'Po prostu Basia' cz. 4, rozdz. 18-19 / lenapokusa

publixo.com 2 godzin temu

Rozdział 18
Jest już po pierwszej po południu, gdy Kuba dołącza do Asi, Mateusza i mnie w ogrodzie. Od śniadania leżymy na trawie, czytamy książki, Aśka i ja plotkujemy o starych znajomych, a Mati bawi się z Mufką. Widać, iż świetnie się dogadują. Mufka jest zakochana. Nie dziwię jej się. Ja sama zauważam, iż przechodzę z fazy `fajny jest, chętnie bym z nim wylądowała w łóżku` do uczucia promienistego ciepła, jakby małe słoneczko świeciło wewnątrz mnie, gdy Mateusz mówi, śmieje się, marszczy nos, odrzuca w tył głowę, chichocze z ustami pełnymi jedzenia, albo tak jak teraz biegnie za psem, rzuca mu patyk albo silikonowy talerz. `Basia się zakochała, lalalalala` - słyszę głos śpiewający w mojej głowie i mam ochotę zakopać się pod kołdrę i nie wychodzić przez miesiąc. Po co mi to? No po co? Próbuję słuchać tego, co mówi Asia, ale czasem gubię się i całą moją uwagę pochłania chłopak w oliwkowej koszulce i czarnych, wojskowych szortach. Mateusz Werner, ten sam Mateusz, który kupił mi niebieski kubek. Obłęd.
- Wierzysz w przypadki? - wpadam nagle w słowo Aśce.
Ta patrzy na mnie i przechyla głowę.
- Ale chodzi ci o to, czy to był przypadek, iż Zosia wysłała wiadomość do Tomka zamiast do Łukasza? - pyta.
Najwyraźniej coś mnie ominęło, ale udaję, iż wiem, do czego nawiązuje.
- No.... też - odpowiadam z wahaniem. - Ale tak ogólnie. No wiesz, jak w `V jak Vendetta`: `Ja, ja Bóg, nie gram w kości i nie wierzę w przypadki`.
Aśka śmieje się.
- Jezu, ty i te twoje cytaty filmowe - mówi. - Noooo, nie wiem. Może. Może to wszystko, co się dzieje na świecie, to jest przypadek, a może to jest nam pisane i tylko się rozwija jak kłębek wełny.
- Hm - przygryzam wargę.
Mati i Mufka podbiegają do nas, oboje równie zdyszani. Mati siada ciężko na kocu, a Mufka kręci się wokół niego i liże go po twarzy.
- Widzę, iż lubisz zwierzęta - zagajam. - I to z wzajemnością.
Roześmiane oczy koloru nieba spoglądają wprost na mnie i czuję ucisk w żołądku. Nie jestem pewna, czy to żołądek, ale tak staram się sobie wmówić.
- Uwielbiam zwierzęta - odpowiada Mati. - Początkowo chciałem studiować weterynarię, ale ojciec zamęczał mnie tymi finansami i jakoś tak wyszło.
- Weterynarię? - patrzę na niego zaszokowana.
Mateusz kiwa głową.
- Prawie w każde wakacje jeździłem albo na wieś, albo na jakieś obozy jako wolontariusz, i pomagałem zajmować się zwierzętami. Sam miałem dwa koty i psa. I żółwia. I chomika - śmieje się. - Ale chomik był na etapie przedszkola. To był prawdziwy wariat. Albinos. Nie mogłem przeboleć, gdy musiałem go w końcu pochować.
Odchrząkuje.
- Taki ze mnie macho. Płaczę podczas pogrzebu chomika - mówi z przekąsem.
- Halo, byłeś wtedy w przedszkolu - protestuje Aśka.
- Poza tym kultura macho to nie jest coś, co wydaje się pociągające - dodaję i nachodzi mnie myśl, iż adekwatnie dlaczego Matiego miałoby interesować, czy lubię mężczyzn typu macho. Ale skoro już to palnęłam, to teraz nie cofnę.
Mateusz patrzy na mnie z uśmiechem, po czym wtula się w Mufkę, która cały czas podbiega do niego i przynosi mu patyki, zgniłe jabłka i inne znalezione w ogrodzie przedmioty.
Zza domu wyłania się postać Kuby.
- Gotowi na wiejski urbex? - pyta.
- Gotowi! - krzyczy Aśka i wstaje z koca, otrzepując spódniczkę.
Mateusz i ja również wstajemy, po czym wszyscy idziemy w stronę stodoły, która znajduje się nieopodal domu. Stodoła stoi w takim miejscu, iż słońce świeci na jej dach i ściany przez cały dzień. Gdy Kuba otwiera jedno z jej wrót, bucha na nas gorące powietrze przesycone zapachem suchego siana, a w powietrzu unoszą się drobinki kurzu. Aśka kaszle, gdy gorące powietrze wpada jej do nosa i ust. Wchodzimy do środka. Wnętrze stanowi dużą, otwartą przestrzeń, wypełnioną po jednej stronie sianem. Pośrodku są schody na poddasze. choćby nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jaki musi tam panować upał. Po drugiej stronie stodoły jest wejście do składziku.
- Ej, Kuba, pamiętasz, jak wchodziliśmy na górę i przez dziurę w suficie wychodziliśmy w nocy na dach? -pyta Aśka rozbawiona.
- No pewnie - odpowiada Kuba. - Dziadek Mirek nas kiedyś zobaczył, bo wyszedł w nocy na ćmika, i się zrobiła afera. Babcia Hela nieźle na nas nakrzyczała, iż mogliśmy spaść i skręcić sobie karki.
Aśka śmieje się.
- Fajne czasy. No dobra, zobaczmy, jakie skarby mamy w sezamie.
Otwieramy drzwi składziku. Jest tam jeszcze więcej kurzu niż w głównej części stodoły. Wszyscy początkowo krztusimy się i Kuba gwałtownie otwiera okno. Potem próbuje wypatrzyć rowery pośród niezliczonej ilości rupieci, które wypełniają składzik.
- Tam! - pokazuje palcem Mati na róg składziku i faktycznie: stoją tam cztery rowery.
Kuba i Mateusz zaczynają przesuwać blokujące im przejście urządzenia, kartony, skrzynki i inne dziwaczne przedmioty, które - jak mawiała babcia Hela - `zawsze mogą się jeszcze przydać`.
Wychodzimy z Aśką do głównej części stodoły, a chłopcy wynoszą po kolei rowery: całe pokryte grubą warstwą kurzu, pajęczynami i słomą.
- Co my tu mamy? - mruży oczy Kuba i ogląda rowery ze wszystkich stron.
- Nasze Authory! - wykrzykuje Aśka, i podbiega do swojego dawnego roweru. Jest srebrny, z czerwonymi elementami.
Stary rower Kuby wygląda podobnie.
- Mamy tu jeszcze Wigry i Ukrainę z lat 80-tych - mówi Kuba.
Siadają z Matim na drewnianych skrzynkach i wyjmują telefony. Co chwilę któryś z nich wstaje i podchodzi do rowerów, żeby sprawdzić, jakie mają numery seryjne, i jakie modele muszą odnaleźć. Rowery wymagają solidnego serwisowania, więc trzeba sprawdzić dokładnie każdy element i zrobić listę tego, co należy kupić. Aśka siada obok Kuby, więc ja zajmuję miejsce obok Mateusza. Czuję ciepło jego ciała przenikające przez jego mokrą od potu koszulkę. choćby jego pot pachnie sexy. Spocony pukiel włosów przykleił mu się do czoła. Mam ochotę wyciągnąć rękę i odsunąć ten pukiel, ale w ostatniej chwili się powstrzymuję. Zdaję sobie sprawę z tego, iż wciągam w nozdrza jego zapach. Rany, mam nadzieję, iż jest tak pochłonięty swoim telefonem, iż nie zwrócił uwagi na to jak chłonę jego bliskość tyloma zmysłami, na ile pozwala mi sytuacja. Chciałabym zlizać pot z jego kości obojczykowych, przesunąć językiem po szyi w górę i skubnąć linię jego żuchwy, a potem zlizać pot z jego górnej wargi. Czuję pulsowanie między nogami. Ściskam je mocno. Gdybym mogła zrobić sobie teraz dobrze. Czuję, iż mam mokre wilgotne majtki. Nagle Mateusz odwraca głowę i uśmiecha się do mnie, a ja prawie dostaję zawału serca.
- Ładnie pachniesz - mówi. - Co to za perfumy?
`Letnia stodoła` - odpowiada chochlik w mojej głowie, ale odchrząkuję i mówię:
- To Davidoff, `Cool water`.
- Pasuje do ciebie - mówi Mateusz, po czym przenosi wzrok z powrotem na ekran telefonu.
Zdaję sobie sprawę z tego, iż jego łydka dotyka mojej. Gdy usiadłam obok niego, specjalnie starałam się zachować dystans i nie sądzę, żebym to ja przesunęła nogę w jego stronę. Czyżby on miał ochotę poczuć dotyk mojej skóry na swojej? Ta myśl wydaje mi się niedorzeczna, ale postanawiam zachować ją niczym cenny skarb i schować do szkatułki mojej pamięci, żeby wyciągnąć ją w nocy, gdy zamknę na pewien czas drzwi sypialni i wyciągnę `najlepszych przyjaciół samotnej dziewczyny`, żeby pofantazjować o tym, czego nie będzie mi dane przeżyć. Ale co sobie wyobrażę, tego mi nikt nie odbierze. Póki co doświadczam ekstazy czując umięśnioną, pokrytą blond włoskami łydkę Matiego przylegającą do mojej gładko ogolonej łydki.
Mati i Kuba robią listę potrzebnych elementów zamiennych. Wymieniają nazwy części, sprawdzają na mapie sklepy rowerowe w okolicy, trasy i czas dojazdu, po czym Kuba odwraca się do Aśki:
- Jedziemy twoim czy moim?
- Jedziemy jak mafia z Brzozogaju - odpowiada Aśka, zakładając na nos czarne okulary, które miała zawieszone na dekolcie podkoszulka. - Be-em-wica, panie i panowie. Wieś tańczy i śpiewa i jeździ czarnym BMW.
Śmiejemy się i wychodzimy ze stodoły. Wracamy do domu, żeby zabrać torebki i dokumenty, oraz powiadomić babcię Helę o wyprawie po akcesoria rowerowe. Czas na wycieczkę. Niekoniecznie krajobrazową, ale każda okazja do zrobienia czegoś interesującego jest dobra.

Rozdział 19
Mufka zostaje z babcią Helą. Niewątpliwie jest uradowana, iż będzie mogła pobiegać i gonić motyle, zamiast siedzieć w szelkach w samochodzie przez kilka godzin. Zresztą, nie wiem, czy Kuba byłby zachwycony, gdyby mój psiak jechał jego wypieszczonym pojazdem.
- Aśka jedzie ze mną z przodu, reszta z tyłu - oświadcza Kuba i wszyscy zgodnie zajmują swoje miejsca.
Czuję motyle w brzuchu na myśl o tym, iż będę siedzieć tak blisko Matiego. Już drugi raz tego samego dnia. Oczywiście będzie mniej możliwości kontaktu, bo musimy zapiąć pasy, ale Mateusz zaskakuje mnie, gdy siada na samym środku.
- Chcę widzieć drogę - mówi. - Kubson, włącz Spotify i zaproś nas wszystkich do jamu. Będziemy po kolei wybierać muzykę. W końcu mamy godzinę drogi w jedną stronę.
Wymieniamy się nazwami użytkowników, dodajemy do obserwowanych, a na koniec Kuba zaprasza wszystkich do wspólnego układania playlisty. Każdy może po kolei wybrać, czego będziemy słuchać. Kuba wzdycha teatralnie.
- Znowu będę skazany na babciny gust Aśki - mówi, a ta trąca lekko jego ramię oburzona.
- Jaki znowu babciny? To jest klasyka! - protestuje Aśka.
Śmiejemy się wszyscy i ruszamy z podwórka wiejską drogą w stronę głównej trasy. Kuba włącza jakiś znany rockowy kawałek i wszyscy zaczynają śpiewać. Najgłośniej śpiewa Aśka, która udaje gwiazdę rocka. Uchyla lekko okno i wystawia przez nie rękę. Cała moja uwaga skupia się na Mateuszu. Jest tak blisko i znowu nasze łydki, kolana i uda ocierają się o siebie. Spocił się nieco podczas pobytu w stodole i teraz zapach jego skóry i wody kolońskiej jest bardziej wyrazisty. A może to feromony. Wdycham ten zapach zachłannie i moją głowę wypełniają puchate obłoczki, a gdy zmieniam pozycję na skórzanym siedzeniu czuję, iż mam wilgotne majtki. Znowu. Mati włącza Billy Idola `White wedding` i robi się naprawdę rockowo. Odwraca się w moją stronę i uśmiecha się do mnie. Wyciąga rękę i dotyka moich włosów. Czuję, iż robię mi się duszno, słabo i błogo, ale on tylko wyciąga z moich włosów źdźbło słomy, które musiało zaplątać się w moje włosy, gdy byliśmy w stodole. Uśmiecha się do mnie, po czym pyta:
- Wszystko okej? Zbladłaś nieco.
- T-tak? - jąkam się. - To pewnie przez klimatyzację.
Mati sprawdza ustawienia klimatyzacji na suwaku, który znajduje się na listwie między jego kolanami i zmniejsza nawiew.
- Powinno być lepiej - mówi.
Uśmiecham się w podziękowaniu, a on odwraca się z powrotem w stronę Aśki i Kuby. Kładzie łokcie na oparciach ich foteli i jego koszula unosi się, ukazując ładną, nieco opaloną skórę, i fragment tatuażu na plecach. Mati ma tatuaż? Kto by pomyślał. Mam ochotę wsunąć dłoń pod jego pasiastą koszulę i przesuwać palcami po jego spoconych plecach. Kreślić kręgi palcami, rysować litery, okrążać czubkami palców wystające kręgi jego kręgosłupa, czuć pod rozłożoną dłonią jego umięśnione plecy. W mojej głowie pojawia się obraz moich palców wczepiających się kurczowo w te piękne umięśnione plecy i ramiona, gdy on wsuwa swojego członka we mnie, rozciągając moją cipkę aż do samego końca, aż nasze wzgórki łonowe nie stykają się, a potem wysuwa go, żeby pchnąć ponownie. Kręci mi się w głowie, majtki lepią się do cipki.
- Baśka! - dociera do mnie głos Asi. - Twoja kolej na wybór utworu.
Wracam do rzeczywistości.
- Faktycznie, rany - gwałtownie przerzucam utwory w ulubionych i dodaję do listy `I love it` wykonywane przez Icona Pop feat. Chari XCX.
- Yes! - krzyczy radośnie Aśka i zaczyna śpiewać.
Śpiewam razem z nią, przez cały czas czując pulsowanie między nogami. Ja pierdolę, jak dawno już nie czułam czegoś podobnego. Żeby ktoś znalazł się we mnie i pieprzył mnie chciwie i zachłannie. Chciałam, żeby Mateusz mnie pragnął. Żeby mu stawał, gdy jestem obok. Tylko jak mam to zrobić? Przecież ja jestem... Basia. Taka mysza.
Chłopakom zdaje się podoba się mój wybór, bo też śpiewają, gdy nie sprawdzają akurat, czy nawigacja dobrze ich prowadzi.
Wreszcie zajeżdżamy pod sklep rowerowy. Jest to biały budynek, wyglądający na budynek mieszkalny, ale mieści wewnątrz salon z rowerami na sprzedaż. Wewnątrz jest chłodno i przyjemnie. Kuba z Matim od razu zabierają się do rzeczy: znajdują sprzedawcę i rozmawiają o tym, co jest im potrzebne.
- Tutaj sugerowałbym WD-40... - dobiega mnie głos sprzedawcy, gdy chodzę między rowerami i oglądam różne modele.
Aśka stoi ze skrzyżowanymi rękami przy wejściu. W pewnym momencie podbiega do mnie i ciągnie mnie za rękę.
- Chodź, naprzeciwko jest market. Kupimy sobie lody - mówi.
Idę za nią i myślę `lody, hmmm...`. Zerkam na Mateusza.
- Idziemy kupić lody. Chcecie coś? - woła Aśka do chłopaków.
Kuba odwraca się od sprzedawcy.
- Przepraszam na chwilę - mówi, po czym podchodzi do Aśki i ustalają, co kupić. Jakieś chipsy albo chrupki, lody, napoje gazowane (a niech tam, spalimy się w piekle za te trzy tygodnie folgowania sobie i niezdrowego jedzenia) i inne przekąski, a także parę niezbędnych kosmetyków i coś dla babci Heli.
Przechodzimy z Aśką przez ulicę i docieramy do marketu. Aśką bierze duży wózek, po czym staje jedną nogą na metalowej belce, a drugą odpycha się i jedzie niczym na hulajnodze. Śmieję się i nakłaniam ją, żeby dała sobie spokój, bo jeszcze nas wyrzucą, albo spowoduje wypadek i rozbije dziesiątki słoików na jednej z półek. Wkładamy do wózka wszystko, na co mamy ochotę, ale dochodzimy do wniosku, iż na lody pojedziemy do cukierni. Lepsze takie własnej roboty niż z papierka.
Gdy wracamy, Kuba i Mati wkładają zakupione przedmioty do bagażnika.
- Musimy jeszcze podjechać do jednego sklepu, bo tutaj nie mieli wszystkiego - mówi Kuba.
Jedziemy pod drugi sklep, zaopatrujemy się w brakujący towar, po czym Aśka dostrzega budkę z kręconymi lodami amerykańskimi. Obie kupujemy po największym, a chłopacy decydują się na desery w kubeczkach. Patrzę jak Mati wkłada do ust łyżeczkę z lodami, polewą i posypką i nie orientuję się nawet, iż moje usta powoli ześlizgują się w dół po niemal całej długości kręconego lodu.
- Niezła z ciebie zawodniczka - Aśka krztusi się ze śmiechu, a ja gwałtownie wyciągam lód z ust i rumienię się jak burak.
- Coś nas ominęło? - odwracają się ku nam Kuba i Mateusz, a ja rzucam Aśce mordercze spojrzenie, które mówi: `Piśnij jedno słówko, a jutro rano znajdziesz głowę konia w łóżku`.
- Takie tam wygłupy - mówi Aśka i zerka na Matiego, a potem na mnie.
Kuba kręci głową ze zrezygnowaniem.
- Szczeniara - mówi i kontynuuje rozmowę z Mateuszem.
Teraz staram się jeść mój lód w bardziej przyzwoity sposób, ale gdy wracamy samochodem do Brzozogaju, moja głowa znowu jest pełna nieprzyzwoitych myśli. Niby przypadkiem przesuwam kilka razy ręką po udzie Mateusza, udając, iż sięgam po coś do jednej z toreb z zakupami. Czuję, iż jego ciało nieznacznie się wtedy napina, jakby reagowało na mój dotyk. Zastanawiam się, czy sprawia mu on przyjemność, czy wręcz przeciwnie. Postanawiam nie zastanawiać się zbyt długo. Będzie, co ma być. Mamy przed sobą mnóstwo czasu, żeby się przekonać.
Idź do oryginalnego materiału