Nic nie może się równać ze Ścianą
31 sierpień 2011
Takie to smutne, tak tragiczne, nieuchronne osuwanie się kobiet w seksualną bezwartościowość, nieubłagane tykanie kosmicznego zegara, które zdziera z nich urodę płat po płacie, jakby odrywało fragmenty duszy, niczym psychologiczne ling chi. Sadystyczny złodziej w środku nocy, który ryje zmarszczki, zwiotcza, obwiesza i deformuje to, co było ich najpilniej strzeżonym atutem. jeżeli mają dzieci, stanowią one jedynie marną pociechę wobec bolesnej świadomości, iż zostały wyssane z młodzieńczej lekkości i swojej mocy.
Ale dość tej wesołości. Sinéad O’Connor, irlandzka piosenkarka, która podarła zdjęcie papieża i słodko zaśpiewała własną wersję ballady Prince’a, a która jeszcze nie tak dawno, mimo szoku wywołanego zmianą fryzury, była na tyle atrakcyjna, iż choćby z chłopięco krótkimi włosami wielu facetów chętnie by się z nią przespało, uderzyła w Ścianę z taką siłą, iż choćby Kojot Wile E. skrzywiłby się z bólu. Oto dowód.
Kiedyś:

A teraz (20 lat później):

Drobinka [pixie]? Już nie. Baryłka [bixie].
Niektórzy z was, bardziej miękkiego serca, mogą zapytać, dlaczego pastwię się nad biedną kobietą, która i tak cierpi wystarczająco, uwięziona w swojej rozpadającej się powłoce. Spokojnie, trębacze. Może mam sadystyczną żyłkę, ale nie wybieram swoich celów bez uzasadnienia, co sprawia, iż zadawanie bólu staje się jeszcze przyjemniejsze.
Stara dobra Sinéad, gruba i nieszczęśliwa, prowadzi internetowego bloga, no proszę! Na którym użala się nad brakiem życia seksualnego i praktycznie zamieszcza ogłoszenie matrymonialne, błagając, żeby jakiś mężczyzna wybawił ją z ponurego celibatu. Najbardziej niezrozumiałe jest to, iż sporządza jeszcze listę wymagań wobec mężczyzny, którego szuka.
Skarżąc się na brak bliskości w ostatnim czasie, O’Connor pisze na swoim blogu:
„Moja sytuacja seksualno-uczuciowa jest tak chujowa, iż zaczynają mnie pociągać przedmioty nieożywione, a także nieodpowiedni i/lub niedostępni faceci oraz nieodpowiednie i/lub niedostępne owoce i warzywa. Powiem wam, iż bataty prowadzą w wyścigu.”
„Nie trzeba chyba dodawać, iż to, czym się zajmuję zawodowo, bardzo utrudnia znalezienie faceta, który chciałby mnie tylko dlatego, iż podoba mu się mój (legendarny) tyłek. A przecież jestem u szczytu swojego seksualnego rozkwitu [red.: Nie, nie jesteś.] i jestem zdecydowanie zbyt piękna [red.: Nie, nie jesteś.], żeby żyć jak zakonnica. I to jest STRASZNIE dołujące.” [red.: Owszem.]
Postanowiła więc wziąć sprawy w swoje ręce, ale O’Connor nie szuka byle jakiego faceta. Chce konkretnie mężczyzny w średnim wieku, miłego, wygłodniałego seksualnie, który nie używa kosmetyków do włosów, mieszka w Irlandii, kocha swoją matkę… Lista wymagań wobec potencjalnych partnerów seksualnych jest długa.
Sinéad, zakręcona, stara panna, irlandzka Lassie, obwisłocycka… spojrzałaś ostatnio w lustro? Nie jesteś w pozycji, żeby stawiać jakiekolwiek wymagania mężczyznom. Powinnaś dziękować swojemu pierdolonemu szczęściu, jeżeli jakiś bezdomny, zaszczany menel zechce wsadzić ci go w twoją rozdętą, obwisłą roklapiochę.
To właśnie tego rodzaju uparcie agresywne urojenia, tak powszechne wśród starzejących się pum (starzejące się uwodzicielki), grubych harpii i samotnych matek, uruchamiają mój radar wyłapujący cele do oskórowania. To właśnie taki tępy klaun, przesiąknięty pięknymi kłamstwami, stanowi doskonały przypadek pokazowy, przykład ku przestrodze dla młodszych, rozsądniejszych kobiet, które stoją na krawędzi złych życiowych decyzji. Można by wręcz… prawie… powiedzieć, iż jestem humanitarystą.
Pozwólcie, iż wyrażę się jasno, jeżeli jeszcze tego nie zrobiłem. Panieeeenki, słuchać uważnie. Kiedy zaczynacie bardziej przypominać Sinéad po zderzeniu ze Ścianą niż Sinéad sprzed zderzenia ze Ścianą (patrz wyżej), nadszedł czas, żeby solidnie obniżyć listę wymagań wobec mężczyzn. Każdy facet, którego uda wam się zdobyć, o ile w ogóle jakiegoś zdobędziecie, nie będzie ich spełniał. choćby się do nich nie zbliży.
Rozumiem, iż udawanie, iż przez cały czas macie wysokie standardy, daje wam pewien psychiczny komfort w obliczu okropnego zeszpecenia zadanego przez okrutne ręce Ojca Czasu. Ale faktyczne trzymanie się tych absurdalnych wymagań, zamiast tylko obłudnie je powtarzać, żeby łatwiej było wam zasnąć, nie sprawi, iż zdobędziecie mężczyznę choćby odrobinę godnego szacunku, inteligentnego, błyskotliwego czy atrakcyjnego.
Jeśli już, to taka ślepa konsekwencja skaże was na dożywotni celibat. Mężczyźni, których same uznajecie za atrakcyjnych, mówiąc brutalnie, nie uznają was za atrakcyjne. W ogóle. Będziecie dla nich czymś gorszym niż niewidzialne. Będziecie odpychające. Potworami, których należy unikać albo z których należy się wyśmiewać. Czas, w którym kobiety mogą pozwolić sobie na pielęgnowanie długiej listy wygórowanych wymagań wobec mężczyzn, przypada wtedy, gdy są młode, szczupłe i urocze.
Przez młode rozumiem: poniżej 25. roku życia.
Przez szczupłe rozumiem: BMI od 17 do 23.
Przez urocze rozumiem: górną połowę kobiet przedstawionych wcześniej.
Jeżeli brakuje choć jednego z tych elementów, kobieta powinna odpowiednio obniżyć swoje wymagania, proporcjonalnie do tego, jak bardzo odbiega od kobiecego ideału. Jeżeli więc jesteś stara, gruba i brzydka, jedynym wymaganiem, jakie możesz rozsądnie stawiać mężczyznom z nadzieją na jego spełnienie, jest to, żeby nie był trupem. choćby wtedy nie będzie łatwo. Sinéad jest szczególnie wymownym przykładem spektakularnego rozbicia się o Ścianę, ponieważ jej kompleks roszczeniowości, dorównujący królom i królowym jest klasycznym przypadkiem projekcji.
Pociągają ją mężczyźni posiadający sławę i władzę, więc zakłada, iż mężczyzn będą pociągały kobiety posiadające sławę i władzę. Sama ma sławę (w bardzo luźnym znaczeniu tego słowa) i uważa, iż mężczyźni będą ją za to kochać. To najgorsza możliwa sytuacja dla samotnej pumy: posiada cechy, które zwiększają atrakcyjność mężczyzny, ale nie posiada cech zwiększających atrakcyjność kobiety. Na papierze i w świecie własnych racjonalizacji takie wpływowe starsze kobiety są przekonane, iż zasługują na to, co najlepsze. W rzeczywistości seksualnego rynku są zapomnianymi kobietami minionych lat, bezceremonialnie odsuwanymi na bok przez mężczyzn mających wybór na rzecz młodszych i atrakcyjniejszych kobiet, o których gorączkowo marzą.
Ale robi się jeszcze lepiej. Kolejne wpisy Sinéad przyniosły następne rewelacje. Potencjalni kochankowie mogą być choćby lesbijkami; mogą się nawet, jak łaskawie przyznała nazywać Brian albo Nigel; ale seks analny nie podlega negocjacjom.
„Każdy mężczyzna, którego biorę pod uwagę, musi lubić seks analny… Niech teraz będzie BARDZO jasne: tak, uprawiam seks analny i szczerze mówiąc byłabym głęboko nieszczęśliwa, gdyby seks analny nie wchodził w grę, obok wszystkiego innego. Więc jeżeli nie przepadasz za tym trudnym brązowym tematem… nie zgłaszaj się.”
Kiedy myślę o urokach seksu analnego, wyobrażam sobie uroczą, młodą dziewczynę, której jedwabiście gładki tyłek właśnie penetruję. Gdybym miał ochotę przedzierać się przez wilgotny las, rąbać maczetą gęste zarośla i wdychać odór gnijącej padliny przypalający włosy w nozdrzach, prędzej pojechałbym do Amazonii niż do tyłka Sinéad O’Connor.
Rozumiem jednak, dlaczego Sinéad tak mocno podkreśla ten swój wymóg. To całkowicie naturalne, iż wraz z wiekiem kobiety stają się bardziej skłonne eksperymentować z najróżniejszymi seksualnymi fetyszami. To zupełnie przewidywalne. Kiedy nie możesz już handlować swoją uroczą buzią, musisz czymś innym zrekompensować ten niedobór, zwykle mniej atrakcyjną zachętą, na przykład gotowością do rozciągnięcia własnego tyłka jak bezdenny hamak i huśtania się na maszynie z dildo ku uciesze swojego nieudacznika-kochanka.
Zastanawiam się jednak, czy przesłanie Château nie zaczyna już przenikać do zbiorowej świadomości roju. Być może zbliża się wielkie przebudzenie pum [cougarów]. Pewna starzejąca się samotna matka prowadzi blog, na którym uczciwie ocenia swoją niską wartość na rynku seksualnym (SMV) oraz darwinowską brutalność rynku randkowego dla kobiet takich jak ona.
„Kiedy byłam młodsza, zawsze miałam chłopaków i zakładałam, iż po narodzinach Jamesa znowu tak będzie” – pisze. „Kiedy skończył trzy lata, zaczęłam rozmawiać z mężczyznami przez internet. Te rozmowy były przyjemne, czasem choćby bardzo flirtujące, ale gdy tylko proponowałam spotkanie, mężczyźni często się wycofywali, mówiąc, iż nie szukają związku.”
Przez kolejne lata odbyła kilkanaście randek, ale żadna nie okazała się tą adekwatną. Gdy ostatni raz zarejestrowała się na portalu randkowym, miała 44 lata i bardzo niewielu mężczyzn w ogóle się z nią skontaktowało.
„Czterdziestka jest dla wielu mężczyzn ogromną granicą”, wyjaśnia Ruthie. „Był tylko jeden, z którym się spotkałam, i spędziliśmy fantastyczny wieczór. Byłam zaskoczona, iż później się nie odezwał.”
Sześć miesięcy później jednak się skontaktował. Okazało się, iż kiedy spotkał mnie, umawiał się również z innymi kobietami i zdążył nawiązać z nimi krótkie związki. Kiedy te związki się rozpadły, wrócił do mnie. Pomyślałam tylko: ‘Zaraz znowu odejdzie’, więc nie ciągnęłam tego dalej.”
Auć. Tego właśnie rodzaju kiepskiego traktowania ze strony mężczyzn może spodziewać się kobieta, której atrakcyjność jest już na równi pochyłej i która dźwiga na barkach nieślubne potomstwo, jeżeli celuje w mężczyzn, których sama uważa za atrakcyjnych. Nie będzie lepiej, jeżeli będzie się upierała, iż umawia się wyłącznie z mężczyznami, którzy jej się podobają. Będzie tylko gorzej. Mężczyźni, którzy mają wybór, po prostu nie będą traktować samotnych matek, które mają swoje najlepsze lata za sobą, tak dobrze, jak traktują młode, atrakcyjne i bezdzietne dziewczyny. O ile w ogóle uznają je za warte czegoś więcej niż chłodnej obojętności. Więcej młodych kobiet powinno usłyszeć historie takie jak ta. Mogłoby to oszczędzić im wielu przyszłych rozczarowań.
A oto internetowy dowód na to, iż wśród starszych kobiet zaczyna zachodzić pewne przebudzenie.
„Katie Sheppard, dyrektor ds. relacji w Match.com, powiedziała, iż randkowanie online jest w tej chwili drugim najczęstszym sposobem poznawania się par w Wielkiej Brytanii, zaraz po przedstawieniu przez rodzinę lub znajomych, a dla starszych osób może być idealnym sposobem, by „ostrożnie wrócić do randkowania”.
Badania serwisu pokazują, iż randkowanie, szczególnie dla rozwiedzionych kobiet jest pełne komplikacji, niepokoju i obaw. Szukanie drugiej miłości, gdy dzieci są na pierwszym miejscu, stanowi duże wyzwanie. Nicola Lamond, rzeczniczka Netmums i matka, powiedziała: „Bycie samotnym rodzicem bywa naprawdę trudne. Samotni rodzice opisują siebie jako osoby samotne, odizolowane, bezbronne i bezwartościowe. Naprawdę mają poczucie, iż ich świat się skurczył.”
Mają poczucie, iż ich świat się skurczył… ponieważ rzeczywiście się skurczył. choćby Sinead ma jeszcze szansę pogodzić się z faktem własnej seksualnej przestarzałości.
„Strażacy, rugbiści i Robert Downey Jr. będą traktowani priorytetowo. Tak samo dosłownie każdy, kto się zgłosi.”
Czasem choćby rozdawanie tego za darmo nie wystarcza.
Nadszedł czas, by przesłanie tego bloga dotarło na cały świat. By wykluczyć zatwardziałe feministki zaprzeczające rzeczywistości i przekonać te, które są jedynie zagubione, by wyszły ku światłu rozsądku. Krótko mówiąc, zwiększyć ogólną sumę szczęścia na świecie.
To i tak lepsze niż słuchanie, jak mówię: „A nie mówiłem?”
PS.

Źródło: Nothing Compares 2 The Wall








