Jesteś wpadką młodości.
Dziewczyna urodziła syna w wieku 16 lat niech będzie, iż miała na imię Dobromiła, bo u nas nie brakuje oryginalnych imion. Ojciec dziecka również miał szesnaście wiosen, obaj z tej samej klasy maturalnej. O szczegóły burzy rodzinnej nie zahaczajmy sensacja jak z TVN-u. Po narodzinach wszystko rozpadło się szybciej niż ser na pierogach Dobromiła zniknęła z horyzontu, malując życie w barwach byle dalej od dzieciaka. Gdy przekonała się, iż chłopak nie pali się do familijnych pieluszek ani do niej, przestała się interesować zarówno synem, jak i losem ojca dziecka. Chłopak został oddany pod troskliwą opiekę dziadków, czyli rodziców Dobromiły.
Rodzice wnuka pielęgnowali jak swoje własne rosół na niedzielę. Chłopczyk, nazwijmy go Marcin, wyrósł na grzecznego, choć z ironicznym uśmiechem, bo dziadkowie nie przelewali cała miłość, ciasto drożdżowe i nauka były od nich, a Dobromiła słuch po sobie zaginęła. Dziadkowie mieli mieszkanie w Poznaniu, nie w Warszawie kogo by tam wciągała wielka stolica! Marcin do dziś uznaje ich za jedynych rodziców i jest do bólu wdzięczny: za dzieciństwo, za korepetycje, za feeria gołąbków, za wszystko, co się w rodzinie liczy.
W wieku osiemnastu lat nasza Dobromiła odnalazła szczęście u boku nowego amanta, wyjeżdżając, dajmy na to, do Łodzi, bo na co komu Gdańsk. Nie dzwoniła, nie pisała, rodzice zaniechali prób kontaktu, a pretensje i nieukojony żal wisiały w powietrzu jak zapach kapusty w domu: Jak ona mogła porzucić dziecko? Toż to wstyd dla całej Kamionki i powód do bólu głowy!.
Wychowali wnuka najlepiej, jak potrafili od komunii po studniówkę. Gdy Marcin świętował swoje osiemnaste urodziny, kuzynka, typowa Zuzanna, wychodziła za mąż. Na weselu pojawiła się cała rodzina, z Dobromiłą włącznie, która tymczasem zdążyła trzy razy stanąć na ślubnym kobiercu i dorobić się dwóch córek: starszej Jagody, lat dziesięć, i najmłodszej Malwinki, półtorarocznej. Marcin nie mógł się napatrzeć chciał przywitać się z matką, nawiązać relację z siostrami, a głowę wypełniała mu jedna, uporczywa myśl: Mamo, czemu mnie zostawiłaś?.
Jakkolwiek dobrzy byli dziadkowie, Marcin tęsknił. Z zachodu czuł się rzucony jak ziemniak na pole po wykopkach zachował choćby ostatnie zdjęcie mamy, bo dziadek wszystko inne spalił podczas jakiejś wściekłej soboty. Dobromiła, wypinając pierś w rozmowie z rodziną, chwaliła się, jakie ma cudne córki.
A ja, co ze mną, matko? rzucił Marcin, nieco sarkastycznie.
Ty? Ty jesteś wpadką młodości. Twój ojciec miał rację, powinnam była usunąć wypaliła jak z armaty i zniknęła w tłumie.
Siedem lat później Marcin mieszkał już w dwupokojowym mieszkaniu w Poznaniu dwadzieścia metrów od pętli tramwajowej, bo to luksus u nas. Miał żonę, dziecko, wszystkie szczęścia dzięki dziadkom i teściom. Pewnego popołudnia zadzwonił telefon, numer nieznany, pewnie z Elbląga albo innej prowincji.
Synu, cześć, tu Dobromiła, twój wujek Marian dał mi numer. Ty tam podobno mieszkasz niedaleko Politechniki, gdzie studiuje Jagoda, moja córka, czyli twoja siostra, rodzina! Może by tak zamieszkała u ciebie, przynajmniej na chwilę? Akademik jej nie pasuje, wynajem to 2300 zł za miesiąc, mąż mnie rzucił, ciężko mi, Jagoda studentka, Malwinka jeszcze w szkole, a Ola za chwilę w przedszkolu zagaiła Dobromiła, jakby prosiła o cukier.
Przepraszam, chyba zły numer odpowiedział chłodno Marcin i zakończył rozmowę.
Podszedł do syna, wziął go w ramiona i zapytał wesoło:
No i co, idziemy na rodzinne spotkanie z mamą, a potem szybka wyprawa do babci i dziadka na pierogi leniwe?
W weekend pojedziemy wszyscy razem na wieś? dociekał maluch, wzrok jak z reklamy masła.
No jasne, tradycje rodzinne się szanuje, nie łamie, nie kruszy! odparł tata.
Niektórzy krewni oburzali się: Zachował się jak ostatni egoista, mógł przecież pomóc siostrze!. Ale Marcin był przekonany, iż jego wsparcie należy się tylko tym, którzy naprawdę są rodziną czyli babci i dziadkowi, a nie Dobromile, dla której jest tylko pomyłką z młodości.






