Słuchaj, ostatnio rozmyślam o tej historii, którą opowiedziała mi moja przyjaciółka, i cały czas mi siedzi w głowie… Wyobraź sobie taki obrazek: lato, podwórko w małej miejscowości pod Toruniem, a Zofia rozwiesza pranie na sznurze. I nagle słyszy ciche łkanie. Patrzy przez płot, a tam siedzi mała sąsiadka Marysia. Dziewczynka ma osiem lat, ale wygląda, jakby kończyła dopiero pierwszą klasę drobna, chuda jak patyk.
Marysiu, znowu płaczesz? Chodź, wejdziesz do mnie. Zosia odsunęła luźną dechę w płocie, bo Marysia często u nich bywała.
Mama mnie wyrzuciła, powiedziała: wynoś się!. I zamknęła drzwi przed nosem… Marysia wykrztusiła, próbując powstrzymać łzy. Bawią się tam z wujkiem Jarkiem
Chodź do środka, Ola z Piotrkiem właśnie jedzą obiad, to też ci dam coś ciepłego.
Zosia nieraz ratowała Marysię przed krzykiem i szorstkimi rękami matki. Dobrze, iż mieszkali przez płot, zawsze mogła zabrać dziewczynkę do siebie, dopóki Barbara nie ochłonie.
Marysia dobrze wiedziała, iż u Zosi jest zupełnie inaczej. Jej dzieci Ola i Piotrek zawsze dostawali dużo ciepła, nie słyszeli podniesionego głosu. W domu było pogodnie. Zosia z mężem, Michałem, szanowali się nawzajem i troszczyli o dzieci. Marysia patrzyła na nich z zazdrością, aż ściskało ją w klatce, czuła się wtedy, jakby miała ogromny kamień na sercu. Aż chciała się rozpłakać.
U swojej mamy wszystko było zabronione musiała nosić wodę ze studni, sprzątać w komórce, plewić grządki, myć podłogi. Barbara urodziła ją samotnie, z nikim się nie związała i od samego początku nie umiała zbliżyć się do córki. Babcia jeszcze żyła wtedy, bardzo kochała Marysię. To był jej dom, i ona sama zajmowała się wnuczką, broniła jej. Barbara nie zwracała uwagi na córkę.
Dopóki była babcia, Marysi żyło się trochę łatwiej, ale wszystko zmieniło się, kiedy babcia zmarła na Marysi szóste urodziny. Wtedy zaczęły się ciężkie chwile. Matka była zła na wszystko samotność, brak mężczyzny, czuła się gorsza. Pracowała jako sprzątaczka na lokalnym PKS-ie. Tam poznała Jarka kierowcę, który niedawno się rozwiódł i miał syna, dla którego płacił alimenty.
Barbara gwałtownie zaprosiła Jarka do swojego domu. Ucieszył się dach nad głową i kobieta, która wokół niego zabiega. Dla niego Marysia była póki co neutralna.
Niech sobie biega, podrośnie, to się przyda do roboty myślał.
Barbara całą uwagę skupiła na Jarku, a Marysię tylko ganiła, kazała prać, gotować i nie raz oberwało jej się z liścia. Straszyła ją domem dziecka.
Marysia nie miała siły siedziała czasem pod krzakiem porzeczki przy płocie Zosi i płakała. jeżeli Zosia ją zobaczyła, zaraz brała ją do siebie. Marysia coraz bardziej się zamykała, była nieśmiała i wystraszona.
Wszyscy w okolicy wiedzieli, jak Barbara traktuje córkę, a zwłaszcza Zosia nie bała się o tym mówić. Na co Barbara zaczęła rozpuszczać plotki:
Nie słuchajcie tej Zośki znad płotu, ona chętnie wzięłaby mojego Jarka, a na mnie tylko wymyśla, iż biję dziecko.
Barbara z Jarkiem często urządzali imprezy, popijali. Wtedy Marysia uciekała od nich na noc do sąsiadki. Zosia rozumiała Marysię lepiej niż inni.
Mijały lata, Marysia była coraz starsza, dobrze się uczyła. Po dziewiątej klasie chciała zdawać do technikum medycznego w Toruniu. Matka powiedziała stanowczo:
Idziesz do roboty! Koniec z darmozjadaniem u mnie.
Marysia wybiegła z domu, płakała, bo w domu nie wolno jej było płakać. Poszła do Zosi i wypłakała się. Ola i Piotrek już uczyli się w mieście. Tym razem Zosia nie wytrzymała i poszła do Barbary.
Basia, co ty robisz?! Dzieckiem się nie zajmujesz, wciąż ją poniżasz, a ludzie wszystko widzą. To jest twoja córka, wiesz? Jej się nauka należy, prawie same piątki ma. Twoja przyszłość, Basia! Obudź się póki czas!
Nie wtrącaj się Barbara wybuchła. Patrz na swoje dzieci, nie na moją Marysię. Ona tylko narzeka i lata do ciebie.
Przestań, Basia! Jarek swojego syna wysłał na studia do miasta, a ty zachowujesz się gorzej niż obca.
Barbara tylko pokrzyczała, a potem padła na kanapę bez sił.
No dobra, może za surowa jestem. Ale to wszystko dla niej, żeby się w życiu nauczyła Niech jedzie do miasta, niech się uczy rzuciła niechętnie.
Marysia bez problemu dostała się do szkoły w Toruniu. Była bardzo szczęśliwa, chociaż troszkę wstydziła się, bo była skromnie ubrana. Ale nikt jej z tego powodu nie dokuczał, w klasie były też inne dziewczyny z wiosek. Do domu wracała rzadko.
Nie tęskniła za matką ani za Jarkiem nie ciągnęło ją tam. Ale kiedy przyjeżdżała na święta, pierwsze kroki zawsze kierowała do Zosi. Zawsze dostawała coś do jedzenia, wsparcie i rozmowę. Zosia z Michałem traktowali ją jak swoją.
Barbara za to miała coraz więcej własnych problemów. Jarek znalazł sobie młodszą, Barbara się denerwowała, robiła awantury. Kiedy Marysia raz przyjechała na wakacje, matka powiedziała:
Po co tu przyleciałaś? Tylko siedzieć na moim garnuszku chcesz. Idź zarabiać, skoro masz wolne!
A Jarek pewnego dnia spakował się.
Gdzie idziesz?! Barbara krzyczała.
Rita jest w ciąży, nie zostawię własnego dziecka. Ty córki nie potrzebujesz, ja chcę być ojcem! odpowiedział Jarek i wyszedł.
To był dla Barbary cios. Nie mogła krzyczeć ani płakać, to była czysta prawda, która ją przygniotła.
Marysia wszystko słyszała. Przed oczami miała te wszystkie chwile, kiedy dostawała lanie za najdrobniejszy szelest. Jarek nigdy się nie wstawiał. Ale z czasem Marysia wzięła się w garść. Znalazła pracę w szpitalu, sama się utrzymywała, do domu nie jeździła. Barbara staczała się coraz bardziej. Marysia stała się śliczną, miłą i pracowitą dziewczyną, którą wszyscy szanowali. Wśród ludzi mówiono, iż to Barbara ją tak dobrze wychowała. Ale Marysia zawsze w myślach dziękowała tylko Zosi.
Barbara coraz częściej sprowadzała pijanych znajomych do domu, Marysia, kiedy przyjeżdżała rzadko, była w szoku, jak wszystko się rozpadło. Barbara straciła pracę, wyglądała coraz gorzej. Marysia ze łzami chciała zmienić coś w domu, naprawić relację, wyremontować pokój, ale matka brnęła coraz głębiej w swoje problemy.
Marysia po technikum wróciła do domu. Barbara była sama, wściekle patrzyła na córkę.
Po co przyszłaś? Mam pustą lodówkę, wyłączoną. Daj mi trochę pieniędzy, głowa mi pęka.
Marysię ścisnęło w gardle, ale się nie rozpłakała.
Nie zostanę długo. Skończyłam technikum z wyróżnieniem. Wyjeżdżam do województwa, będę pracowała w tamtejszym szpitalu powiedziała spokojnie. Będę wysyłać trochę złotych. To tyle, mamo.
Barbara kilka z tego rozumiała, jej liczyło się tylko to, żeby dostać na alkohol.
Daj pieniądze, trzeba mi przepłukać głowę, nie żal ci matki? No, co ty za córka jesteś!
Marysia wyjęła z kieszeni kilkadziesiąt złotych, położyła na stole i powoli zamknęła drzwi. Przez chwilę stała za nimi, czekała, iż matka wyjdzie, przytuli, przeprosi. Ale nic się nie stało. Poszła do Zosi.
Zosia była szczęśliwa.
Marysiu, chodź do nas właśnie mieli obiad. Michał już siedział przy stole.
Zosia wyjęła z szafy paczkę.
Proszę, to prezent za zdaną szkołę, i trochę pieniędzy na początek, przydadzą się powiedziała.
Marysia się rozpłakała.
Ciociu Zosiu, dlaczego tak? Dlaczego mama traktuje mnie jak obcą?
Zosia ją objęła.
Nie płacz, Marysiu. Nie masz wpływu na Basię, taka już jest. Ale zobacz, jaka z ciebie mądra i piękna dziewczyna. Na pewno będziesz szczęśliwa i kochana.
Marysia wyjechała do największego miasta w województwie, zaczęła pracę jako pielęgniarka na chirurgii. Poznała Olka, młodego lekarza, który zakochał się w niej od razu. Nie minęło wiele, jak wzięli ślub. W dniu ślubu, obok Marysi siedziała Zosia, szczęśliwa jak nigdy.
Barbara chwaliła się przyjaciołom:
Taka córka! Przesyła mi pieniądze, dziękuje mi, iż ją wychowałam… Tylko na wesele mnie nie zaprosiła, wnuków nie widuję, zięcia nie znam.
Po kilku latach to Zosia znalazła Barbarę martwą w domu leżała od kilku dni. Zaniepokoiła się ciszą za płotem. Marysia z mężem pochowali matkę. Dom później sprzedali, a do Zosi wracali w odwiedziny.
Wiesz, tak sobie myślę jak czasem człowiek w życiu spotka nie matkę, a anioła w drugim człowieku. I dzięki temu może odnaleźć swoje szczęście.






