Katarzyna powoli stąpała po idealnie przystrzyżonym trawniku, jakby wchodziła na scenę. Każdy jej ruch był precyzyjny i zimno wyważony. Wiedziała: to nie jest zwykły powrót. To jej zemsta.

polregion.pl 1 tydzień temu

Kasia wolno stąpała po idealnie przystrzyżonej trawie, jakby wchodziła na scenę. Każdy jej ruch był precyzyjny, zimno wyrachowany. Wiedziała: to nie jest zwykły powrót. To jej zemsta.

Pan Leszek patrzył na nią wzrokiem, który niemal parzył. Trzymał laskę tak mocno, iż jego palce zrobiły się białe. W jego spojrzeniu było wszystko gniew, pogarda, ale też ten stary, drapieżny blask, którym przez dekady przygniatał wszystkich wokół.

Kupić? zapytał drwiąco. Dziewczyno, te domy należą do mojej rodziny. Do mojego rodu. Dopóki żyję, pozostaną tutaj.

Kasia podeszła bliżej.

Właśnie dlatego odpowiedziała cicho. Bo nie będziesz już długo żył.

Mężczyźnie zadrżały usta. Chciał się roześmiać, ale wybuchnął kaszlem. Lata, alkohol i ciężar władzy zrobiły swoje.

Za płotami sąsiadów pojawiły się twarze. Wszyscy widzieli tę scenę, nikt nie śmiał się wtrącić, ale ciekawość była silniejsza niż strach.

Oszalałaś, Kasia warknął starzec. Nikt ci nic nie sprzeda.

Kasia wyjęła z torby teczkę.

To umowy. Już kupiłam połowę ulicy. Ciocia Weronika miała długi, jej syn utonął w kredytach. Wujek Stanisław zbankrutował. Wszyscy przyszli do mnie.

Leszkowi błysnęły oczy.

Kłamstwo!

Kasia otworzyła teczkę i pokazała kopie dokumentów.

To dopiero początek. Ale ty, panie Leszku, masz sekrety, które są warte więcej niż te mury.

Starzec zachwiał się.

Jakie sekrety?

Uśmiech Kasi był lodowaty.

Myślisz, iż nic nie wiem? A wiem, jak „zostałeś wdowcem” w tak dziwnym czasie. Wiem, iż moja matka pewnego ranka po prostu zniknęła, a ty mówiłeś, iż zabrał ją zawał. Nie było sekcji. Nie było pytań. Opłaciłeś lekarzy, policjantów.

Wśród sąsiadów przeszedł pomruk. Za oknami zamigotały przerażone spojrzenia.

Kłamstwo! ryknął Leszek. Wszyscy wiedzą, iż była chora

Chora? przerwała mu twardo Kasia. A może po prostu stała ci na drodze razem ze swoim majątkiem?

Mężczyzna zatoczył się, ale gwałtownie odzyskał głos.

Nie masz dowodów.

Kasia uniosła dłoń.

A to co?

Wyjęła cienki, zniszczony zeszyt w oprawie. Twarz starca stała się popielata.

To

Tak. Pamiętnik mojej matki. Znalazłam go w starej skrzyni u dalekiej krewnej. Jest tam wszystko. Jej lęki, skargi. Opisała, jak podkładałeś jej leki do herbaty, żeby wyglądała na słabą. Jak sfałszowałeś testament.

Leszkowi rozszerzyły się oczy. Laska wysunęła mu się z dłoni, o mało nie upadł.

Kłamstwo wszystko kłamstwo

Kasia wzruszyła ramionami.

Może. Ale wiesz, co uwielbiają dziennikarze? Takie historie. Zwłaszcza te poparte dokumentami.

Na ulicy zapadła cisza. Tylko wiatr szumiał w drzewach.

Leszek podniósł rękę, jakby chciał uderzyć, ale zadrżał. Laska wypadła, a on sam osunął się wolno na ławkę przed gankiem. Jego twarz wykrzywiła się, godność zastąpiła bezradność. Władca klanu po raz pierwszy wydawał się słaby.

To moja ulica charczał, łapiąc powietrze.

Już nie odparła cicho Kasia.

Odwróciła się na pięcie i poszła w stronę samochodu.

I wtedy stało się coś nieoczekiwanego. Z domów wyszli sąsiedzi. Ciocia Weronika, blada, z potarganymi włosami, ściskając w dłoniach papiery.

Ona ma rację! krzyknęła. Sprzedałam jej wszystko nie mogliśmy spłacać kredytów

Za nią wyszedł wujek Stanisław, spuszczając wzrok.

Mój biznes upadł mruknął. Też podpisałem.

Głos tłumu rósł. Niektórzy płakali, inni klęli. Ulica, która dotąd wydawała się idealnie czysta, rozpadła się pod ciężarem kłamstw.

Kasia odpaliła silnik. W lusterku wstecznym jeszcze raz zobaczyła obraz: Leszek siedział nieruchomo, jak rozbity posąg, wokół niego krzątali się członkowie rodziny, próbując ratować ruiny.

W jej piersi ściskał się ból wielu lat, ale po raz pierwszy nie miał nad nią władzy. Ból już jej nie rządził.

Jej dłonie spokojnie trzymały kierownicę. Wiedziała: nie wróciła tu bez powodu.

Trzydzieści dwa lata temu wyrzucili ją stąd jak śmiecia.

Dziś została nową panią tej ulicy.

Punkt kulminacyjny: Ulica, która kiedyś należała do klanu Leszka, przeszła w ręce Kasi. Jej zemsta nie była krzykiem ani przemocą tylko papierami, zimną kalkulacją i czasem, który w końcu wszystko ustawił na swoim miejscu.

Idź do oryginalnego materiału