Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć, jak wyglądał dzień, w którym pojechałam się rozwieść… ubrana jak panna młoda.
Kiedy Maciek powiedział mi, iż chce rozwodu, podeszłam do szafy i wyjęłam swoją białą suknię.
Co ty robisz? spytał przerażony.
Zakładam to, w końcu idziemy do sądu odpowiedziałam, otrzepując z materiału kurz, jakby to był najważniejszy ciuch mojego życia.
Oszalałaś? Nie możesz iść na rozwód w sukni ślubnej!
Oczywiście, iż mogę stwierdziłam. Ty założysz swój garnitur ślubny. Skoro w nim przysięgałeś mi wieczną miłość, to w nim przyznasz się do rozwodu.
Widziałam, jak próbuje coś wymyślić, ale nie znajduje żadnych sensownych argumentów. Po dwudziestu minutach przekopywał pół szafy, burcząc pod nosem i szukając tego swojego starego garnituru.
Jak weszliśmy do sądu, ochrona dosłownie zamarła. Jedna pani z korytarza rzuciła radosne Gratulacje!, na co druga ją szturchnęła: Cicho, oni się rozwodzą!
Sędzia prawie spadł z krzesła, jak nas zobaczył mnie w pełnym białym stroju z welonem, i Maćka w smokingu z muszką, lśniące lakierki i w ogóle.
Proszę pani zaczął sędzia, próbując się nie roześmiać czy mogę zapytać, dlaczego jest pani ubrana jak panna młoda?
Bo, Wysoki Sądzie, on mi przysięgał dopóki śmierć nas nie rozłączy właśnie w tym stroju. Skoro śmierć nas jeszcze nie rozdzieliła, a on chce zerwać umowę, niech to zrobi, patrząc na mnie taką samą, jaką mnie okłamywał.
Maciek spojrzał na mnie, w oczach miał łzy.
Nigdy cię nie okłamałem. Naprawdę cię wtedy kochałem.
A teraz? zapytałam, czując, jak głos mi się łamie.
Sędzia chrząknął.
Wiecie co, dam wam pół godziny przerwy. Wyjdźcie na chwilę, pogadajcie. jeżeli wrócicie w tych samych strojach i dalej będziecie chcieli rozwodu, przejdziemy dalej. Ale mam wrażenie, iż wy dwoje wciąż macie sobie sporo do powiedzenia.
Wyszliśmy na korytarz. Maciek poprawił mi welon, który mi się przekrzywił.
Wyglądasz pięknie powiedział. Tak samo jak wtedy.
Ty też, choć czasem jesteś niezłym osłem przyznałam.
Staliśmy tam, ubrani jak na własnym ślubie, pośród ludzi, zupełnie nie wiedząc, co dalej.
A może zaczął nieśmiało zamiast się rozwodzić, pójdziemy na kawałek tortu weselnego i przypomnimy sobie, za co się pobraliśmy?
Wiesz, czasem się zastanawiam Może prawdziwa miłość to ubrać się jak na ślub choćby na rozwód. A może po prostu jesteśmy zbyt dramatyczni, by robić cokolwiek na pół gwizdka?






