Mijając rondo w Walidrogach na drodze krajowej nr 94 lub zjeżdżając w głąb leśnego duktu w kierunku Suchego Boru, trudno nie zauważyć dyskretnie parkującego pojazdu lub samotnej kobiety wyczekującej męskiego towarzystwa. Pani ma zwykle krótką spódnicę, pończochy i bujne, błyszczące włosy. Te fryzury są rozwiewane przez mknące drogą TIR-y. Ten widok to zmora rodziców, którzy nie zawsze potrafią wytłumaczyć swoim pociechom, z czym wiąże się obecność rozrywkowych „grzybiarek” w sąsiedztwie jezdni.
Większość ekspertów od rynku usług seksualnych w Polsce od lat wieszczyła koniec tzw. tirówek. Biznes miał bezpowrotnie przenieść się do prywatnych apartamentów, luksusowych agencji i na zanonimizowane portale ogłoszeniowe. Przez jakiś czas można było odnieść wrażenie, iż przydrożny seksbiznes zniknął z poboczy dróg w naszym regionie. Tej wiosny w lasach pojawiła się jednak nowa fala pań, a biznes się kręci, bo idealnie się wpisuje w specyficzne potrzeby kierowców. Usługi są wprawdzie mocno pospieszne, ale też wyraźnie tańsze niż te z agencji czy z internetu. No i nie zostawiają śladów w telefonie…
„Lady Gaga” i „Turczynka”: Żywe znaki drogowe
Geografia przydrożnego seksbiznesu jest raczej stała. Klientela precyzyjnie naniosła na regionalną mapę współrzędne, w których można skorzystać z seks usług. Największe natężenie punktów przypada na najważniejsze arterie komunikacyjne: DK46 (wylotówki na Nysę, las w Dąbrowie, zjazdy z estakady w Niemodlinie, punkty w Graczach i Malerzowicach), DK94 (odcinek Opole – Strzelce Opolskie ze zjazdem na Suchy Bór) oraz DK45 w okolicach Krapkowic. Damy nieciężkich obyczajów można spotkać także na peryferiach Kluczborka, Namysłowa czy Dobrodzienia.
W świecie kierowców zawodowych, którzy na forach internetowych wymieniają się informacjami, kobiety te zostały całkowicie pozbawione tożsamości. Funkcjonują jako żywe znaki orientacyjne, którym nadaje się robocze pseudonimy. „Na górce w lesie, jadąc od Dąbrowy, stoi Lady Gaga. W połowie lasu po lewej na Nysę jakaś nowa Bułgarka” – czytamy na jednym z forów.
Nikt nie pyta o ich imiona, życiową historię czy wiek. Liczy się lokalizacja i szybka ocena usług. Klienci jednym negatywnym komentarzem potrafią zniechęcić do usługi wielu innych. Tak samo działa to w drugą stronę. „Szwagrowie”, bo tak do siebie piszą na forach, chwalą się wizytami w lesie. Nie ukrywają, iż nie są to przystanki na grzybobranie. Ale nowe dziewczyny, najczęściej młode obywatelki Bułgarii, rzadko zyskują uznanie drogowej klienteli.
Co w dobie powszechnego dostępu do internetu wciąż ciągnie mężczyzn (i nie tylko!) w leśne zakątki? Nie tylko cena i chwilowy impuls. Ważna jest też anonimowość, bo tutaj żona nie sprawdzi historii przeglądania w telefonie, wyciągu z karty płatniczej czy bilingu połączeń.
Mit dobrowolności i bułgarskie klany
Informacje, do których udaje nam się dotrzeć w trakcie dziennikarskiego śledztwa, często mówią o „świadomym i dobrowolnym” charakterze pracy tych kobiet (najczęściej – i to się nie zmieniło – obywatelek Bułgarii). To jednak tylko przykrywka, pod którą kryje się specyficzna struktura przestępczości klanowej. Owe Bułgarki najczęściej wywodzą się z najuboższych i wykluczonych społeczności romskich w swoim kraju. Bardzo rzadko są ofiarami klasycznego handlu ludźmi. Alfonsów, którzy ustawiają je po lasach, znają doskonale. To ich mężowie, bracia, ojcowie lub partnerzy…
Jak wynika z cyklicznych raportów MSWiA oraz analiz Fundacji „La Strada” zajmującej się zwalczaniem handlu ludźmi, w przypadku grup bułgarskich mamy do czynienia ze specyficznym modelem „przestępczości klanowej”. Eksperci i kryminolodzy z Uniwersytetu Warszawskiego wskazują, iż werbunek i kontrola nad kobietami opierają się na silnych zależnościach rodzinnych i matrymonialnych. W tych zamkniętych społecznościach praca na drodze jest obowiązkiem rodziny. To sprawia, iż ofiary rzadko decydują się na współpracę z polską policją. Podczas kontroli raczej zaciekle bronią „opiekunów”. To idealny kamuflaż prawny.
Leśny cennik i „oszustwa na czasie”
Rynek przydrożny rządzi się bezwzględnym cennikiem, który nie zmienił się znacząco od lat i pozostaje drastycznie niższy od stawek w miastach. Seks oralny na leśnej polanie (w prezerwatywie) to koszt rzędu 50 do 100 złotych. Pełen serwis, w slangu zwany „kompletem”, zamyka się w kwocie 200-250 złotych. Każda kwota powyżej tej granicy spotyka się z natychmiastowym bojkotem na forach jako nieadekwatna do warunków polowych.
Sama usługa rzadko ma jednak cokolwiek wspólnego z erotycznym uniesieniem. Z wpisów „szwagrów” wyłania się obraz frustracji i taśmowej pracy. Według relacji stałych klientów, standardem na opolskich drogach stały się tzw. oszustwa na czasie. Kobiety przyjmują gotówkę, po czym po pięciu minutach imitowania pracy oznajmiają łamaną polszczyzną, iż czas minął i uciekają z samochodu. Klienci skarżą się na fatalny „warsztat”, agresywne zachowanie i totalny brak zaangażowania. Mimo to chętnych nie brakuje.
– W słoneczne dni na zjeździe na Suchy Bór czy przy strzelnicy pod Opolem kierowcy potrafią ustawiać się w kolejkach, czekając na swoją kolej – mówi pani Ilona, która dukty leśne przy ulicy Strzeleckiej często odwiedza z psami, bo znajduje się tam szkółka dla czworonogów.
– Podjeżdżają samochody na obcych blachach, ale równie często na opolskich. Zresztą bardzo często są to drogie samochody.
Biznes potrafi być brutalny
Policyjne archiwum w Opolu skrywa dowody na to, iż to brutalny biznes. W październiku 2020 roku funkcjonariusze Komendy Miejskiej, szukając zaginionej 16-letniej obywatelki Bułgarii, trafili na ślad zorganizowanej komórki sutenerskiej. Na terenie jednej z podopolskich miejscowości zatrzymano 44-letniego obywatela tego samego kraju. Mężczyzna ten działał w warunkach multirecydywy – kontrolował nie tylko nieletnią dziewczynę, ale i 24-letnią Polkę. Wyznaczał im leśne zatoczki, kontrolował czas pracy i odbierał niemal 100 procent dziennego utargu. Co ciekawe, ten sam człowiek spowodował śmiertelny wypadek na styku ulic Ozimskiej i Kani, w którym zginęła starsza kobieta przechodząca przez pasy.
Podobne sprawy pokazują, iż wolność na poboczu to mit. Każda „miejscówka” ma swojego właściciela, a pojawienie się tam kobiety bez opłaconego haraczu lub ochrony natychmiast kończy się fizyczną agresją ze strony konkurencji.
Prostytucja jest legalna
Z nierządem na drogach i wjazdach do lasu walczyli swojego czasu mieszkańcy podopolskich miejscowości. Minęła ponad dekada od czasu, kiedy skargi mieszkańców Walidróg (DK 94) na panie lekkich obyczajów przy drodze trafiły do Sejmu. Nacisk parlamentarzystów na opolskie służby nic nie dał. I nie mógł dać. Prostytucja jest bowiem w Polsce legalna.
Jak tłumaczą mundurowi, samo stanie przy drodze w wyzywającym stroju nie jest w Polsce przestępstwem ani wykroczeniem. – Aby ukarać kobietę lub jej klienta za „nieobyczajny wybryk” (art. 140 KW) podczas aktu seksualnego w aucie, potrzeba oficjalnego zawiadomienia od świadka. Ten musiałby zeznać do protokołu, iż czuje się zgorszony – słyszymy. Okoliczni mieszkańcy, choć oburzeni, odmawiali składania zeznań ze strachu przed zemstą sutenerów. Policji pozostała mało skuteczna partyzantka mandatowa – zdarzało się wystawianie mandatów za śmiecenie czy tamowanie ruchu.
Przełom w Walidrogach wydawał się być bliski w związku z budową ronda. GDDKiA przebudowała skrzyżowanie, wycięła przydrożne krzaki, zainstalowała jasne oświetlenie LED i… prostytutki wyniosły się same. Ale nie z regionu. Jak donoszą klienci na forum internetowym: „Usługi z Walidróg są teraz w lesie przy Suchym Borze i Jełowej”.
„Tu nie chodzi się po mchu, tylko po kondomach”
Efektem ubocznym seksbiznesu w opolskich lasach jest nie tylko zgorszenie mieszkańców, ale przede wszystkim śmieci. Dramat sanitarny rozgrywa się tuż za linią drzew. – Zimą i wiosną jeździłam tam dość często na szkolenia z moim psem – opowiada Jagoda z Opola. – Średnio dwa razy w tygodniu, skręcając w stronę restauracji Zagłoba (za rondem Jerzego Szczakiela – przyp. red.) mijałam kuso ubraną kobietę o ciemnej karnacji. Nie sposób było nie zauważyć wokół niej dziesiątek petów, których ani ona ani jej alfonsi nie sprzątali.
Pan Grzegorz regularnie korzysta ze strzelnicy przy ulicy Strzeleckiej. Zwraca uwagę, iż miejsce, gdzie pracuje młoda Bułgarka, jest wyjątkowo niefortunne. – Obok jest trasa rowerowa, dukty zachęcające do leśnych spacerów i restauracja. Przyjeżdżają tu rodziny z dziećmi i nie jest to łatwy widok dla oczu. Sam przeżyłem konsternację, kiedy w oczekiwaniu na instruktora strzelania wybrałem się na krótki spacer do lasu. Im bliżej drogi, tym wydawało mi się, iż nie chodzę po mchu, a po zużytych prezerwatywach. To było okropne – stwierdza.
Leśnicy: Klienci często płacą podwójnie
I wcale nie chodzi o zjawisko prostytucji. Bywają dni, iż każda zatoczka, każdy głębszy zjazd w las usiany jest odpadami. Głównie plastikowymi kubkami po kawie z pobliskich stacji benzynowych, pustymi puszkami po napojach energetycznych i tonami zużytych chusteczek higienicznych. W niektórych miejscach, co zauważają internauci na forach, na gałęziach wiszą niebieskie worki na śmieci… To rzadki przejaw próby okiełznania chaosu przez same kobiety lub ich opiekunów – ale te worki błyskawicznie pękają w szwach.
Prawdziwą wojnę podjazdową z tym zjawiskiem toczą leśnicy.
– Zgodnie z ustawą lasy stanowiące własność Skarbu Państwa są ogólnodostępne. Jako zarządca terenu nie mamy prawnych narzędzi, aby zakazać wstępu do lasu konkretnym osobom. I to niezależnie od charakteru ich pobytu, o ile nie łamią one przepisów obowiązujących na terenach leśnych. Nie istnieją regulacje, które pozwalałyby Służbie Leśnej na legitymowanie lub wypraszanie osób przebywających w lesie wyłącznie na podstawie podejrzeń o świadczenie tego typu usług – tłumaczy Jacek Boczar, rzecznik prasowy Nadleśnictwa Opole.
Jak dodaje, Straż Leśna regularnie patroluje te tereny i stanowczo reaguje na wszelkie przejawy łamania prawa. Kwestie ewentualnych wybryków nieobyczajnych (art. 140 Kodeksu wykroczeń) leżą w kompetencjach policji, z którą Nadleśnictwo Opole ściśle współpracuje.
– Czasem wychodzi tak, iż klient płaci podwójnie. Postanowi zabrać kobietę do samochodu i wjechać do lasu, co też jest nielegalne. Dużo mandatów wystawia się za pozostawianie odpadów, w tym środków higienicznych czy opakowań. To jest poważne wykroczenie, za które grozi mandat karny do 500 zł. W przypadku skierowania sprawy do sądu – grzywna choćby do 5000 zł. Z kolei ruch pojazdem silnikowym, wjazdy do lasu w miejscach niedozwolonych oraz parkowanie na drogach leśnych, które nie są do tego wyznaczone, stanowią naruszenie art. 161 Kodeksu wykroczeń – wylicza Boczar.
Podopolskie lasy nie opustoszeją
Wygląda na to, iż dopóki przez Opolszczyznę płynąć będzie nieprzerwany potok międzynarodowego i krajowego tranzytu, w obiegu będzie papierowa gotówka, a kierowcy będą szukać szybkiego i anonimowego seksu, „Jagodzianek” z podopolskich lasów wykurzyć się nie da. Walka toczy się raczej o jak najmniej ostentacji i przymuszenie sutenerskich klanów, by prostytutki po sobie sprzątały.
Czytaj też: W pełni otworzą estakady przy CUP w Opolu. Będzie problem?
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania











