PAMIĘTAM? NIE DA SIĘ ZAPOMNIEĆ! – Pola, sprawa jest poważna… Pamiętasz moją nieślubną córkę, Nastkę? – mąż mówił zagadkami i czułam niepokój. – Hm… Pamiętam? Nie da się zapomnieć! Co się stało? – usiadłam, gotowa na najgorsze. – Sam nie wiem, jak ci to powiedzieć… Nastka błaga, byśmy przygarnęli jej córkę, czyli moją wnuczkę – plątał się mąż. – Ale dlaczego akurat my, Szurek? A jej mąż? Zniknął jak kamfora? – byłam już zaintrygowana. – Widzisz, Nasti zostało kilka czasu. Męża w ogóle nie było. Jej matka dawno wyszła za obcokrajowca, mieszka teraz w Ameryce. Z córką nie utrzymuje kontaktu, są w wielkim konflikcie. Nikogo innego Nastka nie ma. Prosi więc nas… – Szurek spuszcza wzrok. – I? Co zamierzasz? – ja już wiedziałam, jak zdecyduję. – No wiesz… Radzę się ciebie, Pola. Jak powiesz, tak będzie – Szurek w końcu spogląda na mnie pytająco. – Świetnie! Czyli ty w młodości narozrabiałeś, a ja, Pola, mam brać na siebie odpowiedzialność za nie swoje dziecko? Tak? – irytowało mnie to strasznie. – Pola, jesteśmy rodziną. Musimy zdecydować razem – Szurek próbuje pójść w zaparte. – Ooo, przypomniało ci się! A kiedy skakałeś do łóżka z inną, radziłeś się mnie jako żony? – łzy napływają mi do oczu i uciekam do drugiego pokoju… …W liceum chodziłam z moim kolegą z klasy, Waldkiem. Ale kiedy do klasy przyszedł nowy – Aleksander – zapomniałam o całym świecie… [Ciąg dalszy tej pełnej emocji historii rodzinnej, w której pytanie „czy można zapomnieć o przeszłości?” nabiera bardzo polskiego wymiaru, gdzie rodzinne dylematy, zdrada, przebaczenie i nowe pokolenie spotykają się w jednej – być może niełatwej – decyzji.]

twojacena.pl 6 dni temu

PAMIĘTAM? NIE MOGĘ ZAPOMNIEĆ!

Pola, wiesz Tak sobie myślę Pamiętasz moją nieślubną córkę Zuzannę? mój mąż mówił tak, jakby szeptał do szuflady pełnej sekretów. W tej chwili w mieszkaniu zapachniało jesienią i przegniłą trawą.

Pamiętam? Nie mogłabym zapomnieć! O co chodzi? opadłam ciężko na krzesło, rozlewając herbatę na stary obrus, jakby to wróżyło nadchodzące kłopoty.

No bo widzisz Zuzanna błaga, żebyśmy przygarnęli jej córkę, czyli moją wnuczkę plątał się w słowach. W jego oczach migały małe ogniki, jakby szukał wyjścia z labiryntu.

No pięknie, Stefan. A gdzie jest ojciec tej dziewczynki? Wyjechał na grzyby i nie wrócił? Czułam, iż zapadam się pod ziemię, a cegły ścian stają się miękkie.

Zuzannie zostało kilka życia. Ojca nie było, zniknął. Matka Zuzanny dawno temu wyprowadziła się do Niemiec, wyszła za Niemca. Z Zuzanną nie rozmawia, są w śmiertelnej waśni. Innych krewnych nie ma Stefan smętnie zadzierał głowę do sufitu, jakby liczył pęknięcia.

I? Co zamierzasz? Co chcesz zrobić? Ja już podjęłam decyzję, ale wisiałam w powietrzu jak idiotyczny balonik.

Przecież z tobą się radzę, Pola. Jak powiesz, tak będzie Stefan pierwszy raz od godziny patrzył mi prosto w twarz, jakby zapomniał o swoim ciele i nogach.

No pięknie. Ty się bawiłeś kiedyś z jakąś dziewczyną, a teraz ja mam brać odpowiedzialność za cudze dziecko? Złość ściekała mi po policzkach jak gęsty miód.

Pola, jesteśmy rodziną. To nasza wspólna sprawa Stefan podszedł, jego twarz zamieniła się na moment w pogniecione jabłko.

W rodzinie? To czemu wtedy ze mną się nie radziłeś? Szloch przebiegł przez moje ciało jak zimny wiatr, uciekłam do drugiego pokoju, chowając się w szafie pełnej starych swetrów.

…W liceum chodziłam z chłopakiem imieniem Wiktor. Ale gdy w naszej klasie pojawił się nowy, Szymon, zapomniałam, jak się adekwatnie oddycha przy Wiktorze. gwałtownie zostawiłam Wiktora, a Szymon mnie zauważył. Odprowadzał pod klatkę, wręczał kwiaty zerwane w parku Oliwskim. Po tygodniu przyciągnął mnie do siebie, a ja kochałam go już tak mocno, iż mogłabym się rozpuścić.

Po maturze Szymona powołali do wojska. Odprowadzałam go na pociąg, a na peronie był taki dym i łzy, iż spod stóp wypływało mleko. Rok pisaliśmy do siebie, aż przyjechał na przepustkę. Byłam gotowa przebierać się za choinkę, żeby się mu podobać. Szymon obiecywał, iż wróci za rok i weźmiemy ślub. Po tych słowach czułam się, jakby mi motyle wychodziły z ust.

Szymon wyjechał, a ja czekałam na niego jak klucz do zamka. Po pół roku dostałam list Szymon pisze, iż poznał kogoś innego w wojsku, do Gdańska już nie wróci. W brzuchu kopało mnie dziecko Szymona. Taki to los panna młoda obrączka ze snu, a ojciec zniknął.

Jak mawiała babcia: Nie wierz drzewu, jak kwitnie, wierz, jak owoc ma.

…Gdy przyszedł czas, urodził się Janek. Wiktor, ten pierwszy chłopak, zaoferował pomoc. Byłam taka zdesperowana, iż się zgodziłam. choćby byliśmy blisko, choć nie oczekiwałam już od życia niczego szczególnego. Szymon znikł mi z horyzontu na zawsze.

Pewnego dnia Szymon nagle pojawił się pod drzwiami, które otworzył Wiktor. W powietrzu unosiło się napięcie wielkie jak dym z płonącej szopy.

Mogę wejść? Szymon nie krył zaskoczenia.

No skoro przyszedłeś mruknął Wiktor i odszedł.

Janek zakwilił i przytulił się do Wiktora, a ja w tamtej sekundzie czułam, iż czas się zatrzymał na oddechu.

Twój mąż? Szymon zaglądał mi w oczy jak w stare zdjęcie.

Co ci do tego? Po co przyszedłeś? byłam zła, nie wiedząc, co zaraz usłyszę.

Tylko chciałem zobaczyć, jak ci się wiedzie. Wygląda, iż masz rodzinę. Nie czekałaś na mnie, to odchodzę już się zbierał, chwycił klamkę jakby badał jej temperaturę.

Zaczekaj, Szymonie. Czego tu szukasz? Chcesz mi namącić w głowie? Wiktor pomaga Ci wychowywać twojego dwuletniego syna nie chciałam go wypuszczać, miłość nie chciała umrzeć.

Wróciłem do ciebie, Pola. Przyjmiesz mnie? spojrzał na mnie jak zmartwiona lala z czasów dzieciństwa.

Chodź, zaraz obiad serce mi osunęło się w miednicę. Rozpłynęłam się w szczęściu. Szymon wrócił, nie zapomniał, po co się sprzeciwiać losowi?

Wiktor dostał wymówienie po raz drugi; mojemu Jankowi potrzebny jest prawdziwy ojciec, nie zastępca. A Wiktor w końcu poślubił wdowę z dwójką dzieci.

…Minęły lata. Szymon nigdy nie pokochał syna prawdziwie. Dla niego Janek był obcy, jakby miał numer PESEL innego ojca. Nie bolała go ta relacja, a ja to czułam bardzo wyraźnie. Szymon biegał za kobietami, jakby zbierał grzyby w ciemnym borze. Zdradzał mnie z moimi przyjaciółkami i z przyjaciółkami ich przyjaciółek. Ja płakałam, znosząc to wszystko, kochając go do szaleństwa.

Może choćby mi było łatwiej niż jemu. Ten, kto kocha mocniej, zawsze zwisa nad przepaścią nieświadomości. Nie musiałam okłamywać siebie, tworzyć baśni i tłumaczyć nieobecności. Po prostu kochałam, szeroko, zgarniając go pod skrzydła. Szymon był moim światłem. Choć czasem wieczorami marzyłam, by odejść, wiedziałam, iż się na to nie zdobędę. Przecież beze mnie zginie, a ja bez niego zniknę w powietrzu jak opar.

…Swoją mamę Szymon stracił, gdy miał czternaście lat umarła we śnie. Może dlatego całe życie szukał kobiecej czułości. Przebaczałam wszystko, głaskałam go po głowie. Raz porządnie się pokłóciliśmy; wyrzuciłam go z domu. gwałtownie przeniósł się do ciotki.

Po miesiącu, gdy już nie pamiętałam, o co poszło, Szymon nie wracał. Poszłam do jego rodziny, ciotka zapytała:

Pola, po co ci Szymon? On mówił, iż jesteście po rozwodzie. Teraz ma nową sympatię.

Od niej dostałam adres tej dziewczyny i poleciałam zdesperowana pod jej drzwi.

Dzień dobry, czy mogłabym zobaczyć Szymona? Próbowałam być miła, choć w środku rozchodziły się na boki meble.

Dziewczyna zalotnie się uśmiechnęła i zatrzasnęła mi drzwi przed nosem. Odeszłam, a asfalt pod stopami zamienił się w błoto.

…Szymon wrócił dopiero po roku. A u tamtej dziewczyny w międzyczasie urodziła się córka Zuzanna. Przez lata miałam do siebie żal, iż go wtedy wyrzuciłam, bo może gdybym nie, nie byłoby tej drugiej kobiety i dziecka. Starałam się jeszcze bardziej go kochać, być mu powietrzem.

Z Szymonem nigdy nie rozmawialiśmy o jego nieślubnej córce, Zuzannie. Temat wisiał między nami jak dym z komina: wiedzieliśmy, iż jeżeli go poruszymy, wszystko runie i zostaniemy tylko z prochem.

Cóż, zdarza się ktoś miał dziecko z kimś innym. Wszystko przez te przebiegłe jędze, co sobie podkładają ręce pod czyjeś życie!

I tak żyliśmy. Z biegiem lat Szymon zrobił się spokojniejszy, łagodniejszy jak stary pies. Kobiety przestały się nim interesować, on coraz częściej siedział z pilotem w dłoni przed telewizorem. Nasz Janek gwałtownie się ożenił, dał nam trójkę wnuków. Aż któregoś dnia…

Odezwała się po latach Zuzanna. Prosiła, byśmy przygarnęli jej córeczkę.

Człowiek zaczyna się zastanawiać. Jak wyjaśnić Jankowi pojawienie się obcej dziewczynki w domu? Przecież nie zna starych grzechów ojca

Bez wielkiej zwłoki zaopiekowaliśmy się pięcioletnią Aliną. Zuzanna zmarła, droga jej życia zakończyła się w wieku trzydziestu lat. Trawa porasta każdy grób; świat się nie zatrzymał.

Szymon postanowił porozmawiać z Jankiem jak mężczyzna z mężczyzną. Syn wysłuchał jego wyznań i powiedział:

Co było, minęło, rodzice. Nie mam prawa was oceniać. Dziewczynkę powinniśmy przyjąć, to przecież krew z naszej krwi.

Odetch­nę­liśmy z ulgą. Nasz syn jest dobrym człowiekiem, o wielkim sercu.

…Dziś Alina ma szesnaście lat. Dziadka Szymona uwielbia, zwierza mu się ze wszystkiego. Mnie nazywa babcią i twierdzi, iż jest moją kopią z dawnych lat. Zgadzam się bez wahania.

Idź do oryginalnego materiału