W dzień pogrzebu żony Władysław nie uronił ani jednej łzy.
Popatrz, a nie mówiłam, iż on nie kochał Zosi? szeptała do ucha sąsiadce Tekla.
Ciszej, teraz to już nie ma znaczenia. Dzieci zostały sierotami z takim ojcem odszepnęła Hanka.
Zobaczysz, zaraz ożeni się z Jadzią przekonywała Teklę Stasia.
Z jaką Jadzią? Przecież Grażyna to jego miłość, czy już zapomniałaś, jak razem po stogach biegali? Jadzia do niego nie wróci. Ma rodzinę, i już o nim dawno zapomniała.
Pewna jesteś?
Oczywiście. Jadzia ma męża, przodownika. Po co jej Władek z dziećmi. Jest praktyczna, a Grażyna męczy się z Mietkiem. Właśnie z nią Władek znów zacznie się spotykać zakończyła Stasia.
Zosię pochowali. Dzieci trzymały się mocno za ręce. Michaś i Pola mieli tylko po osiem lat.
Zosia wyszła za Władka z wielkiej miłości. Ale czy Władysław ją tak naprawdę kochał, tego Zosia nie wiedziała jak i wszyscy we wsi.
Mówiono, iż zaszła w ciążę i dlatego Władysław musiał się z nią ożenić. Mała Klara urodziła się wcześniaczką i krótko żyła, potem przez długi czas nie mieli dzieci. Władysław zawsze chodził ponury, małomówny. Ludzie mówili na niego Wilk. Taką miał ksywę przez tę swoją oschłość. Na czułość i słowa był bardzo skąpy. To najwięcej wie Zosia.
Ale Bóg nad nią się zlitował. Ile modlitw wylała ta biedna kobieta, to tylko niebo wie. I tak wreszcie narodziły się bliźnięta Pola i Michaś.
Michaś przypominał matkę serdeczny, czuły. Pola była jak ojciec zamknięta w sobie, słowa od niej się nie wydobędzie, zamknie się na sto spustów i milczy. Do ojca była zbliżona, bo mieli podobny charakter.
Władek majstrował w szopie a Pola plątała się przy nim, słuchała, jak uczy ją życia. Michaś był przy matce pozamiatał, przyniósł wodę małym wiaderkiem, niewielka pomoc, ale zawsze coś. Zosia kochała dzieci, ale Poli nie umiała rozumieć, do Michasia całym sercem się przywiązała.
Gdy chorowała Zosia, rzekła do Michała:
Synku, niedługo odejdę. Ty zostaniesz za najważniejszego. Dbaj o siostrę, nie krzywdź jej, bądź jej opiekunem. Jesteś chłopcem, musisz ją chronić, ona jest dziewczynką, jest słabsza potrzebuje Twojej pomocy.
A tata? spytał Mieszko.
Co? Zosia nie zrozumiała.
Tata będzie nas chronił?
Nie wiem, synku. Życie pokaże.
To nie umieraj, mamo, jak my bez ciebie? rozpaczał Mieszko.
Oj synku, gdyby to ode mnie zależało… westchnęła tylko Zosia.
A nad ranem odeszła.
Władysław siedział przy niej, trzymał ją za rękę. Bez słowa, bez łzy. Zgarbił się, posmutniał, zczerniał na twarzy i tyle.
Życie powoli wracało do normy. Pola przejęła obowiązki gospodyni. Samodzielnie próbowała gotować, sprzątać w domu, ale była jeszcze zbyt mała. Przychodziła siostra Władka, Natalia pomagała i uczyła Polę domowych obowiązków.
Ciociu Natalio spytała kiedyś Pola czy tata się teraz z kimś ożeni?
Nie wiem, dziecko, co mu tam po głowie chodzi… Skąd mam wiedzieć.
Natalia miała własną rodzinę, dzieci i męża, Stanisława. Tworzyli zgraną rodzinę.
A jakby co, zabierzesz nas do siebie? dopytywała Pola.
Nie wymyślaj. Ojciec was kocha, nikomu was nie odda zapewniła Natalia.
A tymczasem po wsi chodziły już plotki, jakoby dawna miłość Władka i Grażyny znów się odrodziła.
Grażyna to oszalała plotkowała Tekla znowu się z Władkiem zadaje, o rodzinie zapomniała.
Oj, baby, dość tych plotek! przegonił je sołtys, pan Maksymilian Leszczyński.
Tylko ludziom życiem obracacie, zamiast znać prawdę o sąsiadach! zganił ich przewodniczący w obronie Władka.
Władek i Grażyna kiedyś się kochali uczucie było tak mocne, iż można byłoby książkę napisać. Ale Władek wyjechał pomagając innemu PGR-owi, a Grażyna wtedy zadała się z Mietkiem Bylickim. Gdy wrócił i się dowiedział, pobił Mietka, a z Grażyną kontakt zerwał na dobre.
Grażyna wyszła za Mietka. Mietek był hulaka, pił i za babami latał Grażyna płakała, iż takiego męża nie utrzymała przy sobie. Władek nie pił, pracowity, tylko zamknięty w sobie.
Wtedy zauważono, iż Władek stara się o Zosię. Zosia zakwitła, cała wieś patrzyła z zachwytem.
Ot, co miłość z ludźmi robi mówiono.
Zosia od dawna była zakochana w Władku, ale milczała cóż miała do Grażyny.
A jednak los bywa przewrotny. Spotykali się, potem się pobrali w urzędzie gminy. Skromne było wesele z rodziny Władka tylko Natalia, z Zosi matka, kobieta staruszka. Matka Zosi późno ją urodziła, wszyscy domyślali się, czyim dzieckiem jest ale milczeli. W tej wsi przewodził pan Wacław Stępień z nim miała romans matka Zosi, piękna była to kobieta, ale nigdy nie wyszła za mąż, nie była przez wieś lubiana. Zosia nie odziedziczyła po niej charakteru. I czy córka odpowiada za matkę?
Wieś Zosi żałowała najbardziej, gdy wyszła za mąż za Władka.
Oj, co to będzie, on jej nie kocha. Całe życie się będzie z nim męczyć wzdychała sąsiadka, Genia Kwiatkowska.
A jednak Władek był jej wierny. Gdzie na wsi by się taki sekret ukrył?
Piętnaście lat żył z Zosią. Nigdy choćby kłótni między nimi nie było wieś uspokoiła się, aż Zosia nie zachorowała poprzedniej zimy. Ciężka choroba, z której nie ma powrotu.
Wtedy Władek wracał z pracy.
Władku, wpadnę do ciebie na godzinkę, pogadam, dzieciom pączków napiekłam dogoniła go Grażyna z miską pączków.
Nie, Grażyno, dziękuję. Natalia już nam wczoraj napiekła.
Ja z serca, Władek.
A ona też z serca rzucił Władek.
Może choć wieczorem przy młynie się spotkajmy? podjęła Grażyna.
Po co?
Jak to po co Zapomniałeś już, co było między nami? zdziwiła się.
To, co było, dawno już zarosło mchem. Kocham swoje dzieci. Zosię kocham…
Ale przecież jej już nie ma westchnęła Grażyna.
Miłość nie umiera odpowiedział Władek.
Nie kochałeś jej, mnie na złość się z nią ożeniłeś.
Grażyna, idź do domu powiedział chłodno Władek.
Przyspieszył kroku, nie obejrzał się, szedł, gdzie dzieci go czekały.
Grażyna została sama pośrodku wiejskiej drogi.
Minęło kilka lat. Dzieci urosły. Ciocia Natalia często ich odwiedzała, ale już wiedziała, iż jej brat to człowiek jednej miłości.
Polu, słyszałam, iż spotykasz się z Grześkiem Zielińskim rzuciła od progu do dorosłej już Poli.
Tak, a co? spytała dorosła Pola. Ależ piękna dziewczyna pomyślała Natalia.
Nic, pytam tylko. Ale uważaj z nim.
Dlaczego?
Wiesz dobrze powiedziała ciotka.
Ciociu Natalio, ja go tak kocham, na zawsze.
Tak ci się wydaje, iż na zawsze.
Nie wydaje mi się. Jestem pewna.
Ty może pewna, ale Grzegorz?
Jak mnie zrani, już nigdy nikogo nie pokocham.
To jestem w stanie uwierzyć odparła Natalia.
Wieczorem Michał i Pola czekali na ojca z pracy.
Czemu tata się spóźnia? zapytał Michał.
Przecież dziś piątek.
No i co?
Przeważnie w środy, piątki i niedziele chodzi na grób mamy.
Skąd wiesz? zdziwił się Michał, aż uniósł brwi.
Głupi jesteś, Michale, jeżeli nie czujesz duszą własnego ojca.
Cicho poszli na cmentarz, Pola prowadziła Michała boczną ścieżką przez ogrody.
Popatrz powiedziała, wskazując skuloną sylwetkę ojca.
Michał nadstawił ucha usłyszał, jak ojciec rozmawia z kimś niewidzialnym.
No, Zosiu, tak to właśnie jest. Niedługo nasza Pola za mąż wyjdzie. Wianek jej już skompletowałem, Natalia pomogła. Żyjemy po swojemu, powoli. Wybacz mi, Zosiu, iż za życia za mało czułych słów Ci mówiłem. Ale serce moje Ci to wszystko powiedziało. Ja słowami nie umiem, bardziej sercem zachrypniętym głosem wyrzekł Władysław i ruszył powoli w stronę bramy cmentarnej.
Pola spojrzała na Michała. W oczach brata płynęły łzy.
Bo prawdziwa miłość nie potrzebuje wielkich słów żyje w ciszy wielkiego serca. Życie pokazuje, iż najgłębsze uczucia realizowane są mimo upływu czasu, a wierność i oddanie są cenniejsze niż wszystko inne na świecie.







