Wszystko to za sprawą tzw. rozporządzenia sklepikowego, które wprowadza istotne zmiany w jadłospisach dzieci. Nowe przepisy mają ograniczyć ilość mięsa w posiłkach i zwiększyć udział warzyw i potraw na bazie nasion roślin strączkowych. Zmiany te budzą różne emocje wśród rodziców, nauczycieli i samych uczniów. A jak te zmiany oceniają eksperci?Obiady mięsne tylko dwa razy w tygodniuZgodnie z nowymi regulacjami – podkreśla Medonet – obiady mięsne będą mogły być serwowane maksymalnie dwa razy w tygodniu. Przynajmniej dwa razy w tygodniu zupy mają być przygotowywane na wywarach warzywnych, a raz w tygodniu w menu musi pojawić się danie na bazie nasion roślin strączkowych, bez dodatku produktów odzwierzę
cych.Przepisy zachęcają także do korzystania z produktów lokalnych lub ekologicznych, jeżeli tylko jest to możliwe.W rozporządzeniu wyraźnie wskazano również, iż pełnoziarniste produkty zbożowe powinny stanowić istotny element posiłków serwowanych w szkołach i
przedszkolach.Dzieci często niechętnie sięgają po warzywaNowe wytyczne opierają się na zasadach tzw. diety planetarnej, która łączy troskę o zdrowie dzieci z dbałością o środowisko. W praktyce oznacza to większy udział produktów roślinnych: warzyw, owoców, nasion roślin strączkowych, pełnoziarnistych zbóż oraz roślinnych alternatyw dla mleka, wzbogaconych w wapń i witaminę B12, a także spełniających określone normy dotyczące zawartości cukru, tłuszczu i
soli.Dyrektor jednej z małopolskich szkół podstawowych, który chce pozostać anonimowy, zwraca uwagę, iż dzieci bywają wybredne i często niechętnie sięgają po warzywa czy zupy inne niż rosół lub pieczarkowa. Jego zdaniem, mimo starań personelu, wiele dzieci i tak wyrzuca surówki czy dania warzywne, a najchętniej jedzą drób, pierogi czy naleśniki. Szef jednej ze szkół w Małopolsce podkreśla w rozmowie z Medonetem, iż szkoła już teraz dostosowuje posiłki do potrzeb dzieci, uwzględniając alergie i specjalne diety, a wszystkie parametry żywieniowe są regularnie kontrolowane przez sanepid. W jego opinii, dodatkowe regulacje mogą nie przynieść oczekiwanych efektów, ponieważ dzieci po lekcjach często kupują słodycze i słodzone napoje w
sklepach.Od września to kupisz w sklepikach szkolnychNowe przepisy, które zaczną obowiązywać od 1 września 2026 r., obejmą nie tylko stołówki, ale także sklepiki szkolne.Wśród produktów, które będą mogły być w nich sprzedawane, są m.in.: pieczywo, pieczywo półcukiernicze i cukiernicze, kanapki, sałatki i surówki, mleko i produkty mleczne, napoje roślinne i alternatywy produktów mlecznych, produkty zbożowe (w tym śniadaniowe), warzywa, owoce, suszone warzywa i owoce, orzechy i nasiona bez dodatku cukrów, substancji słodzących i soli, soki, przeciery i musy bez dodatku cukrów, substancji słodzących i soli, koktajle na bazie mleka lub napojów roślinnych bez dodatku cukrów i substancji słodzących, naturalna woda mineralna, woda źródlana i stołowa, napoje przygotowywane na miejscu z ograniczoną ilością cukrów dodanych, inne napoje bez dodatku cukrów i substancji słodzących, bezcukrowe gumy do żucia, gorzka czekolada o wysokiej zawartości kakao. Wśród zaleceń znajduje się także nieodpłatne udostępnienie wody do
picia.Rodzice i uczniowie wobec zmianOpinie rodziców na temat nowych zasad, jak czytamy w Medonecie, są podzielone. Magda Wróbel z Katowic, mama 10-letniej dziewczynki z nadwagą, jest zadowolona z wprowadzanych zmian. Dlaczego?Bo dzięki nowym przepisom będzie mogła lepiej kontrolować, co jej córka je poza domem, a ograniczenie sprzedaży słodkich przekąsek i napojów w sklepikach szkolnych uznaje za krok w dobrą stronę. Wskazuje również na znaczenie edukacji zdrowotnej, która ma towarzyszyć zmianom w żywieniu.Z kolei pani Ala z Wojnarowic, mama 12-letniego Kuby, obawia się, iż jej syn, który nie przepada za warzywami i preferuje mięso oraz jajka, może mieć trudności z zaakceptowaniem nowych posiłków w stołówce. Podkreśla, iż nie ma możliwości przygotowywania obiadów w domu i liczy na to, iż syn nie będzie chodził gł
odny.Nie wszyscy rodzice są przekonani do nowych zasad. Na przykład Dorota z Krakowa, mama 7-letniego Antosia, przyznaje, iż choć popiera ideę zwiększenia ilości warzyw i potraw roślinnych w szkolnych kuchniach, to jej zdaniem problemem jest sposób przygotowania i podania tych dań. Uważa, iż choćby popularne potrawy, takie jak pierogi czy naleśniki, bywają w szkolnej stołówce niezjadliwe. Dlatego nie spodziewa się, żeby dania roślinne zyskały większą aprobatę dzieci.Świadomość zmian i opinie społeczneMimo iż rozporządzenie było konsultowane od miesięcy i weszło w życie w lutym, wielu rodziców wciąż nie zdaje sobie sprawy, iż nowe zasady zaczną obowiązywać już od 1 września tego roku. Potwierdza to m.in. badanie przeprowadzone przez Food Research Institute w ramach Barometru Rolniczego. Co z niego wynika? Że tylko 39 proc. Polaków wie o planowanych zmianach w żywieniu dzieci w szkołach i przedszkolach. Wśród rodziców dzieci w wieku szkolnym i przedszkolnym świadomość ta jest wyższa i wynosi 55 proc., ale to wciąż
niewiele.Rodzice są także mniej entuzjastycznie nastawieni do wprowadzenia posiłków roślinnych niż ogół badanych. Tylko 30 proc. rodziców ocenia pozytywnie wprowadzenie co najmniej jednego w pełni roślinnego posiłku tygodniowo, podczas gdy wśród wszystkich respondentów odsetek ten wynosi 38
proc.Badania pokazują, iż niemal połowa rodziców uważa, iż posiłki roślinne powinny pojawiać się w szkolnych jadłospisach nie częściej niż raz lub dwa razy w tygodniu. Ponadto tylko 52 proc. rodziców wskazuje sposób żywienia jako najważniejszy czynnik wpływający na zdrowie dziecka, podczas gdy w całej populacji odsetek ten wynosi 56 proc. Eksperci podkreślają, iż zmiana jadłospisów w szkołach może nie wystarczyć do trwałej poprawy nawyków żywieniowych dzieci, jeżeli nie będzie ona spójna z tym, co dzieci jedzą w domu.