Panna Młoda! – recenzja filmu – Bonnie i Clyde wskrzeszeni z grobu

popkulturowcy.pl 4 godzin temu

Samotność dotyka każdego, ale trudno porównywać ją z tym, co czuje Frankenstein. W prawie każdej adaptacji powieści Mary Shelley eksplorujemy klątwę, jaką jest nieśmiertelność w świecie śmiertelników. W Pannie Młodej! odkrywamy jednak lekarstwo na smutki potwora – jest nim kobieta. Frankenstein jednak nie pomyślał, iż ma własną wolę oraz głośne zdanie.

Film Maggie Gyllenhaal jest adaptacją Narzeczonej Frankensteina z 1935 roku. Reżyserka jednak kompletnie zmieniła fabułę filmu. Panna Młoda! opowiada o relacji potwora Frankensteina z kobietą, którą postanowił wskrzesić dzięki doktor Caroline Euphronious. Miała ona być lekarstwem na nieuleczalną wcześniej chorobę, jaką jest samotność. Jego wybranka pokochałaby go tylko wtedy, gdyby była tak potworna jak on. Frank nie liczy się jednak z charakterem kobiety, którą wykopał ze zbiorowej mogiły. Jest ona szalona, nieprzewidywalna, a do tego opętana.

Panna Młoda! zaczyna się monologiem autorki powieści z 1818 roku. Przemawia ona wprost do widowni. Opisuje miejsce, z którego się z nami kontaktuje jako zaświaty. To niesamowicie teatralny zabieg, który od razu wprowadza w klimat filmu. Czar psuje jednak fakt, iż Mary Shelley we własnej osobie opętuje kobietę w celu stworzenia Panny Młodej. To na pewno interesujący pomysł, ale nie rozumiem, dlaczego opętanie było istotną częścią tej historii. Cały początek filmu pozostawił we mnie wiele pytań, takich jak: dlaczego Mary Shelley żyje w tym samym świecie, w którym istnieje potwór z jej książki? Jest to oryginalny zabieg, ale uważam, iż Panna Młoda! mogłaby obyć się bez wątku opętania.

Narzeczona Frankensteina mogłaby być równie szalona bez ducha zmarłej autorki w swojej głowie. Jessie Buckley jednak odgrywa tą rolę fenomenalnie. Nie miałam okazji zobaczyć jej w Hamnecie, który jest wielokrotnie nominowany do Oscara, ale w Pannie Młodej! jest ona genialna. Czasem bywa wręcz teatralna, ale to właśnie buduje postać narzeczonej potwora. W pełni wierzę, iż ta postać jest zdolna zrobić wszystko – w tym zabić. Pasuje ona do szalonej estetyki, jaką obrał film. Przypomina mi niemal musical Cabaret. Szalone lata 30. XX wieku – Panna Młoda pasuje do tej estetyki jak ulał.

Jej postać działa również jako przekaz o emancypacji kobiet. Film jest bardzo feministyczny, co nie jest zaskoczeniem w przypadku Maggie Gyllenhaal. Kojarzę ją głównie z feministycznych filmów, takich jak Uśmiech Mona Lisy. Panna Młoda! dobrze pokazuje rewolucję tamtych czasów – z jednej strony wściekłe kobiety wychodzące na ulicę, by walczyć o swoją niezależność, z drugiej kobieta-detektyw, która nie może podpisać się pod żadną rozwiązaną sprawą tylko ze względu na swoją płeć. Mamy również doktor, która nie podpisuje swoich prac imieniem, aby były traktowane poważnie. Uważam to za jeden z plusów filmu.

Panna Młoda! pokazuje wściekłość kobiet w świecie zdominowanym przez mężczyzn i nie chowa jej za kamienną twarzą. W momentach, gdy narzeczona jest molestowana, nie paraliżuje jej strach. Nie poddaje się mężczyznom, którzy chcą ją skrzywdzić. Nie kuli ogona, ale walczy. W filmach często widzimy kobietę w krytycznej sytuacji, która nie mówi nic – siedzi cicho, gdy jedna łza spływa jej po policzku. Dobrze jest zobaczyć, iż ten archetyp powoli znika z kina.

fot. kadr z filmu

W świecie zdominowanym przez mężczyzn kobieta ostatecznie wybiera jednak mężczyznę, który został jej narzucony. Relacja Panny Młodej z Frankensteinem rozwija się niesamowicie szybko, podczas gdy inne wątki zostają zapomniane. Związek tej pary bardzo przypomina mi Bonnie i Clyde’a. To również jest plusem. Film dzięki temu jest pełen akcji, a oboje bohaterowie nie mają już nic do stracenia po swojej śmierci. Działa tu także szaleństwo bohaterki – ma ona niezwykle zły wpływ na Frankensteina. W tej zmianie jego charakteru daje mu jednak coś, czego nie mógł doświadczyć przez lata. W mniej niż miesiąc przeżywa więcej niż przez ponad sto lat od momentu, gdy został stworzony.

Szkoda jednak, iż w tej ich szaleńczej miłości na granicy prawa film zapomina o innym wątku, który powinien zostać rozwinięty. Chodzi o bossa mafijnego, Lupino. Ida – Panna Młoda przed śmiercią – była jedną z kobiet, które wynajmował do towarzystwa. W trakcie filmu dowiadujemy się jednak, iż mężczyzna zabijał kobiety, które wiedziały zbyt dużo, po czym wycinał im języki. Morderstwa kobiet są w filmie wspomniane, ale wątek poszukiwania Lupino został prawie całkowicie pominięty. Detektywi czasem wspominają o sprawie, ale jej nie rozwiązują. Wiemy tylko, iż pracownicy mafioza próbują złapać Pannę Młodą. Miała ona skończyć tak samo jak reszta kobiet, z którymi pracowała. Jest to bardzo interesujący wątek, który rozwiązuje się dopiero przy napisach końcowych. Szkoda, ponieważ mógłby on dać nam większy wgląd w to, kim była Ida Bolinsky.

fot. kadr z filmu

Panna Młoda! to szalony film pełen akcji w stylu Bonnie i Clyde’a. Nie boi się pokazać wściekłości oraz charakteru swoich postaci. Nie próbuje być przystępny dla wszystkich – co widać w bardzo wyraźnych feministycznych przekazach. Emancypacja kobiet jest w tym filmie pisana przez wielkie „E”. W tym szaleństwie giną jednak niektóre wątki, które warto byłoby rozwinąć, a z niektórych być może należało zrezygnować. Duch Mary Shelley, który opętał narzeczoną Frankensteina, jest specyficznym zabiegiem i nie jestem pewna, czy działa on na korzyść filmu. Ostatecznie jednak film wypada dobrze. Trzyma w napięciu i przyciąga kolorową estetyką lat 30. zeszłego wieku i pokazuję znaną już nam powieść Mary Shelley w innym, chaotycznym świetle.


fot. główna: grafika własna

Idź do oryginalnego materiału