ODPOWIEDNIA STRONA

renatawinczewska.wordpress.com 18 godzin temu

Dziś miałam dobry, niezwyczajnie przyjemny sen. Sen skuteczny i podrasowany nutką erotyzmu. Zawieszony na barkach przeszłości, którą zostawiłam w tyle. Oddalenie dwóch osób, zastanawianie się i niemożność podjęcia decyzji na jawie, ulokowało relację w sennej rzeczywistości. Przenikliwe jest ciepło obecności, jaką człowiek potrafi sobie wyobrazić, aczkolwiek… tak pięknie, podskórnie i niebanalnie. Najwidoczniej gdzieś we mnie jest coś, co pozwala sobie na wiele uczuciowości, najdelikatniej „nim” przyprawionej, jakby płatkami kwiatów zamiast dłoni. Zrozumieniem i przyjęciem mnie taką, jaką jestem, bez chęci zmieniania mnie i poprawiania na jakiś perfekcyjny obraz. Oj i co ja mam z tym zrobić na jawie?

Bezpieczne bytowanie jest mi potrzebne, jak woda rybie, jak muszla ślimakowi, jak niebo słońcu, żeby pozostało słońcem. W snach z konkretnym „nim”, czuję się zaopiekowana. To takie dziwne, iż daleko, a jednak… daleko jest mi bliżej niżbym mogła się spodziewać, iż to unosi tak wysoko… a jednak rano trzeba żyć znów przy ziemi.

Wstałam z „piosenką” w głowie, co nie jest niczym dziwnym, bo to mi się akurat czasami przydarza. Początkowo nie mogłam sobie przypomnieć tytułu. Wiedziałam tylko, iż to była ABBA. Przeryłam spotify i znalazłam tytuł „The Day before You Came”. No tak, jeszcze jestem w tym obłędzie, najwidoczniej w chwilach spokoju odnajduje w sobie w całej okazałości to, co mnie popycha głęboko w stronę miłości. A moje wyobrażenie kochania, nareszcie znalazło sobie ciało, któremu oddało cały salon… jak to możliwe?

W środku nocy obudził mnie deszcz. Bardzo gwałtownie zarzuciłam jakąś koszulkę i poszłam uratować papugi, które zaczynały moknąć na balkonie. Nic im nie było, ale ja… ja wyrwana ze snu o godzinie drugiej czterdzieści sześć poczułam się tak, jakby mi ktoś odciął źródło zasilania, bo i piosenka ucichła i znów tylko kot obok. Dobrze mi było w tym świecie równoległym, być może świecie złudy. Nie wiem kiedy znów mnie oplecie ta cudna powieść w odcinkach, jaka mi się snuje i snuje od pewnego czasu, wciąż z tą samą osobą. Nie wiem czy kiedyś się skończy, czy… niesamowite, iż jednak trwa i trwa mimo sprzeciwu mojego dziennego umysłu, mimo tego, iż wiem… a może się mylę… ale nie po to robiłam w swoim życiu uczuciowym (rozwód) porządek, żeby na powstałe miejsce wpuścić kogoś, kto postępuje tak, iż nie mam pewności, czy ma czystą kartę, gotową do zapisania po nowemu, inaczej. Potrzebuję ufać.

Zamykam oczy, by znów sobie przypomnieć. Nie wiem który to raz dzisiaj przemierzam ten jeden, konkretny moment ze snu, ten w którym magnesy się stykają odpowiednią stroną. I ja i… Szkoda? Może i szkoda. Jednak świat tak zrodzony i tak wypielęgnowany, rzadko potrafiłby przetrwać w obecności świata realnego. Może to cena jaką trzeba zapłacić za cudne sny? I ta muzyka… oj 🙂 słucham i słucham przez cały dzień.

Idź do oryginalnego materiału