Sobotni poranek zapowiadał Jadwidze spokojny dzień tylko dla siebie. Marek wyjechał jeszcze o świcie, a ona właśnie nalała sobie pierwszą kawę, gdy telefon rozdarł ciszę dzwonkiem teściowej. — Jadziu, tam Wanda zaraz podjedzie — głos Teresy brzmiał tak zwyczajnie, jakby mówiła o pogodzie. — Odbierzesz od niej Stasia i Danusię, pobędziesz z nimi do wieczora. […]