Może choćby kilka razy pomyślałaś: „w tym miesiącu na pewno się zapiszę”. Potem pojawia się praca, dzieci, rodzice, lekarz, którego trzeba odwiedzić wcześniej, termin za trzy miesiące, telefon, na który nikt nie odpowiada. Albo strach. Bo co, jeżeli coś wyjdzie? I badanie znowu przesuwa się na później.

Właśnie temu „później” przyglądamy się w raporcie „Nie mam czasu w raka”, przygotowanym przez Ipsos i we współpracy z partnerem projektu Novartis. Chcieliśmy sprawdzić, dlaczego świadomość znaczenia profilaktyki nie zawsze wystarcza, żeby rzeczywiście się zbadać.

„Mam świadomość, iż mogłabym. Ale nie ma kiedy”

Ada ma 47 lat. Wie, iż powinna się badać.

Mam świadomość, iż raz w roku mogłabym pójść na taki przegląd, ale z tego nie korzystam, bo nie ma kiedy.

To jedno zdanie dobrze opisuje jedną z najważniejszych rzeczy, które zobaczyliśmy w badaniu. Kobiety nie muszą być przekonywane, iż profilaktyka ma sens. Problem zaczyna się później, kiedy trzeba znaleźć dla niej miejsce w prawdziwym życiu.

Ada opowiada też o planie, który prawdopodobnie wiele osób zna aż za dobrze:

Już z moją przyjaciółką postanowiłyśmy, iż dobra, ok, mamy już swoje lata, idziemy na mammografię. Umawiamy się od stycznia… jakoś nam nie po drodze ciągle.

Nie ma jednego wielkiego momentu, w którym podejmujemy decyzję: „nie będę się badać”. Znacznie częściej badanie po prostu przesuwa się o kolejny tydzień. Potem o miesiąc. Aż orientujemy się, iż minął rok.

Jagoda, 49 lat, zapytana, co musiałoby się wydarzyć, żeby raz w roku znalazła czas na profilaktykę, odpowiedziała:

No po prostu beztroski dzień, a takich nie ma.

W jej przypadku własne zdrowie przegrywało m.in. z opieką nad bliskimi. W trakcie badania udało jej się jednak znaleźć czas na wizytę mimo przełożonego terminu i problemów organizacyjnych. Po wszystkim deklarowała, iż chce wrócić na kolejne badanie.

Od „powinnam” do „zrobiłam” droga bywa czasem długa

W raporcie nie chcieliśmy zatrzymać się na pytaniu: „Czy się badasz?”. Chcieliśmy zobaczyć, co dzieje się po podjęciu decyzji.

Dlatego połączyliśmy duże badanie ilościowe z rozmowami z kobietami, które przez ostatnie 2–4 lata nie wykonywały badań piersi. Uczestniczki miały umówić i wykonać USG piersi albo mammografię. Badaczka towarzyszyła im w całej drodze, od pierwszej rozmowy, przez umawianie wizyty, po badanie i to, co wydarzyło się później.

I wtedy okazało się, jak wiele rzeczy może wydarzyć się pomiędzy „chcę się zbadać” a samym badaniem.

  • 37 proc. kobiet wskazuje brak wolnych terminów jako potencjalną przeszkodę (na Internetowym Koncie Pacjenta / mojeIKP w zakładce „Profilaktyka” znajdziesz skierowane do Ciebie programy profilaktyczne),
  • dla 34 proc. problemem może być koszt,
  • dla 24 proc. nadmiar obowiązków.
  • 22 proc. nie wie, czy ma prawo do badania w ramach NFZ (Bezpłatna mammografia w ramach programu Narodowy Fundusz Zdrowia przysługuje kobietom w wieku od 45 do 74 lat. Badanie można wykonać raz na dwa lata bez żadnego skierowania,
  • 17 proc. nie wie, gdzie je wykonać.

Hanna, 42 lata, zaczęła od próby przejścia przez publiczny system:

Dostałam informację, iż skierowanie na USG wystawia tylko ginekolog, w związku z czym pierwszym krokiem było umówienie się do lekarza. Dostałam termin na środek sierpnia [rozmowa w maju].

Ostatecznie zdecydowała się na wizytę prywatną.

To właśnie jeden z momentów, w których profilaktyka może nas stracić. Najpierw trzeba zdobyć informację. Potem znaleźć lekarza. Potem termin. Czasem skierowanie. Potem kolejne miejsce. Im więcej kroków, tym łatwiej powiedzieć sobie: „zajmę się tym później”.

Boję się, iż coś znajdą

Jest jeszcze jedna bariera, której nie rozwiąże szybsza rejestracja. To strach.

48 proc. badanych kobiet boi się diagnozy. Czasem łatwiej nie wiedzieć. Zwłaszcza jeżeli nic nie boli i na co dzień czujemy się dobrze.

Sylwia, 29 lat, mówiła:

Martwią mnie takie rzeczy i zawsze sobie myślę, iż kurczę coś tam będzie, więc jak już czekam na ten wynik, no to trochę się stresuję (…) Jak lekarz ma minę za bardzo zamyśloną, to już sobie wymyślam…

Hanna znała ryzyko związane z historią rodzinną, ale mimo tej świadomości odkładała badanie. W jej przypadku wykonane USG pokazało zmianę wymagającą dalszej diagnostyki. Towarzyszyły temu trudne emocje, ale również poczucie, iż dobrze było dowiedzieć się wcześniej, bo teraz może działać.

Strach przed wynikiem potrafi zatrzymać nas jeszcze przed zapisaniem się na badanie. Paradoks polega na tym, iż właśnie profilaktyka daje możliwość zareagowania wcześniej.

„Ktoś mnie nastraszył, iż to boli”

Czasem boimy się nie wyniku, ale samego badania.

Ada przez długi czas odkładała swoją pierwszą mammografię.

Ja się boję mammografii (…), ktoś mnie nastraszył, iż to boli. Więc do tej pory jej nie zrobiłam, mimo iż w moim wieku to już powinnam, bo USG już może być niewystarczające.

Po wykonaniu mammografii jej perspektywa się zmieniła. Badanie nie było dla niej przyjemne, ale nie okazało się czymś, czego chciałaby za wszelką cenę unikać. Pojawiła się też ulga i poczucie: „mam to odhaczone”.

To ważne, ponieważ pierwsze doświadczenie może zdecydować o tym, co zrobimy następnym razem.

Możesz dojść do gabinetu i przez cały czas zostać zniechęcona

Karolina ma 38 lat. Przez dłuższy czas badania piersi były u niej „na dalekim torze”. Kiedy w końcu dotarła na USG, samo doświadczenie okazało się bardzo nieprzyjemne.

Nic mi nie mówiąc, po prostu pojeździła jednego cycka, drugiego cycka. (…) Myślałam, iż się popłaczę z takiej bezradności, iż jak człowiek tak może drugiego potraktować. Jakbym wiedziała, iż to będzie tak nieprzyjemne doświadczenie, to nie poszłabym.

To pokazuje coś, o czym w profilaktyce mówi się zdecydowanie za mało: samo dotarcie na badanie nie kończy sprawy.

Podczas badania piersi trzeba się rozebrać, pozwolić obcej osobie dotknąć intymnej części ciała. Może pojawić się skrępowanie, ból albo napięcie. jeżeli nikt nie tłumaczy, co robi, jeżeli personel się spieszy albo traktuje pacjentkę przedmiotowo, takie doświadczenie może pozostać z nią na długo i wpłynąć na decyzję o kolejnym badaniu.

A może być zupełnie inaczej.

Sylwia po swojej wizycie mówiła:

Lekarz był skupiony, uważny, sprawdzał to samo miejsce po kilka razy, żeby się upewnić. (…) Czułam się zaopiekowana: iż przyszłam tam na badanie i dostaję to, czego chcę.

Kilka zdań wyjaśnienia. Delikatność. Uprzedzenie o tym, co za chwilę się wydarzy. Poczucie, iż ktoś naprawdę wykonuje badanie, a nie tylko „odhacza” kolejną pacjentkę. To może zdecydować o tym, czy wrócimy.

Czasami potrzebujemy, żeby ktoś na nas czekał

W części jakościowej wydarzyło się coś, czego nie da się dobrze pokazać w tabeli.

Badaczka Agnieszka Bąk pozostawała w kontakcie z uczestniczkami i pytała, jak idzie im umawianie badań. Z czasem ten kontakt zaczął działać również jak przypomnienie: skoro zaczęłam, warto doprowadzić to do końca.

Kilka kobiet przyznało później, iż gdyby nie poczucie zobowiązania, prawdopodobnie ponownie odłożyłyby badanie albo w ogóle by na nie nie poszły.

To nie musi oznaczać, iż każda z nas potrzebuje badaczki przypominającej o USG. Ale pokazuje, jak dużo może zmienić niewielki impuls.

SMS z przypomnieniem. Lekarz, który podczas wizyty mówi: „sprawdźmy jeszcze piersi”. Przyjaciółka, z którą zapisujecie się razem. Konkretny termin wpisany do kalendarza.

Bo motywacja nie zawsze wygląda jak wielka decyzja. Czasem wygląda jak małe zobowiązanie wobec siebie albo kogoś innego.

Więc co może sprawić, iż będziemy badać się regularnie?

Kobiety biorące udział w badaniu wskazują przede wszystkim rzeczy bardzo praktyczne.

  • 43 proc. chciałoby mieć możliwość wykonania badania blisko domu lub pracy.
  • 41 proc. zależy na krótkim czasie oczekiwania.
  • 35 proc. wskazuje możliwość konsultacji wyników,
  • 32 proc. prywatność i komfort.

Wśród rzeczy, które mogłyby zachęcać do regularności, pojawiają się też możliwość umówienia wizyty online, przypomnienia SMS lub e-mail oraz badania dostępne wieczorami albo w weekendy.

Raport pokazuje jednak, iż dobre doświadczenie zaczyna się jeszcze przed wejściem do gabinetu.

Powinnaś wiedzieć, gdzie masz się zgłosić. Jak się zapisać. Czego spodziewać się podczas wizyty. Potem osoba wykonująca badanie powinna powiedzieć, co robi i dać Ci przestrzeń na pytania. Po badaniu potrzebujesz jasnej informacji: kiedy otrzymasz wynik, z kim możesz go omówić i co zrobić dalej.

Brzmi banalnie? Właśnie takie drobne rzeczy mogą zdecydować, czy profilaktyka staje się czymś, do czego wracamy, czy kolejnym zadaniem, które przez miesiące przesuwamy w kalendarzu.

„Nie mam czasu” może być początkiem rozmowy

Łatwo powiedzieć komuś: „Musisz znaleźć czas na badanie”. Trudniej zapytać, dlaczego tego czasu nie znajduje.

Raport „Nie mam czasu w raka” pokazuje, iż odkładanie profilaktyki rzadko wynika z jednej rzeczy. Czasem jest to brak czasu. Czasem lęk. Czasem odległy termin, którego nie da się pogodzić z pracą. Czasem poprzednia wizyta, po której nie chcemy wracać. A często kilka takich rzeczy naraz.

Dlatego komunikat „badaj się” powinien być dopiero początkiem.

Potrzebujemy profilaktyki, która nie wymaga od kobiet ciągłego pokonywania przeszkód. Takiej, w której łatwo zrobić pierwszy krok, wiadomo, co wydarzy się później, a w gabinecie można czuć się bezpiecznie.

Bo ostatecznie chodzi o to, żeby coraz rzadziej mówić „muszę się w końcu zapisać”, a częściej: „mam to zrobione”.

Raport „Nie mam czasu w raka” powstał na podstawie ogólnopolskiego badania ilościowego przeprowadzonego przez Ipsos wśród 3263 kobiet w wieku 18–65 lat oraz sześciu pogłębionych wywiadów z kobietami, które nie badały piersi w ciągu ostatnich 2–4 lat.

POBIERZ RAPORT „NIE MAM czasu w RAKA”

Partnerem projektu jest Novartis.

Idź do oryginalnego materiału