17 września 2023 r.
Dziś wstaje we mnie niespokojna myśl, iż po latach nie rozpoznałbym Bronisławy. Ostatni raz widziałem ją, gdy mieliśmy po piętnaście lat wtedy byłem w liceum w Łodzi, a dziś mamy po trzydzieści. Próbuję wyobrazić sobie, jaka jest teraz, w tym małym miasteczku na Pomorzu.
Na pewno ma troje dzieci i mężaalkoholika pomyślałem z goryczą. Nie rozumiałem, po co ta uraza, skoro to ja wyjechałem, a nie ona.
Kiedy przybyłem na zjazd absolwentów, przywitało mnie tłum, jakbym był gwiazdą filmową. Czułem się niezdarnie. Bronisławy nie było wśród gości, więc pomyślałem, iż to lepiej nie będę musiał stawiać przed sobą tej nostalgiicznej iluzji. Ale wtedy ją zobaczyłem.
Miała delikatne ręce z niebieskawymi żyłkami, twarz jakby wyrzeźbiona w porcelanie i krótkie, puszyste blond włosy, które zawsze przybijała w kok, niczym przygnieciony mniszek. Wyglądała pięknie, i nieświadomie wyszeptałem: Jaka bronisz piękna.
Kolega z klasy, Paweł Gubany, roześmiał się i rzucił: Ty też gadałbyś! Oto Stasiówna ma długie włosy i gładką skórę. A Bronisława? Zmarszczona i blada jak nocny duch. Na twarzy Bronisławy rzeczywiście pojawiły się drobne pryszcze, ale nie psuły jej urody. Zgodziłem się z Pawłem: Masz rację.
Nie wiedziałem, jak zaprzyjaźnić się z Bronisławą. Dziewczyny już nie rozmawiają z chłopakami tak, jak kiedyś, a jeżeli podejdę, od razu zostaną zbyt nachalne i będą się kłócić o chłopaka i narzeczoną.
Paweł wpadł na pomysł, by zaprosić wszystkich panów na swoje urodziny. Jego mieszkanie nie było tak duże jak moje, i wszyscy było ciasno, ale zabawa była wesoła: jego mama wymyślała zgadywanki, a potem graliśmy w transformery, które podarowali koledzy. Największym z nich byłem ja.
Mamo, powiedziałem w przeddzień przyjęcia. Czy mogę zaprosić całą klasę?
Całą klasę? zdziwiła się mama. Gdzie ich postawimy?
Proszę, mamo!
I tak i tak nie przyjdą, wtrącił się z innego pokoju tata. Zróbcie bufet, niech się kręcą, nie przy stole.
A rodzina?
Na inny dzień, łagodnie odparł tata. Potem potrzebny będzie obrus, serwetki i siedem dań
Zdecydowaliśmy się tak. Bałem się, iż Bronisława odmówi i nie przyjdzie, zwłaszcza iż nie ma pieniędzy na prezent. Wszyscy wiedzieli, iż pochodzi z licznej rodziny, matka jest bibliotekarką, a ojciec pijak. Słodycze ma tylko od świąt, a kurtki nosi od starszej siostry. Kiedy podszedłem do niej z zaproszeniem, wyszeptałem:
Czy mogłabyś narysować okładkę na płytę?
Bronisława nie zrozumiała, więc wyjaśniłem, iż mój pies, Burek, podarł okładkę starej płyty winylowej i zostało tylko białe kartonowe pudełko, które mi nie odpowiada.
Nie macie może magnetofonu? zapytała nieufnie, bo wszyscy wiedzieli, iż ojciec mojego taty posiada sieć restauracji w Krakowie i w domu mają najnowocześniejszy sprzęt.
Mam, odparłem. Lubię słuchać winylek. Narysujesz?
Bronisława dostała piątkę z rysunku, a jej prace często wystawiano nie tylko w szkole, ale i w okręgowej galerii.
Dobrze, narysuję zgodziła się.
Na przyjęciu, kiedy połowa chłopców grała na konsoli, a reszta oglądała film na wideomagnetofonie, pokazałem Bronisławie, Michałowi i dwóm dziewczynom odtwarzacz i płyty. Słuchałem różnej muzyki, ale najbardziej kochałem Beatlesów, tak jak tata, a płyta, którą Burek podarł, była ich album Abbey Road.
Bronisława najpierw się nudziła odtwarzacz nie robi wrażenia, choćby jeżeli jest nietypowy. Gdy jednak włączyła się muzyka, zaszła w milczenie, słuchała skoncentrowana, jakby grał marsz. Michałowi się znudziło, poszedł grać w konsolę, a dziewczyny zaczęły tańczyć. W pokoju zebrała się reszta gości, kręcili się i szarpali jakby porażeni prądem, a Bronisława siedziała na brzegu łóżka, nieruchoma.
Kilka dni po urodzinach podeszła i zapytała:
Czy mogłabyś pożyczyć mi płytę? Obiecuję, iż ją ostrożnie odtwarzam!
To tatowy, odrzekłem od razu. Nie wolno go nikomu pożyczać. Ale możesz przyjść do mnie i posłuchać, kiedy chcesz.
Trochę to niewygodne zawstydziła się Bronisława.
Niewygodne jest noszenie spodni na głowie i spanie na podłodze, a reszta jest w porządku, więc przychodź, nie myśl o niczym zażartowałem, udając ojca.
Tak zaczęła się nasza przyjaźń, najpierw zrodzona z miłości do legendarnej grupy, a potem własna, bez żadnych ukrytych motywów.
Ignacy, naprawdę interesuje cię ta dziewczyna? dopytywała moja mama. Ona nie mówi, tylko kiwie głową. Rozumiem, iż mężczyźni lubią takie rzeczy, ale to już za dużo. Co macie wspólnego? Ona jest biedna! Wtedy mama namawiała, bym poszedł do liceum technicznego.
Mamo, nie chcę jeździć na drugi koniec miasta jęknąłem. W tej szkole jest dobrze, nauczyciele OK, a nauczycielka języka polskiego chwaliła mój wymowę i słownictwo.
Mama od dawna marzyła o liceum, ale ja nie zamierzałem się tam przenosić, nie tylko ze względu na Bronisławę, ale po prostu lubiłem swoją szkołę.
Niech dziewczynie kręci się w głowie odparł tata. To młodzieńcze zabawy.
Nic nie kręcę! wykrzyknąłem, a uszy zaczerwieniły się jeszcze bardziej.
Ten spór dał mi prawie rok wolności; mama przewracała oczami, kiedy przyprowadzałem Bronisławę do domu, ale już nie wspominała o liceum. W dziewiątej klasie mama nagle weszła do pokoju, gdy studiowałem kształt Bronisławowej sylwetki, i wtedy wszystko się zaiskrzyło.
Początkowo myślałem, iż przesadziłem, bo kiedy Bronisława uciekła do domu, mama nie powiedziała mi nic. Wieczorem wrócił tata, było cicho. Trzy dni później tata oznajmił:
Ignacy, przeprowadzamy się do Warszawy.
Do Warszawy? nie zrozumiałem.
Rozwijam sieć restauracji, otwieram nowy lokal w stolicy. Ty też nie będziesz studiował tutaj, a w Warszawie jest większa konkurencja, trzeba się przygotować. Zająłem się już liceum i nauczycielami.
Nie jadę odparłem.
A gdzie wtedy?
Nie było dokąd pójść. Gdy Bronisława się dowiedziała, płakała; obiecałem, iż dokończę szkołę i przyjadę po nią. Bronisława westchnęła jak dorosła i rzekła:
Już nigdy nie wrócisz
Na pożegnanie dałem jej tę samą płytę, której okładkę narysowała, i przy której po raz pierwszy się pocałowaliśmy.
Wiedziałem, iż pomysł przeprowadzki wymyśliła mama, więc poczułem się zraniony zarówno jej, jak i taty. Kiedy w dziesiątej klasie kolega wyjechał na studia do Londynu i powiedział ojcu:
Też chcę do Londynu.
Mama płakała i krzyczała, iż nie chce go zostawiać samego. Wiedziałem, iż mam starszego brata, który zmarł w wieku jednego roku z powodu wrodzonej choroby serca, a potem mama długo nie mogła zajść w ciążę, więc rozumiałem jej lęk, choć przyznawałem się do pewnej złośliwości.
W Londynie zwiedzałem każdy znany punkt związany z moimi idoli, zacząłem palić, zmieniłem fryzurę i co tydzień zmieniałem dziewczyny. Chciałem zapomnieć Bronisławę, ale każda z nich gwałtownie mnie nużyła.
Po powrocie do Polski pomagałem tacie w restauracjach. Do tego czasu miałem dwa długotrwałe związki: z Greczynką, która przyczepiła się do mnie jak pchła, i z koleżanką ze studiów, Jane, bladą Brytyjką o puszystych blond włosach. Mama od razu zaczęła szukać mi odpowiednią żonę, a ja przestałem wracać do domu, zamieszkując w mieszkaniu, które tata podarował mi na pełnoletność. Mama dzwoniła, a ja nie odbierałem. Tata prosił, żebym był łagodniejszy, a ja odpowiadałem:
Chciała, żebym odniosł sukces? Zrobiłem to. Ale nie zamierzam się z nią żenić, niech to zostanie w przeszłości.
Kiedy Michał napisał do mnie, nie od razu rozpoznałem go po awatarze. Gdy się wyjaśniliśmy, z euforią przyjąłem zaproszenie na zjazd absolwentów, chociaż nie byłem już absolwentem tej klasy.
Patrzyła na mnie z uśmiechem, nie gniewała się, w przeciwieństwie do mnie.
Cześć wymamrotałem. Nic się nie zmieniłaś.
To była prawda Bronisława wciąż była szczupła, blada, z niebieskimi żyłkami na dłoniach. Tylko włosy były dłuższe.
Od tego momentu przestałem zwracać uwagę na innych. Rozmawialiśmy długo. Bronisława była już zamężna, ale rozwiodła się, a jej jedyny syn, dziesięcioletni Jarek, nosił moje imię. Usłyszeć własne imię sprawiło, iż się zakłopotałem, ale było przyjemnie.
Jedź ze mną powiedziałem, choć brzmiało to głupio. Zabierz syna, jedź do Warszawy, lepiej niż tu.
Zostałaś wciąż marzycielem odparła smutno.
Czy to oznacza nie? spytałem.
Bronisława nie odpowiedziała, wzięła się w garść i ruszyła w stronę drzwi. Nie mogłem jej zatrzymać, nie miałem słów, które przekonałyby do pozostania.
Ja też z Tobą pojedę uśmiechnęła się Archanowa, ale ja już nie czekałem. Zadzwoniłem po taksówkę i odjechaliśmy.
Gdy zadzwonił do drzwi dźwięk, pomyślałem, iż to sprzątanie lub coś podobnego, i zdziwiłem się, iż jest tak późno. Może pomyliliśmy się pomyślałem.
Na progu stała Bronisława w tym samym sukni, włosy spięte w kitkę, nozdrza rozciągnięte z gniewu.
Gdzie ona? zapytała.
Kogo?
Archanowa! Najpierw męża wzięła, a teraz chce mnie zabrać?
Śmiałem się.
Nie ma żadnej Archanowej. Chcesz, sprawdź.
Odsunąłem się, a Bronisława weszła do pokoju, rozejrzała się, usiadła na krześle.
Dzwonił do mnie Józek i mówił, iż razem pojechaliście.
Zawoziłem go taksówką, jak dżentelmen, i to wszystko.
I nie pocałowaliście się?
Uniósł ręce i zażartował:
Nie jestem winny!
Co tak? Ma ona wypełnione usta i jeszcze coś.
Nie przyjechałem po to, odparłem. Po co wtedy? Po to, iż się spotkamy po piętnastu latach, o obietnicy, którą pamiętam?
A więc czekałaś?
Bolało! Zapomniałaś mnie już jutro!
No i super, ja też nie pamiętam długo.
Czy mam iść?
Idź. Tylko może najpierw posłuchajmy płyty?
Płyty?
Tak, przywiozłem odtwarzacz.
Bronisława zmrużyła oczy, spojrzała na mnie z ironicznie i zapytała:
Czyli mnie zapomniałeś, a odtwarzacz przywiózłeś?
Dokładnie tak.
Wzięła torbę przy wejściu, wyciągnęła z niej coś i podała mi.
To była ta sama płyta, której okładkę narysowała, i którą dałem jej na pożegnanie.
Zapomniałaś mnie na kolejny dzień, a trzymałaś płytę latami? podszedłem z żartem.
Wzruszyła ramionami. Wziąłem płytę z koperty, delikatnie przesunąłem po niej palcami idealnie, żadna rysa. Położyłem ją na odtwarzaczu, włączyłem. W pokoju zabrzmiała muzyka.
Bez słów zbliżyliśmy się: położyłem rękę na jej talii, ona na moich ramionach. Obróciliśmy się w powolnym tańcu, jak na balu maturalnym,Tak zrozumiałem, iż prawdziwa wartość nie leży w miejscu, ale w chwilach, które dzielimy z tymi, których kochamy.
















