Idę do młodej! oznajmił mój dziadek, lat sześćdziesiąt pięć, wciskając do walizki swoją ukochaną kratkowaną koc, który za nic nie chciał się tam zmieścić. Janusz Wiktorowicz wygłosił to tak, jakby zapowiadał podbój Marsa albo wynalezienie nowego kontynentu. Głośno, z dramatyzmem, licząc chyba na efekt wybuchu bomby. Ale bomby nie było. Nic choćby nie syknęło. Jego […]