Pamiętasz niewielkie okienko umieszczone wysoko pod sufitem, między kuchnią a łazienką? W wielu starszych mieszkaniach było czymś zupełnie zwyczajnym. Dzisiaj budzi zdziwienie, a niektórzy właściciele usuwają je podczas remontów. Wokół tego niepozornego elementu narosło mnóstwo teorii. Jedna mówi o gruźlicy, druga o wybuchach gazu. Prawdziwe wyjaśnienie jest jednak znacznie bardziej przyziemne.
Bloki na jednym z osiedli w Warszawie | Fot. Warszawa w Pigułce.Zagadka mieszkań z PRL-u. Po co było to małe okienko?
Kto dorastał w starszym bloku lub kamienicy, być może pamięta charakterystyczny widok. W ścianie oddzielającej kuchnię od łazienki znajdowało się niewielkie okno, najczęściej umieszczone tuż pod sufitem.
Zazwyczaj było prostokątne, miało prostą ramę i szybę, przez którą do łazienki wpadało światło z sąsiedniego pomieszczenia.
Dla dzieci bywało zagadką. Dorośli rzadko zastanawiali się nad jego przeznaczeniem. Po prostu było częścią mieszkania.
Dziś takie rozwiązanie wydaje się osobliwe. Dlaczego architekci mieliby projektować okno wychodzące nie na podwórko, ale do kuchni?
Okazuje się, iż odpowiedź wiąże się z historią budownictwa mieszkaniowego i dawnym podejściem do projektowania wnętrz.
Miało ratować życie? Popularna teoria o wybuchach gazu
Jedno z najbardziej sensacyjnych wyjaśnień mówi, iż okienka miały chronić mieszkańców przed skutkami wybuchu gazu.
Według tej teorii szyba miała pękać pod wpływem gwałtownego wzrostu ciśnienia, ograniczając zniszczenia w mieszkaniu.
Brzmi przekonująco, zwłaszcza iż w wielu dawnych łazienkach znajdowały się gazowe podgrzewacze wody.
Problem polega na tym, iż brakuje wiarygodnych dowodów, iż właśnie w tym celu projektowano takie okienka.
Nie można traktować zwykłej szyby pomiędzy pomieszczeniami jako zabezpieczenia przeciwwybuchowego.
Co więcej, podobne rozwiązania występowały również w budynkach powstałych przed upowszechnieniem gazowych podgrzewaczy wody.
A może chodziło o gruźlicę? Ta teoria również budzi wątpliwości
Druga popularna opowieść wiąże okienka z walką z gruźlicą.
W pierwszej połowie XX wieku ogromne znaczenie przywiązywano do higieny, dostępu do świeżego powietrza i światła słonecznego.
Według tej teorii promienie słoneczne wpadające przez okienko miały ograniczać rozwój drobnoustrojów w wilgotnych łazienkach.
Jednak tutaj również pojawia się poważny problem.
Światło przechodzące przez okno kuchenne, a następnie przez kolejną szybę, nie stanowi skutecznej metody dezynfekcji łazienki ani ochrony przed gruźlicą.
Zwykłe szkło ogranicza przenikanie części promieniowania ultrafioletowego, a samo doświetlenie pomieszczenia nie zastępuje adekwatnej wentylacji i zasad higieny.
Nie ma więc podstaw, aby przedstawiać walkę z gruźlicą jako jednoznacznie potwierdzony powód montowania takich okien.
Prawdziwy powód był znacznie prostszy
Najbardziej praktycznym wyjaśnieniem jest doprowadzenie naturalnego światła do łazienki pozbawionej własnego okna.
W dawnych mieszkaniach dostęp do światła dziennego był ważnym elementem projektowania.
Jeżeli łazienka znajdowała się wewnątrz budynku i nie miała kontaktu ze ścianą zewnętrzną, niewielkie przeszklenie pozwalało wykorzystać światło wpadające przez okno kuchenne.
Dzięki temu w ciągu dnia można było wejść do łazienki bez konieczności każdorazowego zapalania lampy.
Nie oznaczało to oczywiście, iż pomieszczenie było równie jasne jak pokój z normalnym oknem.
Jednak choćby niewielka ilość światła poprawiała komfort korzystania z ciasnego wnętrza.
Rozwiązanie miało również wymiar ekonomiczny. W budownictwie, w którym liczył się każdy metr kwadratowy, takie kompromisy pozwalały projektować niewielkie mieszkania z osobną łazienką.
Dlaczego w PRL-u budowano tak ciasne mieszkania?
Aby zrozumieć sens tego rozwiązania, trzeba przypomnieć realia powojennej Polski.
Po II wojnie światowej ogromnym problemem był niedobór mieszkań. Władze dążyły do budowy jak największej liczby lokali, często ograniczając ich powierzchnię i standard.
W latach 60. i 70. powstawały mieszkania z niewielkimi kuchniami, ciasnymi łazienkami i pomieszczeniami pozbawionymi bezpośredniego dostępu do światła dziennego.
Kuchnie i łazienki umieszczano często blisko siebie, tworząc wspólny zespół instalacyjny. Pozwalało to skrócić przewody wodociągowe i kanalizacyjne oraz ograniczyć koszty budowy.
W takich warunkach niewielkie przeszklenia wewnętrzne były jednym ze sposobów poprawienia funkcjonalności mieszkań.
Warto jednak pamiętać, iż nie wszystkie bloki z PRL-u miały okienka między kuchnią a łazienką. Rozwiązania różniły się w zależności od projektu, okresu budowy i technologii.
Dziś wiele osób je zamurowuje. Czy to dobry pomysł?
Podczas remontów starszych mieszkań właściciele często decydują się na usunięcie charakterystycznego okienka.
Powody są różne. Jedni chcą uzyskać jednolitą ścianę, inni potrzebują miejsca na szafki lub płytki ceramiczne.
Są jednak również osoby, które świadomie zachowują ten element.
Dawne okienko można zastąpić przeszkleniem z mlecznego szkła, które przepuszcza światło, ale zapewnia prywatność.
W niektórych mieszkaniach staje się ono ciekawym detalem architektonicznym przypominającym historię budynku.
Przed zamurowaniem otworu należy jednak sprawdzić konstrukcję ściany i wymagania dotyczące pomieszczenia. Szczególną ostrożność trzeba zachować przy instalacjach gazowych i wentylacyjnych.
Warszawskie mieszkania pełne są takich niespodzianek
W starszych warszawskich blokach i kamienicach można znaleźć wiele rozwiązań, które dziś wydają się nietypowe.
Niewielkie kuchnie, pawlacze, szafki podokienne, przeszklenia wewnętrzne czy charakterystyczne wnęki to świadectwa dawnych sposobów projektowania mieszkań.
Niektóre powstawały z oszczędności, inne miały poprawiać wygodę codziennego życia.
Małe okienko między kuchnią a łazienką jest jednym z takich detali. Nie było magicznym zabezpieczeniem przed wybuchem gazu, ale przede wszystkim praktycznym sposobem doprowadzenia światła do ciemnego pomieszczenia.














