
Dzień doberek,
Wczoraj wybrałam się na sobotni trekking na Słowację,
A dokładniej odwiedziłam Rohackie Stawy.
Oczywiście wyjazd z biurem podróży, bo tak szybciej
i wygodniej dla osoby niezmotoryzowanej.
Grypa była mała, ok 20 osób łącznie z przewodnikiem.
Dzionek zapowiadali upalny, więc zapakowałam ze sobą 2,5 l wody.
Na szczęście starczyło mi picia.
Było gorąco, z rana na dzień dobry ok 24 stopnie
a w dzień w pełnym słońcu to chyba z pond 30 stopni było!
Także podejście było bardziej termicznie trudne i chyba w tym czasie wypiłam najwięcej wody,
obawiając się, iż mi jej nie starczy na powrót.
Ogólnie wycieczka spokojna i cieszę się iż mieliśmy przewodnika który dostosował tempo chodzenia do temperatury. Zadbał, by każdy komfortowo wszedł gdzie miał wejść i zszedł bez kontuzji.
Co mi się podoba na Słowacji, to to, iż nie ma takich tłumów jak w polskich Tatrach, o czym już niejednokrotnie wspominałam w moich górskich postach.
Na parkingu było sporo samochodów, ale tych osób nie spotkaliśmy na szlaku,
Albo te osoby przyjechały dużo wcześniej i wyruszyli od razu na szlak, albo dreptały różnymi szlakami.




Dość długie podejście asfaltowe, ale potem już było wejście w kosodrzewiny.
Po ponad godzinnym dreptaniu doszliśmy do schroniska, tu mogliśmy sobie kupić coś do picia
i skorzystać z toalety, bo dalej na szlaku już nie było takiej możliwości.

Podczas wędrówki mijaliśmy kilka stawów.



Słoneczko nam świeciło i skwarzylo niezłe.
W połowie podejścia musiała zmienić koszulkę, byłam mokra jak szczur.




No i widoczki w ten dzień też były zacne, uwielbiam takie otwarte tereny,
gdzie widoki rozpościerają się przede mną na kilometry.












To był bardzo dobrze wykorzystany i przyjemnie spędzony dzień.
W drodze powrotnej gdy wchodziliśmy z gór zachmurzyło się, ale myślę, iż nikt nie narzekał, bo temperatura zrobiła się bardzo przyjemna i jak widzicie schodziliśmy w cieniu chmur.
W końcu można było oddychać,
a lekki przyjemny wiaterek suszył nasze koszulki, włosy i ciała.


W grupie mieliśmy tylko 2 panów + przewodnik,
A tak… wybrały się głównie kobiety na ten trekking 😁
Na koniec oczywiście obowiązkowe zdjęcie grupowe.

Wrzucę jeszcze krótki filmik
z trekkingu
A w drodze do domu w okolicach Katowic, chwyciła nas porządna ulewa.
Oberwanie chmury, przez co dojazd do Zabrza
opóźniony był aż ponad 30 min.
W domu byłam grubo po północy.
Także to tyle ode mnie.
Dziś leczę zakwasy, łydki dają znać iż je mam😂
Wam natomiast życzę przyjemnej niedzieli.
Na szczęście dziś temperatura za oknem przyjemna!!! 👌
POZDRAWIAM 😎







