Freeganizm w Krakowie to nie tylko grzebanie w śmietnikach: wyrzucane są kartony jedzenia

krknews.pl 3 godzin temu

W Polsce co roku marnuje się około 5 milionów ton żywności – tyle, ile wystarczyłoby, by przez cały rok, aby wyżywić mieszkańców średniej wielkości miasta. Najczęściej do kosza trafiają pieczywo, owoce i warzywa. W Krakowie, gdzie świadomość ekologiczna rośnie, ale problem nadmiaru i wyrzucania jest równie dotkliwy, coraz prężniej działają freeganie, którzy zamiast kupować, ratują to, co inni uznają za śmieci.

Kim adekwatnie są freeganie?

To nie są wyłącznie osoby w trudnej sytuacji materialnej ani wyłącznie weganie, jak często funkcjonuje w stereotypach. Freeganizm to styl życia, który narodził się w latach 90. w Stanach Zjednoczonych jako połączenie słów „free” i „veganism”. Jego zwolennicy starają się walczyć z marnowaniem jedzenia poprzez korzystania z tego, co większość uznaje za śmieci.

Wielu kojarzy freegan jedynie z ludźmi „grzebiącymi” w śmietnikach pod osłoną nocy, jednak to nie do końca prawda. Nasi rozmówcy wskazują, iż chcą pokazać, iż marnowanie żywności to nie tylko prywatny problem, ale ekologiczna i społeczna katastrofa. W Krakowie freeganizm nie jest marginalny, choć ze względu na łatkę „buszujących po śmietnikach”, niewielu otwarcie przyznaje się do tego, iż należy do ruchu. Mimo to społeczność z roku na rok się powiększa. Grupy w mediach społecznościowych liczą setki członków, a inicjatywy foodsharingowe z roku na rok cieszą się coraz większym zainteresowaniem. Niektórzy traktują to jako sposób na życie, inni jako weekendowy protest bądź zabawę. Wszyscy jednak łączą jedno: przekonanie, iż jedzenie jest zbyt cenne, by lądować na wysypisku.

Jak się zostaje freeganinem?

Okazuje się, iż drogi są bardzo różne. Nie każdy jednak ocenia samego siebie freeganinem, choć popiera wartości głoszone przez ruch. – Nie jestem 100% freeganką, wiec nie określam siebie tym mianem, ale na pewno leży mi na sercu kwestia marnowania żywności w dzisiejszym świecie i najzwyczajniej w świecie, jeżeli coś ma się zmarnować, a ja mogę to zjeść lub rozdać komuś innemu, to nie widzę powodu, by tego nie robić, jest to dla mnie również pewien manifest przeciwstawiania się konsumpcjonistycznemu modelowi dzisiejszego życia – mówi w rozmowie z KRK News Pani Aleksandra – mieszkanka Krakowa i również członkini grupy Freeganie Kraków. – Dla mnie bycie freeganinem jest próbą mówienia, ile żywności jest marnowanej w Polsce oraz walki z tym na tyle ile jedna osoba może to zrobić. Marnowanie żywności przez supermarkety to jedno, ale to ile wyrzuca się w domach, też przechodzi ludzkie pojęcie. Są to przerażające dane. Jak się patrzy na te dane to budzi się w człowieku taki gniew, ponieważ z jednej strony tyle osób w Polsce żyje w skrajnym ubóstwie, a z drugiej wyrzucamy jedzenie na potęgę – mówi z kolei pani Amelia, którą poznajemy również za pośrednictwem grupy na Facebooku.

Supermarkety na „czarnej liście”

Nasi rozmówcy zgodnie, winą za największe marnowanie żywności obarczają supermarkety i duże sklepy. – Mam parę doświadczeń wyrzucenia z hipermarketów ogromnej ilości jedzenia. Pewnego razu pamiętam w jednym z nich zepsuły się lodówki i przez część dnia nie było prądu. Wszystkie te produkty trafiły do kosza. Te rzeczy były rzecz jasna przez cały czas spokojnie dobre do spożycia, pamiętam iż zabrałam kilka paczek dorsza i był bardzo dobry; zabrałam wtedy tyle ile byłam w stanie przejeść i rozdać rodzinie, była puszczona informacja na grupy na Facebooku więc myślę, iż dużo z tego udało się uratować. Nie trzeba jednak awarii, żeby wyrzucić mnóstwo jedzenia, ostatnio pod hipermarketem widziałam osiem wielkich kartonów wypełnionych pieczywem i drożdżówkami. choćby nie wiedziałam, iż tyle pieczywa jest na półkach w sklepie – opisuje pani Aleksandra. – Freeganizmem zainteresowałam się jeszcze zanim skończyłam 20 lat. Nie miałam pieniędzy, a znajomi powiedzieli, iż to takie darmowy studencki sposób. Moim pierwszym doświadczeniem był szok. Myślałam, iż każdy sklep tak tylko trochę tej żywności wyrzuci i to takiej, której nie da się już spożyć. To były kartony jedzenia. Nie jeden czy dwa, multum. Kiedyś trafiłam na cały kontener piwa butelkowanego, innym razem po świętach była masa czekoladowych Mikołajów, warzyw i owoców. Po Wielkanocy ogromne ilości baranków, ciast czy króliczków. To jest serio makabryczne doświadczenia. To są całe palety jedzenia i to często choćby nierozpakowanego z folii – opowiada pani Amelia.

– Na samym początku nie chodziłem pod markety szukać jedzenia. Kojarzyło mi się to z jedzeniem przegniłych resztek, ale kiedyś namówiła mnie znajoma poznana przez Internet. Byłem w takim szoku, jak moim oczom ukazały się takie foliowane warzywa typu ogórki, papryka czy rzodkiewka w ilościach takich, iż starczyłoby na 2 tygodnie jedzenia co najmniej. Wszystkie w dobrym stanie, ale data ważności kończyła się szybko. Pomimo, iż teraz markety zamykają swoje śmietniki na kłódkę, to nie wydaje mi się, aby to się zmieniło – komentuje pan Tomek – członek grupy Freeganie Kraków.

Gdzie szukać „najlepszych zdobyczy”?

Postanowiliśmy zadać pytanie na Facebookowej grupie, gdzie należy szukać „najlepszych zdobyczy” w Krakowie. W komentarzach oraz w wiadomościach prywatnych otrzymaliśmy wiele adresów popularnych sklepów, jednak jak poinformowali nas krakowscy freeganie, śmietniki są tam już zamknięte na kłódkę. – Kiedyś tak nie było i śmietniki nie były zamknięte. Można było w nich znaleźć prawdziwe skarby. Od znajomej słyszałem, iż raz nakrył ją ochroniarz, który tylko powiedział, aby poczekała do zamknięcia. Problem zrobił się, kiedy ludzie zaczęli robić syf. Wyrzucali zawartość na ziemie obok. I tak na początku to było kilka lokalizacji, a teraz ciężko w Krakowie znaleźć miejsce, gdzie śmietniki na noc zostawia się otwarte – opowiada pan Tomasz.

Ogromna skala marnotrawienia jedzenia

Temat jest w tej chwili szczególnie aktualny ze względu na Święta Wielkanocne. Jak wynika z danych opracowanych przez Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy przeciętne gospodarstwo domowe w Polsce wyrzuca około 165 kg żywności rocznie to około 2,5 mln ton rocznie w skali kraju i około 67 kg na osobę. Według badań IOŚ-PIB aż 83% Polaków przyznaje się do marnowania żywności właśnie w święta (Wielkanoc lub Boże Narodzenie), najczęściej z powodu utraty świeżości (91%) lub zepsucia. W ciągu jednego tygodnia świątecznego do kosza trafia choćby ponad 61 tys. ton żywności, co odpowiada około 1,5–1,6 kg na osobę.

Czy można powiedzieć, iż w Krakowie marnuje się wiele jedzenia? Miasto sukcesywnie stawia m.in. na lodówki społeczne, które mają na celu zredukowanie wyrzucanej żywności nie tylko w okresie świątecznym. Mimo to ze statystyk wynika, iż przeciętny człowiek marnuje około 4 kg jedzenia tygodniowo – Ciężko określić co znaczy dużo a co mało, dla mnie każde ilości zmarnowanej żywności to „dużo”, ale to jest po prostu pokłosie systemu, jaki sobie stworzyliśmy. Klient o każdej porze dnia i wieczora musi mieć pełne półki w sklepie i świeży chleb, żeby nie był zawiedziony naszym sklepem. Wszystkiego są po prostu ogromne ilości i nieuniknioną konsekwencją tego jest jedzenie w koszu. System ustalania dat ważności jest niezwykle nad wyraz. Byleby jeden produkt na tysiąc nie zepsuł się przed datą ważności i firma nie straciła w oczach. Konsekwencją są produkty w śmieciach dzień po dacie ważności, które potrafią być jeszcze dobre do spożycia kilka tygodni później. Więc tak, uważam, iż markety wyrzucają duże ilości jedzenia i jest to logiczne następstwo konsumpcjonistyczno-kapitalistycznego systemu – ocenia pani Aleksandra – członkini grupy freeganie Kraków.

Co jest największym wyzwaniem dla osoby, która stara się nie marnować jedzenia nie tylko w Krakowie, ale również w świecie, gdzie marnuje się go dużo? – Myślę, iż największym wyzwaniem jest życie ze świadomością i doświadczaniem marnowania ogromnej ilości jedzenia będących konsekwencją systemu, którego nie do końca da się zmienić, na pewno nie gwałtownie i nie przez jedną osobę. Sama mogę uratować trochę warzyw i bułek z jednego śmietnika albo uważnie planować posiłki i zjadać wszystkie rzeczy zanim się zepsują, ale muszę mierzyć się ze świadomością tego, iż to jest malutka kropelka w morzu – komentuje pani Aleksandra. – Chyba motywacja i takie poczucie, iż to, co się robi ma sens. Po każdych świętach masa jedzenia jest wyrzucana. O ile na jesień czy w zimie, jeszcze trochę tego jedzenia zostaje odratowane i przekazane potrzebującym, tak latem jest to niemożliwe, ponieważ temperatura tę żywność po prostu psuje – dodaje pani Amelia.

Działanie na granicy prawa

Sami freeganie przyznają, iż zdają sobie świadomość z tego, iż ich działalność jest na granicy legalności, jednak podkreślają, iż działają w dobrych intencjach, nikomu nie szkodzą i nie czują się kryminalistami. – Moje osobiste doświadczenia to głównie ratowanie jedzenia spod supermarketów. Jest to działalność niestety na wpół legalna, można powiedzieć, iż w pewnej szarej strefie prawa. Zabieranie jedzenia z czyjegoś śmietnika nie jest ani legalne, ani nielegalne – mówi dla KRK News pani Aleksandra. – Ja bym z tego afery nie robił. To jedzenie i tak trafia do kosza. Mówiąc dosadnie już jest w tym koszu. Co za różnica, czy weźmie je firma odpowiedzialna za odbiór odpadów czy, ja. W tym drugim przypadku, przynajmniej się nie zmarnuje.

Nasi rozmówcy opisują, iż bycie freeganinem nie opiera się jedynie na szukaniu jedzenia zdatnego do użytku w śmietnikach. Bardziej chodzi o styl życia i dzielenie się jedzeniem w sposób taki jak opisywał swoje początki studenckie w Krakowie pan Tomek. – Nigdy nie chodziłam na akcje nocne. Ktoś może uznać, iż nie jestem freegankom, jednak mam to w poważaniu. Mój freeganizm opiera się na korzystaniu z tego, co ludzie chcą wyrzucić. Czasem ktoś kupi za dużo chleba, owoców czy warzyw i wie, iż to się zepsuję. Na Ruczaju często wybierałam się na kilkuminutowy spacer i wracałam z torbą jedzenia – mówi KRK pani Malwina, która tak jak pani Aleksandra i pan Tomek jest członkinią grupy Freeganie Kraków.

Władza proponuje swoje rozwiązania

A co z lodówkami społecznymi? Aktualnie (stan na marzec 2026) w Krakowie działa 9 takich lodówek. Sieć obejmuje już połowę dzielnic i jest sukcesywnie rozbudowywana przez miasto. Działają one 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu i są wolnostojące. Celem jest oczywiście zmniejszenie marnowania żywności i pomoc osobom w trudnej sytuacji życiowej. – Uważam, iż to bardzo dobrze. Brakowało takich miejsc w Krakowie. Samej zdarzyło mi się skorzystać, kiedy ktoś rzucił posta na grupie, iż lodówka jest pełna po jakiś świętach. Niestety często ludzie biorą wszystko, a potem sami połowę wyrzucają, co jakby przeczy idei – opowiada pani Malwina.

Freeganie nie ograniczają się jednak jedynie do sposób proponowanych przez władze. Powstała bowiem aplikacja mająca na celu ułatwić foodshering. – Pomysł narodził się z prostych potrzeb: ograniczenie marnowania jedzenia oraz budowanie relacji sąsiedzkich. W naszej społeczności temat niemarnowania jest czymś naturalnym, ale wciąż brakuje lokalnych narzędzi, które to usprawniają – mówi pan Jan – inicjator projektu. – To świeży projekt, więc na starcie może nie być wielu użytkowników i pewnie pojawią się rzeczy do dopracowania. Dlatego zależy mi na testach i szczerym feedback szczególnie od osób, którym idea foodsheringu i freeganizmu jest bliska – dodaje.

Czy więc warto zostać freeganinem w Krakowie? – To nie jest pytanie, czy warto, a pytanie co się chce zrobić dla środowiska. o ile ktoś jest zainteresowany, ale nie wie jak zacząć, to w Internecie jest masa osób, które chętnie pomogą. Ważne, aby znaleźć własny sposób i wspólnie walczyć z marnowaniem jedzenia – mówi pani Malwina. – Myślę, iż jest to też fajny sposób na oszczędzanie pieniędzy w obecnych czasach. Jedzenie jest drogie, budżety rodzinne ograniczone. Można połączyć przyjemne z pożytecznym – dodaje.

Patryk Trzaska

Idź do oryginalnego materiału