Czyjeś mieszkanie? Płać za wynajem!
Nie wiem, czy ślub mojej córki dojdzie do skutku. Wszyscy się poróżnili. A przyszły zięć zachowuje się jakby był porwany przez wiatr. Do ślubu zostały dwa tygodnie, a on krąży po pokoju, mówi niezrozumiałe rzeczy. Nie wiem, dokąd nas to wszystko zaprowadzi, żal mi córki opowiada Alina.
Ale dlaczego doszło do kłótni?
Pewnie mi nie uwierzysz, wszystko przez nowe mieszkanie. Chcieliśmy zrobić młodym niespodziankę, dlatego wyciągnęliśmy z szuflady wszystkie złotówki, sprzedaliśmy mazurską działkę i stary garaż pod Warszawą, żeby zebrać na lokum w bloku. Wszystko zapisaliśmy wyłącznie na moją córkę. Ale skoro będą rodziną, to jaka to różnica, czyje nazwisko widnieje w księdze wieczystej?
No właśnie…
Tak samo sądzi mój mąż. Mieszkanie jest kompletnie surowe: pustka, gołe ściany i betonowa podłoga. Nie mamy już ani grosza. Mąż zaproponował przyszłemu zięciowi, żebyśmy razem przeprowadzili remont, w końcu to dla nich. A on powiedział, iż nie zamierza się angażować!
Dlaczego nie chce?
Bo uważa, iż to cudze. Stwierdził, iż nie chce inwestować ani złotówki, skoro mieszkanie nie należy do niego. Może kupić firanki czy talerze, ale żadnych wielkich wydatków. Wszystko powinniśmy zrobić za własne pieniądze.
To może zostawcie jak jest, niech zamieszkają w tej pustce?
Nie ma szans, mieszkanie wygląda jak betonowy sen bez okien. Trzeba wymienić rury i przewody, wygładzić ściany, zerwać stare, skrzypiące ramy okienne, zanim rozsypią się w pył. choćby obrzeża podłóg grożą potknięciem. Trzeba choćby minimalnie wykończyć wnętrze mówi Alina, a jej głos odbija się echem od niezagospodarowanych przestrzeni.
Według mnie nie da się tak żyć, choćby jeżeli ktoś nie jest wybredny. Jak można wprowadzić się do czegoś, co przypomina opuszczony dworzec? Przyszły zięć zarabia dobrze, pracuje w ogólnopolskiej korporacji, ale na każdą złotówkę patrzy jak na unikalny skarb. Wszystko dlatego, iż marzy o swoim własnym mieszkaniu, żeby nie pozostać na lodzie.
I wiesz co? On by najchętniej wszedł i korzystał z naszego prezentu, ale żeby ani grosza nie wydać! Doszło do tego, iż powiedziałam mu: skoro to dla ciebie cudze mieszkanie, to płać jak za wynajem. Zaśmiał się i przytaknął wzdycha Alina, patrząc przez okno na topole szeleszczące jak stare banknoty.
A twoja córka? Co ona na to wszystko?
Jest rozbita, łzy jej spływają po policzkach jak rozlane mleko. Kocha go bardzo, ale my nie możemy się zgodzić, żeby mieszkanie przeszło też na niego. Teraz powtarza, iż nie chce ani mieszkania, ani remontu. Ale nie mogę się pogodzić z tym, iż facet nie chce niczego wnieść do wspólnego życia. Co za przyszłość ich czeka, skoro jeszcze przed ślubem zastanawiają się nad rozwodem i podziałem majątku? mówi Alina, jakby z innego wymiaru.
Czy według ciebie mój przyszły zięć powinien zainwestować własne złotówki w to mieszkanie? Ma tam mieszkać, zakładać rodzinę, sadzić pelargonie na balkonie. Czy to aż tak ważne, kto widnieje jako właściciel? Może on postępuje rozsądnie? A ty, co byś zrobił, gdyby twoje życie przypominało tak dziwny sen?






